**28 czerwca, Warszawa**
Mamo, może u nas spędzisz lato? usłyszałem głos Wioli, który brzmiał niepewnie, choć próbował być serdeczny. W kuchni stała moja teściowa, Helena Kowalska, wycierając ręce w ścierkę.
Mieszkanie zalali mi sąsiedzi z góry remont potrwa do jesieni westchnęła, patrząc na mnie tym swoim wzrokiem, który od razu mówił: No, sprzeciw się, tylko spróbuj.
Wiola zastygła z chochlą nad garnkiem bigosu. Lato z teściową? Trzy miesiące pod jednym dachem? W myślach przeliczyłem wakacje dzieci, mój urlop, wyjazdy do rodziny w Poznaniu A teraz jeszcze Helena Kowalska z jej uwagami, radami i tym wiecznie niezadowolonym grymasem.
Oczywiście, mamo odezwała się Wiola, a ja poznałem po jej głosie, że mówi to przez zaciśnięte zęby.
No to świetnie! ucieszyła się teściowa. Będę pomagać, zajmę się wnukami. Krzysiu w pracy od rana do nocy, a ty sama z dziećmi się męczysz.
Faktycznie, często zostawałem w biurze dłużej, ale Wiola radziła sobie znakomicie z dziesięcioletnim Kubą i siedmioletnią Zosią. Radziła sobie dopóki nie pojawiła się Helena ze swoimi zasadami.
Już następnego dnia zaczęła porządki. Umyła wszystkie naczynia od nowa, bo płyn do naczyń źle spłukany. Przearanżowała lodówkę wędlina ma leżeć na górnej półce, a nie byle gdzie. Zabawki dzieci schowała do pudeł i wyniosła do spiżarni.
Po co ten bałagan? powiedziała Zosi, gdy ta szukała swojej ulubionej lalki. Pobawiłaś się posprzątaj.
Zosia rozpłakała się, a Wiola, zaciskając pięści, poszła wyciągać zabawki z powrotem.
Mamo, dzieci muszą czuć się u siebie swobodnie próbowała delikatnie zaprotestować.
Swoboda to nie samowolka odcięła teściowa. Za moich czasów dzieci były wychowane.
Kuba, słysząc rozmowę, burknął coś pod nosem i poszedł do swojego pokoju. Unikał babci od pierwszego dnia a ona nieustannie go poprawiała: muzyka za głośna, za długo przy komputerze, za dużo hałasu z kolegami.
Wieczorem wróciłem zmęczony i głodny. Wiola jak zwykle podgrzała mi obiad, ale zanim zdążyła podać, wtrąciła się teściowa.
Krzysiu, wyglądasz jak szkielet! lamentowała, nakładając mi pełny talerz. Wiola cię nie dożywia, same te mrożonki. Jutro pójdę na targ, kupię porządnego mięsa, zrobię kotlety.
Mamo, nie trzeba próbowałem protestować, ale była już w swoim rytmie.
Jak to nie trzeba? To mój syn, ja muszę o ciebie dbać! Patrzę koszule nieprasowane, skarpetki z dziurami Za moich czasów żona pilnowała męża jak trzeba.
Widziałem, jak Wiola zaciska szczękę. Cały dzień prała, sprzątała, woziła dzieci na zajęcia, a teraz jeszcze słyszy, że nie dba?
Dbam o rodzinę powiedziała cicho, ale stanowczo. Tylko czasy są inne, mamo.
Czasy, czasy wzruszyła ramionami Helena. Rodzina zawsze ta sama.
Ja milczałem, zajadając bigos. Nigdy nie wtrącałem się w konflikty między żoną a matką wolałem udawać, że mnie to nie dotyczy. Wioli to wkurzało najbardziej. Przecież mogłem choć raz ją wesprzeć.
Po tygodniu wspólnego mieszkania atmosfera była nie do zniesienia. Helena krytykowała wszystko: gotowanie Wioli, wychowanie dzieci, sposób prowadzenia domu. Wstawała o szóstej i zaczynała hałasować w kuchni, gotując jak należy. Dzieci skarżyły się, że babcia nie daje im spokojnie zjeść ciągle poprawia, jak trzymać widelec, ile przeżuwać.
Mamo, może odwiedzisz ciocię Jadzię? zaproponowałem podczas kolejnej awantury.
A co, jestem tu niepotrzebna? oburzyła się. Pomagam, staram się, a wy mnie wyganiacie! Jadzia mieszka w kawalerce, nie ma miejsca. Czy ja wam przeszkadzam?
Nie przeszkadzasz skłamała Wiola. Po prostu
Po prostu co? Mów wprost!
Po prostu mamy różne spojrzenia na życie ostrożnie powiedziała Wiola. I inaczej wychowujemy dzieci.
Aha! Helena triumfowała. Więc to o to chodzi! Moje wychowanie jest złe? A Krzysiu jaki wyrósł? Porządny człowiek!
Mamo, starczy powiedziałem zmęczony. Wszyscy jesteśmy nerwowi.
Nie starczy! nie ustępowała. Chcę wiedzieć, co złego robię. Dlaczego mi przeszkadzam?
Wiola wzięła głęboki oddech. Wiedziałem, że zaraz eksploduje.
Nie przeszkadzasz powtórzyła. Ale każda rodzina ma swoje granice.
Granice! prychnęła teściowa. Dla matki granice! Co za czasy
Kuba i Zosia przytuleni w kącie patrzyli na nas szerokimi oczami. Czuły to napięcie i starały się nie rzucać w oczy.
Następnego dnia Wiola porozmawiała z dziećmi.
Jak się czujecie? spytała, przytulając ich na kanapie.
Babcia jest dziwna szepnęła Zosia. Zawsze się gniewa i mówi, że jesteśmy niegrzeczni.
A mi powiedziała, że komputer niszczy mózg dodał Kuba. Że za jej czasów dzieci biegały na podwórku.
Babcia po prostu jest inna tłumaczyła Wiola. Ona was kocha.
Ale ja się z nią źle czuję jęknęła Zosia. Mogę jeść w pokoju?
Wiola przytuliła ją mocniej. Dom przestał być naszą przystanią. Wszyscy chodzili na palcach, by nie narazić się Helenie.
Teściowa tymczasem dalej porządkowała. Wywróciła wszystko do góry nogami ręczniki śmierdzą, okna trzeba umyć, te przyprawy do wyrzucenia.
Dlaczego wyrzuciłaś curry? spytała Wiola.
Po co ta chemia? zdziwiła się Helena. Prawdziwe przyprawy to sól, pieprz i liść laurowy. Reszta to szajs.
Ale ja tak gotuję!
I źle. Niszczycie sobie żołądki.
Wiola wyszła do łazienki i włączyła wodę, żeby zagłuszyć łkanie. Dom stał się polem bitwy.
Wieczorem Wiola spróbowała ze mną porozmawiać.



