Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć coś, po czym do dziś się lekko uśmiecham, choć wtedy wcale nie było mi do śmiechu. Wyobraź sobie moje urodziny, okrągła rocznica. Właśnie dostałam awans, z mężem spłaciliśmy wreszcie kredyt hipoteczny na mieszkanie w Warszawie i czułam, że moja energia sięga zenitu. Myślałam, że nic mnie nie zaskoczy, wszyscy będą tylko śpiewać Sto lat, wzniosą toast i po prostu będzie pięknie.
Aż tu nagle dzwonek do drzwi i do mieszkania wchodzi ona moja druga mama, czyli teściowa, pani Genowefa.
Z Genowefą zawsze tak było, że potrafiła tak rzucić komplementem, żeby zamiast radości miałaś ochotę przejrzeć się w lustrze albo pójść pobiegać. Typowe: Co za sukienka! Odważna przy Twoich biodrach, Ale schudłaś chyba dużo stresu w pracy?. Jej życzliwość miała posmak trochę kwasu. Ale tego dnia przeszła samą siebie.
No i wyobraź sobie, siedzę z rodziną, znajomi już składają życzenia, stół ugina się od pierogów i sałatek, a Genowefa wstaje, prosi o ciszę i robi przemowę długą, pełną patosu i przemyśleń. Mówi o tym, że czas szybko płynie, że kobiece piękno trzeba pielęgnować jak kwiat, żeby nie zwiędło, że mężczyzna u boku potrzebuje zadbanej, energicznej żony A ja już wiem, czuję w kościach, że zaraz wywinie jakiś numer.
Wręcza mi prezent. Otwieram a tam najpierw porządna waga łazienkowa, a w drugiej paczce zestaw kremów podpisany jak wyrok: 45+. Głębokie Odmłodzenie dla dojrzałej skóry. Walka z głębokimi zmarszczkami.
Zapadła cisza cięższa od pierogów z kapustą. Mój Maciek zrobił się cały czerwony, goście wymieniali porozumiewawcze spojrzenia, a Genowefa promieniała:
To, córuś, na przyszłość! Profilaktyka to podstawa. A waga Sama przecież mówiłaś, że po świętach dżinsy ciasne. Jako matka muszę dbać.
Z trudem udało mi się wydusić uśmiech i dziękuję. Schowałam pudła pod stół, ale w środku wszystko się we mnie zagotowało. Złość, upokorzenie i żal mieszanka wybuchowa.
Oczywiście nie zrobiłam sceny, nie wywaliłam wagi przez balkon (choć przez chwilę miałam taki zamiar), a krem postawiłam w łazience na pokaz, żeby ładnie stał. Używać go nie zamierzałam.
Za każdym razem, gdy Genowefa do nas wpadała, spoglądała na prezenty z samozadowoleniem i dopytywała:
Używasz?
Zachowuję na wyjątkowe okazje, odpowiadałam chłodno.
Ale w myślach już czekałam na jej urodziny. Wiedziałam Genowefie wkrótce stuknie pięćdziesiąt pięć, więc nadarzy się idealna okazja, by pokazać, że nie każdy musi znosić troskę w jej stylu.
Obmyślałam, jak się odwdzięczyć. Zastanawiałam się, czy odwdzięczyć się ciśnieniomierzem albo kremem na plamy pigmentacyjne. Ale stwierdziłam, że to zbyt oczywiste i, co tu kryć, za bardzo dałabym poznać, że mnie jej komentarze dotknęły. Pomyślałam trzeba sprytniej, delikatniej, bardziej elegancko.
I wtedy mnie olśniło. Największą słabością Genowefy nie jest ani wiek, ani wygląd, ani zdrowie. Jej problem to język. Skłonność do porad, krytyki, komentowania moich firanek i sposobu krojenia marchewki do zupy.
Poszłam więc do księgarni i znalazłam absolutnie genialną książkę: piękne wydanie, twarda oprawa i tytuł w sam raz Sztuka milczenia. Jak trzymać język za zębami i nie burzyć rodzinnego spokoju. A niżej podtytuł, przy którym aż mi się gębula cieszyła: Poradnik dla tych, którzy uwielbiają udzielać nieproszonych rad.
Żeby zestaw był kompletny, kupiłam jeszcze dużą, stylową lupę z bambusową rączką, jak z dawnych filmów detektywistycznych.
Nadeszły jej urodziny impreza w restauracji, gości mnóstwo, rodzina i znajomi świętują. Genowefa jest w swoim żywiole, cała w skowronkach.
Przyszła nasza kolej na życzenia. Maciek, dyplomata z krwi i kości, wręczył razem ze mną bon do spa, wiesz żeby nie było, że zwariowaliśmy. Potem wyciągnęłam mój prezent.
Pani Genowefko, to osobiście ode mnie. Coś dla duszy i samorozwoju.
Rozpakowuje z ciekawością. Najpierw lupa.
O, jakie cudeńko Ale po co? Przecież wzrok mam jeszcze niezły.
Uśmiechnęłam się i mówię:
To, żeby można było lepiej dostrzec zalety innych, nie tylko ich wady.
Ludzie się śmieją. Genowefa trochę zbladła, ale rozpakowuje dalej wyjmuje książkę. Czyta najpierw szeptem, potem znacznie ciszej, wyraźnie speszona:
Jak trzymać język za zębami
I patrzy mi prosto w oczy:
To książka?
Tak, Pani Genowefko mówię wyraźnie. Pani dała mi na urodziny subtelny znak, żeby zadbać o urodę. Ja uznałam, że 55 lat to idealny moment, by zadbać o harmonię i dobre relacje w rodzinie. To może Pani się przydać tak jak mnie Pański krem.
Cała się zarumieniła, ale nie mogła zrobić awantury, bo wtedy książka byłaby idealnym dowodem jej problemu. Wydusiła tylko:
Dziękuję bardzo oryginalne.
I odstawiła prezent jakby parzył.
I teraz najlepsze: nie pokłóciłyśmy się. Żadnych awantur czy scen. Ale coś się zmieniło. Genowefa zrozumiała, że jeśli ona wbije szpilę, ja już nie dam się zbić z tropu i odpowiem, że ciężko się będzie uśmiechnąć.
Przez pierwsze dwa tygodnie dzwoniła do Maćka, do mnie odzywała się oschle i oficjalnie. Ale po cichu porad było coraz mniej.
Nie komentuje już mojej figury czy jedzenia. A jak ma ochotę coś życzliwego palnąć, patrzę jej głęboko w oczy i pytam:
Pani Genowefko, jak tam lektura? Dotarła już Pani do rozdziału o takcie?
I ona wtedy milkła.
Waga teraz zbiera kurz na pawlaczu. Krem no cóż, wykorzystałam na stopy, dzięki niemu stały się mięciutkie jak u dziecka, za co właściwie dziękuję. A książkę widziałam u niej na komodzie. Zakładka gdzieś przy połowie.
Czyli chyba zadziałało!



