Testament najmłodszego syna

Grażyna nie mogła oderwać wzroku od szyldu Oddział operacyjny. Litery rozmywały się przed oczami od długiego oczekiwania, serce waliło jak oszalałe. Nieustannie trzymała w ręku ulubioną zabawkę małego Jasia czterolatecznego synka: plastikowy czerwony traktor z łyżką. Jasiek początkowo marzył o niebieskim traktorze z bajki, ale z czasem przywiązał się do tego, które dostał od taty.

W końcu przez zamglone szyby pojawił się męski cień, drzwi się otworzyły i w korytarzu zjawił się zmęczony lekarz. Grażyna podskoczyła i pobiegła do niego.
Doktorze, co się stało? Jak poszło? Jak nasz Jasiek?
Lekarz wstydliwie opuścił głowę, zdejmując maskę.
Grażyno, bardzo mi przykro Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy

***

Grażyna leży na łóżku syna, zwinięta w kulkę. Poduszka wciąż pachnie Jasia ręką. Na lustrze przed nią widać odcisk brudnej od ciasteczek dłoni na szczęście nie wytrzeła go, bo już nigdy nie będzie go brudził. Łzy spływają po jej policzku, gorący ból rozżarza serce. Zdrowe serce. To właśnie brakowało małemu Jasiowi. Starszy Mateusz jest już zdrowy i prawie samodzielny ma osiemnaście lat i studiuje na uniwersytecie. A Jasiek

Ta nieplanowana, późna radość zamieniła się w ogromny smutek. Wszystkie badania przed porodem były w porządku, a dopiero przy samych narodzinach wykryto poważną wrodzoną wadę serca. Podczas radykalnej korekcji coś poszło nie tak i nasz Jasiek odszedł.

***

Grażyna zamknęła oczy, zapadając w niespokojny sen. Znów znalazła się na słonecznym polu, usianym kolorowymi, pachnącymi kwiatami różnego kształtu. W oddali stał jej Jasiek, uśmiechnięty w niezmiennym uśmiechu, w ulubionej koszuli z samochodzikami. Trzymał w rękach bukiet dużych stokrotek.
Jasiu! Synu! zawołała Grażyna, ale Jasiek zdawał się jej nie słyszeć, rozmyślając nad płatkami.

Grażyna biegła po kwitnącej łące, rozkładając ramiona, ale choćby biegła ile chciała, chłopiec nie zbliżał się. Wręcz przeciwnie co chwilę oddalał się dalej. Krzyczała z desperacją, wyciągała ręce, lecz nie mogła go dosięgnąć. Nagle Jasiek podniósł na nią oczy, uśmiechnął się i rozpłynął w powietrzu, a jedynie chmurka z płatków stokrotek spokojnie opadała na ziemię.

Grażyna podbiegła tam, gdzie spadły płatki, i zobaczyła pod stopami napis ułożony z białych płatków na zielonej trawie.

***

Obudziła się od telefonu. Na ekranie Mateusz.
Tak, kochanie odpowiedziała chrapliwie Grażyna.
Mamo, dziś jadę, przygotuj coś dla mnie!

Uśmiech wymusiła się na twarzy. Minęły prawie trzy miesiące od odejścia Jasia, ale wciąż jest Mateusz. Czas wziąć się w garść i żyć dalej.
Oczywiście, synku, co chcesz? Naleśniki?
Super, mamo! Już w autobusie, zaraz będę!

Mateusz stara się przyjeżdżać w każdy weekend, by odciągnąć myśli mamy i taty. Rozumie ich ból, bo i sam czuje coś w środku przy wspomnieniu młodszego braciszka. Życie jednak trwa i muszą razem przejść przez żałobę bo taką tworzy rodzina.

Grażyna z trudem wstała i poszła do kuchni. Otworzyła lodówkę, przeszukała półki i zobaczyła, że nie ma mleka. Witold siedział przy stole i majstrował nad jakąś mikroukładem w laptopie. Spojrzał na nią i zapytał:
Czegoś potrzebujesz? Może iść do sklepu?
Mateusz dzwonił. Jedzie, prosi o naleśniki odpowiedziała spokojnie. Mleko się skończyło, ale sama pójdę, trochę przewietrzę się.

Witold podniósł okulary i westchnął: Powoli wraca do życia.

Grażyna ubrała się i wyszła. Łagodny wiosenny wiatr muskał twarz, ptaki ćwierkały, gałęzie przybrały zielony odcień, gotowe wkrótce pokryć się młodą liściastą koroną. Natura budziła się po zimowej drzemce. Grażyna westchnęła: Ech, nie zobaczyć Jasia w tej piątej wiosny!. Odepchnęła mroczne myśli i ruszyła w stronę sklepu.

***

Zabrała mleko, ulubione cukierki Mateusza, chleb i kurczaka, skierowała się do kasy. Nagle zza półek dobiegł znajomy śmiech. W sercu Grażyny zacięło się od tęsknoty to był śmiech Jasia. Pobiegła w stronę dźwięku, dostrzegając jedynie ukrytą za regałami małą figurkę dziecka. Wiedząc, że to niemożliwe, podążyła za nią, przypadkiem strącając kartonową tablicę reklamową.

Podniosła ją i zobaczyła na białym tle czerwonymi literami ten sam adres, co w jej śnie.
Jasiu, co chcesz mi powiedzieć? wyszeptała.

Wróciła do domu z myślą, że to nie przypadek. Jasiek chce coś jej przekazać, ale co? Trzeba sprawdzić adres w Internecie, ale nie dziś. Dziś przyjedzie jedyny jej syn, trzeba go przywitać i trzymać fason.

***

Wieczór minął niezwykle ciepło i przyjemnie, Grażyna nawet potrafiła się uśmiechać, słuchając opowieści studenckich Mateusza. Ten z apetytem pochłaniał domowe jedzonko, a Grażyna i Witold patrzyli na niego z czułością był ich jedynym dzieckiem. Wszyscy poszli po swoje, noc całkowicie przejęła dom.

Zmęczona dniem, Grażyna szybko zasnęła. Obudziła się w środku nocy, słysząc ciche śpiewanie z łazienki. Serce zabiło mocniej to nie pomyli się z głosem Jasia. Śpiewał swoją ulubioną piosenkę z kreskówki o niebieskim traktorze

Z trudem przełknęła ślinę, wstała i podeszła do łazienki, starając się iść cicho, by nie spłoszyć Jasia. Otworzyła drzwi, ale w łazience nikogo nie było. Łzy spłynęły po policzkach.
Co ja sobie wyobrażam? Że Jasiek jest w łazience? Nie ma go! To tylko moje chore wyobrażenie! gniewała się na siebie.

Podeszła do umywalki, odkręciła wodę, by się odświeżyć i zebrać myśli. Dość już tego męczenia! Dla Witka, dla Mateusza! pomyślała, patrząc w lustro. Na twarzy zobaczyła bladą, zmęczoną twarz z podkrążonymi oczami.

Z gniewu nasmarowała rękę mydłem i pocierała lustro, nie wiedząc po co. Na pianę spływające krople przybrały kształt liter z tym samym adresem Za plecami poczuła podmuch chłodu. Wyraźnie usłyszała cichy dziecięcy głos:
Czekam na Ciebie, mamo

***

Nie możesz spać? obudził się Witold, podniesiony światłem z laptopa.
Grażyna siedziała w fotelu, trzymając laptopa na kolanach i wpatrywała się w ekran.
Witku, podejdź Jeśli poczujesz to, co ja, to nie jest tylko haluzynacja

Witold podniósł się z trudem i podszedł. Serce mu przyspieszyło, gdy spojrzał na zdjęcie małego chłopca, około czterech lat. Nad zdjęciem widniało: Bartek, 4 lata. Bartek stracił rodziców w wypadku trzy lata temu, był wychowywany przez babcię, a po jej śmierci trafił do domu dziecka.

Ten adres prześladuje mnie ostatnimi dniami wyjaśniła Grażyna. Przekazuje go nasz Jasiek

Opowiedziała mężowi o śnie, incydencie w sklepie i w łazience. Po krótkim namyśle Witold zdecydowanie powiedział:
Grażyno, jedziemy

***

Pani Katarzyna Nowak, dyrektor domu dziecka, prowadziła Grażynę i Witolda długim, jasnym korytarzem placówki, nieustannie odwracając się i tłumacząc sytuację.
Kiedy Bartek trafił do nas, myśleliśmy, że to krótkoterminowo. To chłopiec społecznie zintegrowany, inteligentny, wychowany w kochającej rodzinie, choćby z babcią. Trzy razy próbowano go adoptować, ale przy widoku potencjalnych rodziców zamyka się w sobie. Nie wiem, jak to wygląda w innych domach, ale nie mogę zmuszać dziecka tam, gdzie nie chce. Mówi, że przyjdą jego mama i tata i go rozpozna. Ostatnie trzy miesiące miał wyimaginowanego przyjaciela, którego nazywa Jasiek. I właśnie ten Jasiek powiedział mu, że mama i tata wkrótce go odbiorą.

Grażyna i Witold spojrzeli po sobie. Czy ich zmarły syn postanowił pomóc nieszczęśliwemu sierotowi?
Nie wiem, proszę, poznajcie go. Może roztopicie jego serduszko podsumowała pani Katarzyna, otwierając drzwi do pokoju zabaw.

Grażyna od razu go rozpoznała. Mały, chudy chłopiec siedział wśród innych dzieci, budując wieżę z klocków i nucąc ulubioną piosenkę Jasia Bartek odwrócił się, rzucił klocki, podskoczył i krzyknął:
Mama, tata!!! Wiedziałem, że przyjdziecie!!!

***

Przyspieszenie adopcji pomogła sama pani Katarzyna. Była szczerze szczęśliwa, że Bartek w końcu nawiązał kontakt z rodziną Grażyny i Witolda. Kiedy dowiedziała się o śmierci ich syna, jeszcze mocniej się wzruszyła. Po miesiącu Grażyna, Witold i Mateusz przyjechali po Bartka, by zabrać go na stałe. Przed wyjściem chłopiec nagle wyciągnął rękę z ramienia Grażyny i zawołał:
Mamo, poczekaj! odwrócił się w stronę końca korytarza. Tam Jasiek, chce się pożegnać!

Serce Grażyny znów zaciśnięte od smutku, ale tym razem to był łagodny żal, z akceptacją, że nie da się zmienić przeszłość, ale trzeba iść dalej. Teraz od niej zależało los małego Bartka, który otworzył ich z Witkiem serca. Nigdy nie zapomni swojego Jasia, będzie go zawsze kochać ale teraz ma jeszcze jednego człowieka, dla którego musi być silna.

Bartek pobiegł na koniec korytarza, stanął przy oknie, chwilę się rozejrzał i wrócił do rodziców i starszego brata. Za oknem, z nieznanego zakątka, wzleciał biały gołąb, okrążył budynek, zakręcił się nad głowami Grażyny, Witolda, Mateusza i Bartka, po czym wzleciał w niebo, znikając w chmurach.

Rate article
Fajna Tajna
Testament najmłodszego syna