W małym miasteczku na uboczu Podlasia, gdzie wiatr hula między starymi kamieniczkami, Aneta i jej mąż Krzysztof próbowali ułożyć sobie życie. Ale nad ich rodziną niczym burzowa chmura wisiała cieść teściowej, Barbary Nowak.
— Jaki ten ekspres do kawy stylowy! Taki by się u mnie w kuchni przydał — zauważyła Barbara, spoglądając na syna z tą specyficzną nutką w głosie, od której Krzysiowi robiło się zimno w środku.
— Mamo, my go dobieraliśmy pod nasz wystrój. U ciebie będzie wyglądał dziwnie — próbował się wykręcić Krzysztof, ale już wiedział, że ekspres niedługo “przeprowadzi się” do mamy.
Barbara Nowak była kobietą, która zawsze dostawała to, czego chciała. Nowa mikserka, designerska tostera, a nawet firanki — wystarczyło, że powiedziała *„chcę”*, a Krzysio, jak posłuszny syn, natychmiast spełniał jej życzenia.
— Przecież sobie nowy kupisz, synku, a ja jestem na emeryturze, sami wiecie. Wszystko dla ciebie robiłam, życie ci poświęciłam! Ty mnie kochasz, prawda? — Barbara potrafiła mówić tak, że odmowa nie wchodziła w grę. Jej słowa, słodkie jak miód, a jednocześnie cios prosto w serce, sprawiały, że Krzysztof zawsze ustępował.
Nigdy się z nią nie kłócił. Nawet jeśli mama nie korzystała z podarowanych rzeczy, tłumaczył sobie: *„Może kiedyś się przyda”*. Jak miał odmówić kobiecie, która nieustannie przypominała mu o swoich poświęceniach?
### **„Perspektywiczny” kierunek**
Krzysztof wychował się w domu, gdzie matka była niepodważalnym autorytetem. Nie dostał się na studia dzienne, więc Barbara wybrała mu płatną administrację.
— To pewny zawód, synu! Będziesz zarabiał jak ludzie — powtarzała.
Ale już na pierwszym roku zrozumiał, że to nie jego klimat. Marzył o grafice, o tworzeniu. Kiedy zadzwonił do matki, by podzielić się wątpliwościami, usłyszał:
— Trzy semestry już opłaciłam! Co ty sobie myślałeś wcześniej? Haruję na dwóch etatach, żebyś się uczył, a ty mi takie numery wywłaczasz? Kończysz, a potem praktyki u cioci Grażynki — już wszystko załatwiłam!
Ciocia Grażynka, przyjaciółka matki, pracowała w urzędzie. Po zajęciach Krzysztof jeździł do niej, słuchając długich opowieści o życiu i rzadko — o pracy.
— Mamo, nie chcę tam więcej chodzić, to nie dla mnie — odważył się po pół roku.
Ale wtedy poznał Anetę. Dziewczyna z sąsiedniej grupy urzekła go swoją spontanicznością. Zaczęli się spotykać, a Aneta chciała nie tylko wkuwać do sesji, ale też spacerować po parku, jeździć na rowerze, pić kawę w ulubionej kawiarence. Krzysztof, oczarowany, zaczął opuszczać praktyki, zasypiał na wykładach, a ciocia Grażynka szybko doniosła Barbarze.
— Wszystko dla ciebie robię, a ty mi tak płacisz? Pewnie przez tę twoją dziewczynę! Będziesz pracował na pół etatu, a pieniądze mi oddasz. Ceny w Biedronce widziałeś? Żadnych wygłupów! — wrzeszczała matka.
Krzysztof zgodził się w milczeniu. Zostawiał sobie trochę na randki z Anetą, resztę oddawał mamie. Barbara wzdychała przy tym:
— Powinieneś już sam na siebie zarabiać. Ja też chcę żyć, emerytura tuż-tuż, zdrowie nie to co kiedyś. Nie chcesz chyba, żymusia odeszła za wcześnie?
### **„Prezent”, który miał haczyk**
Po studiach Barbara zaskoczyła młodych „prezentem” — wręczyła im klucze do mieszkania:
— Macie, cieszcie się!
Aneta nie mogła uwierzyć, Krzysztof wzruszony nazwał matkę *„najlepszą na świecie”*.
— Całe życie dla was odkładałam — oznajmiła z dumą teściowa.
Ale mieszkanie okazało się maleńką kawalerką z remontem sprzed epoki. Aneta jednak się nie poddała:
— Zrobimy fajny remont, będzie przytulnie!
Radość szybko minęła. Barbara mieszkała w bloku obok i coraz częściej prosiła Anetę: *„skocz po zakupy”*, *„umyj mi lodówkę”*, *„posortuj szafę”*. Aneta, choć padająca po pracy, zgadzała się. Ale ostatnia prośba teściowej ją zaskoczyła.
— Potrzebuję nową kanapę do salonu, a starą sobie przerobicie. Zaoszczędzicie — uśmiechnęła się Barbara.
— Nie mam czasu, mamy plany z Krzysiem — spróbowała się wymigać Aneta.
— Jak to?! Syna wychowałam, mieszkanie wam dałam, a ty się wykłócasz o drobiazg? — teściowa przeszła do ataku.
Po tej rozmowie Barbara przestała prosić o pomoc. Aneta odetchnęła, myśląc, że najgorsze za nimi. Ale wkrótce Krzysztof zaskoczył ją:
— Mama musi jechać do sanatorium, cena kosmiczna. Masz dobrą pensję, pomożemy? Przeleję ci na konto.
Aneta zrozumiała nagle, dlaczego sama płaciła za jedzenie, benzynę i rachunki. Myślała, że Krzysztof oszczędza na samochód, a okazało się, że wszystko szło do matki.
— Ona nam przecież mieszkanie dała, oszczędziliśmy na kredycie — tłumaczył się Krzysztof.
— Może lepiej wziąć kredyt? Spłacimy w kilka lat, a twojej mamie będziesz płacił do końca życia? — zapytała Aneta.
Ale Krzysztof nie chciał słuchać. Aneta czuła, że ich związek kruszy się pod butem teściowej.
### **Cień nad kawą**
Gdy Barbara przyszła w odwiedziny i zabrała nowy czajnik, który młodzi długo wybierali, Aneta straciła cierpliwość:
— To jak mamy teraz herbatę zrobić? — rzuciła Krzysztofowi.
— Przyniosę ten stary z biura. Co, miałem mamie odmówić? — odparł.
— Jeśli spodoba jej się nasza kanapa, też oddasz? A telewizor? — Aneta była wkurzona.
— A to, że w jej mieszkaniu żyjemy, to nic? — kontrował Krzysztof.
— Mamy się za tę kawalerkę kłaniać do ziemi? Dość! — Aneta postanowiła porozmawiać z teściową sama.
Weszła do mieszkania Barbary i oniemiała — półki uginały się od nowych sprzętów, szafy pękały od ubrań, a na stole stały pudełka po sushi z drogiej restauracji.
— Barbaro, jeśli będziemy mieć dziecko, to też mam je utrzymywać sama? Przestań wyciągać od nasKiedy Aneta wreszcie spojrzała Krzysztofowi prosto w oczy i powiedziała: „Albo z nią, albo ze mną”, on po raz pierwszy w życiu wybrał siebie.



