Wiesz co, chciałam ci opowiedzieć coś, co spotkało mnie jakiś czas temu. Mój szef naprawdę niesamowite, jak to się potече to właśnie on powiedział mi, że mój mąż mnie zdradza.
Byłam wtedy żoną i pracowałam w niedużej, rodzinnej firmie w Warszawie. Mój szef, pan Marek Kwiatkowski, był samotny po rozwodzie i, nie ukrywam, od dawna próbował ze mną flirtować. Nigdy nie byłam nieuprzejma, ale jednak trzeba było mu wyznaczyć granice. Powtarzałam kilka razy, żeby sobie odpuścił, że mam męża i to już się robi niezręczne również w biurze. On niby rozumiał i wszystko wracało do normy w pracy.
Aż pewnego dnia wzywa mnie do swojego gabinetu, zamyka drzwi i mówi, że musimy pogadać o czymś bardzo osobistym. Pyta, czy mój mąż dalej wyjeżdża na weekendy do rodziny, a ja że tak, nic nadzwyczajnego, bo przecież jeździ do Katowic do mamy. I wtedy Marek powiedział to wprost:
Widziałem go z inną kobietą.
Powiedział, że jego zastępca był z kolegami w pubie, on potem do nich dołączył i tam rozpoznali mojego męża. No i ten całował się z jakąś dziewczyną. Jeszcze mu nie wierzyłam, więc Marek wyciągnął telefon i pokazał nagranie.
Nagranie było słabe ciemno, ludzie, głośno wszędzie, ale rozpoznałam Piotrka po kurtce, sposobie chodzenia, sylwetce nie było co się łudzić. Podeszło mi wszystko do gardła złość, wstyd, ogromna bezsilność. Wybiegłam z biura i pojechałam prosto do domu. Wieczorem, jak tylko przyszedł, od razu mu wygarnęłam. Najpierw kłamał, potem powiedział, że “to był jednorazowy błąd”. Ale wyprowadzić się nie chciał.
Przez następne sześć miesięcy miałam w domu piekło. Już nie chciałam z nim być, a on nie zamierzał się wynieść. Mieliśmy wynajmowane mieszkanie, a on się upierał, że też ma prawo tam mieszkać. Zaczął mi zatruwać życie puszczał głośno muzykę od rana, przyprowadzał znajomych bez pytania, wszędzie zostawiał bałagan, sypał złośliwościami i wyśmiewał mnie. Nawet najdrobniejsza sprzeczka kończyła się jeszcze gorzej. Przestałam sypiać, chodziłam wiecznie spięta i zestresowana.
Pewnego dnia wzięłam do ręki naszą umowę najmu i odkryłam, że kończy się za dwa tygodnie. Uświadomiłam sobie, że ten dom przecież nie jest mój nie muszę już tego ciągnąć. Sama zaczęłam oglądać mieszkania, szybko wynajęłam kawalerkę, spakowałam rzeczy i po prostu się wyprowadziłam. Bez pożegnania, bez dramatów. Zabrałam to, co najważniejsze i zamknęłam ten rozdział raz na zawsze.
A przez cały ten czas Marek, mój szef, był gdzieś obok najpierw tylko wspierał, pytał jak się czuję, czy czegoś nie potrzebuję. Zaczęliśmy pisać do siebie (na początku zupełnie bez podtekstów), czasem wychodziliśmy na kawę poza pracą. Nie chciałam niczego więcej potrzebowałam spokoju, przewietrzenia głowy. On to rozumiał i absolutnie nie naciskał. Minęło sporo czasu, zanim między nami pojawiło się coś więcej.
Po jakimś czasie zmieniłam pracę tym razem zupełnie nie przez niego, po prostu dostałam dużo lepszą ofertę na nowe stanowisko i wyższą pensję. Odeszłam z firmy Marka, i nasze relacje nabrały nowego wymiaru już nie był moim szefem, tylko kimś, z kim zaczęłam się spotykać na swoich warunkach.
I tak, dzisiaj mamy rocznicę już rok jesteśmy razem. Mój były mąż zniknął kompletnie z mojego życia. Straciłam małżeństwo, ale zyskałam święty spokój i naprawdę dobrego faceta.



