10 października
Dziś znowu mama mojego męża zadzwoniła z typowo słodkim głosem:
Przyjdź do nas, pomożesz troszeczkę, tak na dwie godzinki powiedziała przez telefon.
Nie wyczułam w ogóle podstępu wyobraziłam sobie, że pokroję coś, zrobię może jakąś sałatkę, wypijemy herbatę. Ale kiedy weszłam do kuchni i zobaczyłam te wszystkie garnki, listę potraw, i usłyszałam: goście będą za cztery godziny, wszystko nagle stało się jasne nie przyszłam w gości, miałam tu zmianę w kuchni.
Stoi przy kuchence, miesza w wielkim garze, odwraca się i uśmiecha się niby ciepło, a ja już wiem, że znowu coś wymyśliła.
O, jak dobrze, że już jesteś! Słuchaj, okazało się, że będzie więcej gości, niż planowałam. Około dwudziestu osób. Musimy upiec rybę, zrobić trzy rodzaje sałatek, mięso, ustawić stół…
Zamarłam w korytarzu, jeszcze w płaszczu.
Dwudziestu? Mówiła Pani o dwóch godzinach pomocy…
Tak, dwie godzinki! machnęła ręką tak, jakby temat już był zakończony. Razem pójdzie szybciej. No, zdejmuj płaszcz, fartuch jest tam. Zaczniemy od sałatek, potem…
Chwileczkę zdjęłam torebkę, ale płaszcz zostawiłam. Sądziłam, że chodzi o coś prostego. Mam plany na wieczór…
Spojrzała na mnie nagle zupełnie innym wzrokiem.
Jakie plany? Rodzina to są twoje plany. Przygotowujemy się na jubileusz, a ty o jakichś swoich rzeczach myślisz…
Znowu ten ton. Ten, w którym moje zdanie się nie liczy, a ode mnie oczekuje się posłuszeństwa.
Pomogłabym z przyjemnością, gdybym wcześniej wiedziała. Ale powiedziała mi Pani coś innego.
No przepraszam, że nie opisałam ci wszystkiego ze szczegółami! wróciła do garnka z zupą. Myślałam, że rozumiesz, że na takie okazje trzeba się porządnie przygotować. Czy według ciebie na stare lata mam jeszcze sama wszystko robić?
Zacisnęłam zęby. Znam te metody: poczucie winy, presja, zarzut.
Można było poprosić też innych. Albo chociaż mnie uprzedzić.
Gwałtownie się odwróciła.
Po co mam prosić innych, skoro mam synową? A może już zapomniałaś, co to znaczy być rodziną?
W tym czasie mój mąż siedział w salonie z telefonem, leciał telewizor. Doskonale wiedział, co się dzieje, ale nie zareagował.
Nie odmawiam pomocy powiedziałam. Ale zostałam wprowadzona w błąd. To nie jest w porządku.
W błąd! rozpostarła ręce. Słyszysz? Ja ją niby oszukałam! Poprosiłam o pomoc, a ona robi sceny. Oto współczesna młodzież wszystko im się należy, a serca nie mają.
W środku cała się skurczyłam. Wyjdę będzie afera, zostanę będę kroić i słuchać żalów.
W porządku wzięłam głęboki oddech. Pomogę przy sałatkach. Ale nie będę podawać i obsługiwać gości.
Skrzywiła się nieco.
Czyli znów ja będę sama biegać z półmiskami?
Mówię tylko, że można to było wszystko inaczej zorganizować. Może poprosić też syna.
On jest mężczyzną! oburzyła się. Kuchnia to nie jego miejsce, ma inne zadania.
Jakie? Siedzieć z telefonem cały wieczór?
To nie twoja sprawa! jej głos stał się szorstki. Przyszłaś pomagać czy filozofować?
Zdjęłam płaszcz, założyłam fartuch, zaczęłam kroić warzywa. Pokiwała głową zadowolona i wróciła do swojego gara.
Po chwili znowu zagadała:
Jak przyjdą goście, to się przebierzesz, tak?
Ja nie zostanę. Pomogę i pójdę do siebie.
Odłożyła łyżkę.
Jak to pójdziesz sobie? Kto przyjmie gości? Kto poda do stołu?
Pani. Albo syn.
On będzie zabawiał gości. Jest gospodarzem.
Gospodarzem, który nie tknął nigdy nawet talerza.
Mężczyźni bawią, kobiety usługują?
A co, inaczej się nie da? zmrużyła oczy. Feministką teraz będziesz?
Po prostu nie rozumiem, dlaczego mam być darmową siłą roboczą.
DARMOWĄ?! aż krzyknęła. Jesteś żoną mojego syna! Jesteśmy rodziną! Albo już zapomniałaś, kto wam pomógł ze spłatą na mieszkanie?
A to dopiero, znów karta przetargowa pieniądze, które dawno oddaliśmy, a dla niej wieczny dług.
Oddaliśmy te pieniądze powiedziałam spokojnie.
A wdzięczność? A zobowiązanie?
Odłożyłam nóż.
Chciałaby Pani, żebym czuła się winna do końca życia?
Chciałabym, żebyś zachowywała się jak członek rodziny, a nie najęta pomoc domowa.
Ale właśnie tak się wobec mnie Pani zachowuje. Tyle że za darmo.
Rzuciła ścierkę na blat.
RÓB CO CHCESZ, ale dopóki nie ustawisz stołu, nigdzie nie idziesz!
Spojrzałam na nią i zrozumiałam: choćbym poszła na wszelkie ustępstwa, to i tak się nic nie zmieni.
Nie powiedziałam cicho. Nie ustawię.
Co powiedziałaś?
Powiedziałam nie. Idę do domu.
Zdjęłam fartuch, chwyciłam torebkę, założyłam płaszcz.
Nawet się nie waż! zdenerwowała się.
Mój mąż wyszedł z pokoju.
O co chodzi?
Ona wychodzi! krzyknęła teściowa i wskazała na mnie.
Co robisz? spytał mnie.
Zapytaj swoją mamę, czemu na dwie godzinki mam obsłużyć dwudziestu gości.
Przecież mówiła, że na krótko…
Pomoc to znaczy pomoc, nie harówka przy sałatce przez pół dnia! wtrąciła się teściowa.
Ile razy tak jest powiedziałam i zawsze mi wypomina te pieniądze.
Po prostu pomóż machnął ręką.
A ty czemu nie kroisz? Czemu nie ustawiasz stołu?
To nie jest męska robota.
Zaśmiałam się z goryczą i zmęczenia.
No to radźcie sobie sami.
Wyszłam na korytarz.
Jak wyjdziesz, nie przychodź więcej! zawołała jeszcze.
Dobrze.
Wyszłam.
W samochodzie trzęsły mi się ręce. Telefon dzwonił, ale nie odebrałam.
Później dostałam SMS-a: Wróć natychmiast.
Odpisałam: Nie jestem darmową służącą.
Wieczorem siedziałam w domu z herbatą. Było mi obojętne, co o mnie gadają.
Mąż wrócił późno.
Jesteś zadowolona? Wszyscy mają cię za niewdzięczną.
A Ty? Jak Ty mnie oceniasz?
Milczał.
Potrzebowałam, żebyś mnie wsparł powiedziałam. Nie zrobiłeś tego.
Zapadła cisza.
Dwa tygodnie żadnego telefonu. I zrozumiałam jedno:
Czasem wyjście jest ważniejsze, niż zostanie.
Nawet jeśli za plecami słychać, jak wykrzykują, że się mylę.



