Teściowa nie mogła znieść swojego zięcia.

Teresa nie mogła wybaczyć swojemu synowi mężatki. Przysiad z wsi, który nawet nie słyszał o dobrych manierach, pracował kierowcą , a wieczorami siedział nad grami komputerowymi. Włożyła wszystko, by ochronić Agatko przed takim mężem, ale on wykorzystał najbardziej skuteczną, choć zabobonną metodę – wciąż ją ciążę. Nie było co robić, Teresa dość policzyła seriali i doskonale wiedziała, że wysłać córkę na aborcję jeszcze bardziej tylko pogrzeba w niepełnoletniości. Musiała szybko zawrzeć ślub. Chciał nawet wynajęte mieszkanie przemienić, parostek! Zgadzoła się przyjąć ich u siebie, nawet duży pokój im przystosowała.
– Córko, a jak ten twój znów w te tayo siedzi? – jęchnęła Teresa. – Cały dzień zabawia się z dzieckiem, mógłbyś choć dla niej coś zrobić!
– Mama, on to jego sposób na ulotki. Zaraz wygra i pójdzie Oliczka spać kłaść – niosła się córka. – Zostan dobra, nie przeżywaj.
Nie, nie był taki zły, ten Paweł. Teresa sama od dziesięciu lat była wdową i dopiero co sama zaczynała ładować żarówki w domu. A on i drzwi kuchenne wszystkie naprawił, i kran nowy zamontował, nie mówiąc już o reszcie “brudnych robot”. Lepiej jednak mieszkać z szafami, które się nie zamykają, niż wytrzymać, że córka zostaje z tym obcym, który chce ich trzyosobową komnata przemienić w swoje. Jeszcze karierę Agatko zepsuł – Teresa zawsze marzyła być balleryną, ale się nie udało, a córka miała klasę. A teraz, po urlopie rodzinnym, jak漫长ego roku tylko znajdzie wykładowczynią taniec na siłowni. Nie, to wcale dobry chłopak, bardzo nie dobry.
A syn zaś, jakby nawet nie zauważył jej postawy. Idzie, matką ją nazywa, po co mu matka, jeśli sam nie wie!
– Matko, jak wy pysznie gotujecie! – chwalił każdą jej potrawę. Teresie chciało się zwalić, że w jej talerzu cząstkolka to sos, a w jego – domowe warzywa i kąsek.
– Dajcie, że inni za komputerem nie siedzą bez sensu – rzekła Teresa kiedyś, nalewając zupę na obiad – córce tłustą, synowi na szybeczko. – Patrzcie, u sąsiadki Krzyś kumulaty pracuje.
– A ja też na informatykę się rejestrował – odparł Paweł, odgryzając od suchego kąsko chleba, lilaka, jakby go uczyła jego babko, bảnki. – A uczę się, ale nie mogłem, wyrzucono.
– Wpadł w zawody, – kiwnęła głową Teresa. – Żeby tam siedział, taneczki grał.
– Ej, mama! – wtrączyła Agata. – Paweł robił nocne robotki, bieda przetrwać. Mówię, że powinien pójść na studia, a on nie chce.
– Jasne – to trzeba myśleć, nie kombinator z klocków, – zauważyła Teresa.
Córka przycisnęła, a Teresa dumnie udała do swojego pokoju.
Ale bardziej od samego syna nie znosiła jego rodziny, której spotkała się tylko raz, na ślubie, ale i tego jej starczyło. Więc jak Paweł, patrząc na ścianę, powiedział Teresie, że jego rodzice mają przyjechać na dzień, prawie się zawaliła – tego tylko jej brakowało!
– Pospał w hotelu, – bez kompromisu zaskrzeczyła.
– A cóż, ja im to powiedziałem, – skrył oczyma Paweł. – Ale na kolację chcą przyjść, dawniejszych swincem zapamiętać.
Teresa wcałkowo zamierzała zacześć, że nie ma się co spodziewać, jak już Agata weszła w gry:
– Cudownie, ja piecz przec weselny i kotlet schabowy z soczewicą, a ty, mamo, swoje kluski z serem!
Westchnęła – jak mogła obraźnić córkę? Mleko by było stracone…
– No dobrze, – burknęła Teresa. – Pewnie, niech wchodzą.
Jak przewidywała, goście okazali się wpierw trybem i nieuprzejmy, za nicz a nicz nawet daru dla wnuczki nie przynieśli i cały czas zwracali uwagę, że ceny hotelowe to nie konik, a mieszkanie u nich jakowo dużo większe.
Na obiedzie matka Pawła, patrząc, jak Teresa laduje mu kluski, w tym wypoczuła:
– Swawok, tobie mnie daj moc! Jedz wzdycha, jakby nie miał dobrego , jak go z domu dobrodziejstwa wzięli, od razu zaczął jeść i nie myślał o siostrach swoich, które były głodne.
Teresa zapadła się i przełąk za synem, a potem za córką. Widocznie ona też o tym pierwszy raz usłyszała.
– O, to mi nie mówiłeś, – zdziwiła się Agata.
– A! – wyrzuciła swawok. – Tego durnia! On był porzucone dziecko, my go wychowaliśmy, bijąc się za chleb, a on wypchał się i uciek , by uczyć się. Szybko to mu wyuczyliśmy, ile mu wrzuciliśmy pieniędzy, a nam jeszcze siostry podnieść. Pracował, więc zabawiliśmy jedno, a teraz drugą chcemy załatwić.
Goście nie spędziły u niej i nocy. Pokazała, jak Agata Oliczka spalić, i zarzuciła.
– Skoro więc chorował uczyć się od tych, – mrugnęła w stronę wyjścia, – to dlaczego?
– Matko, nie myśl o nich źle, – poprosił Paweł. – Mieli mnie zasięte, dom dały, dobra karmili – wcześniej nawet nie wiedziałem, że czegoś takiego może być! – milczał i dodał. – No, jeśli szczero, to lepiej u was, dobra kuchnia u was.
– A uczyć się sam nie chciał? – zdziwiona spytała Teresa.
– A chciał, chciał, – powiedział Paweł. – Ale najpierw siostrę musiało wyuczyć się, a teraz moja Agatko i Oliczka – karmić trzeba.
– Jasne, – wycedziła Teresa i udała do swoego pokoju.
Od tamtej pory kotlety na talerzu syna były takie same, jak i u Agatko. A cztery dnie później Teresa, jakby przypadkowo, zauważyła:
– Paweł, coś tam zdradziłam, weźnią was do siebie. Umiesz komputery obsługiwać?
– Umien, – zawahał się Paweł.
– Wspaniale. Taką samą pensję, a więcej czasu. To jedno warunek…
– Jestem zgodny, – przerwał jej Paweł. – Na wszystko zgodzony!
– Trzeba się odrabiać i dorabiać – skończyła Teresa.
Agata poleciała ją obiecać.
– Matko, jak najwolniejsza ty!
– A wesze lepiej przeżeli – wskazał Paweł.
Teresa wzruszyła ramionami i grzecznie udała, że nic się nie stało. No, nie taki zły Paweł…
“Cześć, głupota”.

Rate article
Fajna Tajna
Teściowa nie mogła znieść swojego zięcia.