Zamiast się bawić na wyjeździe, powinniście zrobić mi remont!
Moja teściowa obraziła się na nas, bo polecieliśmy na wakacje, zamiast sfinansować jej fanaberię z odświeżeniem mieszkania. Mieszkanie malutkie, własnościowe, nic mu nie dolega. Remont to tylko i wyłącznie jej kaprys, ale uznała, że to my powinniśmy za niego zapłacić. Ot, sponsoring rodzinny, bo przecież kto, jak nie synowa i zięć.
Szczerze? Ja i mój mąż Marian jesteśmy typowymi sknerami oszczędzamy każdy grosz. Kredyt na mieszkanie sam się nie spłaci, a dwie nastoletnie córki, Martynka i Jagoda, trochę kosztują. Przez piętnaście lat małżeństwa nigdy nie byliśmy gdzieś dalej razem. Do tej pory nasze wyjazdy wakacyjne kończyły się zazwyczaj na grzybobraniu u cioci Haliny na Mazurach albo w drewnianej szopie nad Jeziorem Żywieckim. Nasze córki nic większego od polskiego bociana nie widziały, więc w tym roku wysupłaliśmy parę tysięcy złotych, zacisnęliśmy pasa i wykupiliśmy wycieczkę do włoskiej Werony. Oj, jak to smakowało!
Teściowa, Jadwiga, zaraz po naszym ślubie jasno powiedziała, że do niańczenia wnuków to ona się nie nadaje, z pieluchami też nie zacznie. Taką ma filozofię. Uszanowałam to, nie męczyłam jej nawet prośbami o pomoc. W związku z tym wszystkie weekendy i ferie lądowałyśmy z Marianem dzieciakami u moich rodziców w Radomiu, bo babcia Jadwiga akurat była zajęta. Nie miałam o to żalu rozumiem, każdy chce mieć emeryturę aktywną.
Babcia Jadwiga ma swoje życie: basen we wtorki (co z tego, że idzie tylko poplotkować do szatni), klub seniora w czwartki, raz w miesiącu wycieczka do jakiegoś zamku. Słowem, komputer z epoki Windows 98 mógłby pozazdrościć jej trybu turbo. Z jednym wyjątkiem: jej hobby muszą być współfinansowane przez ukochane dzieci, bo emerytura nie taka, a zachcianek dużo. I nieważne, że pieniądze by nam bardziej przydały się na kredyt dla mamy trzeba zawsze znaleźć parę złotych.
Dodatkowo co sobotę Marian miał wyznaczone zadania bojowe: naprawić zamek, przykręcić półkę, skręcić stary stół (bo się chwieje, a ja przecież nie mam 20 lat!). Tego lata, zamiast się ograniczać do domowych drobiazgów, wpadła na genialny pomysł: Może byście mi mieszkanie przemalowali, a potem od razu nową podłogę położyli, co?. Każdy czegoś chce, ale nie wszystko musi być zrealizowane zwłaszcza że pięć lat temu Marian z kolegą już robili generalny remont, mieszkanie wyglądało jak z katalogu IKEA.
Nie informowaliśmy teściowej, że uciekamy do Włoch. Po cichutku spakowaliśmy się, zamknęliśmy mieszkanie na cztery spusty i wyjechaliśmy. Niestety, nie doceniliśmy babcinej dociekliwości wpadła do nas przypadkiem z zupą, zobaczyła, że drzwi zamknięte. Odpaliła telefon Marian grzecznie wyjaśnił, że jesteśmy na urlopie poza granicami kraju. Rozłączyła się bez słowa… a po powrocie do Krakowa spotkał nas istny kabaret.
Trzeba było mnie uprzedzić! I w ogóle, skąd wy macie pieniądze? Przecież mogliście zrobić mi kuchnię, a nie się po Italii szlajać!
Marian zwykle nie wychodzi przed szereg to syn-maminsynek, ale tu mu się ulało: przypomniał jej, że z naszym budżetem to ona nie ma nic wspólnego, a własne zachcianki może finansować sama.
Od tego czasu Jadwiga urządziła nam milczenie. Zero telefonów, nawet dziewczyny nie mają z babcią kontaktu. Ale za to cała rodzina do nas wydzwania, bo jak to tak matki nie pomóc. Cóż, ja z Marianem sumienia nie mam rodzice wspierają nas w pełni. Stwierdziliśmy, że trzeba korzystać z życia, póki nie zjadą nas choroby i inflacja, a nie kupować nowy parkiet, bo babci się znudziła poprzednia kafelka.



