Teściowa naszego syna odebrała nam go – po ślubie syn już nas nie odwiedza, bo ciągle jest przy swoj…

To były już dawne czasy, kiedy syn nasz wziął ślub i wydarzyło się coś, czego do dziś nie mogę do końca zrozumieć. Od dnia, gdy założył własną rodzinę, zaczął coraz rzadziej nas odwiedzać. Zamiast do rodzinnego domu w Krakowie, niemal za każdym razem jechał do teściowej w Tarnowie. Wydawała się ona mieć nieustannie pilną potrzebę pomocy. Często myślałam, jak ona tam żyła sama z córką przez wszystkie te lata, zanim córka wyszła za naszego syna.

Syn mieszka już ponad dwa lata z żoną. Po ślubie postanowili zamieszkać osobno; kiedy zaczynał studia, kupiliśmy mu kawalerkę niedaleko Politechniki Krakowskiej, by było mu wygodnie dotrzeć na uczelnię i do pracy. Zawsze staraliśmy się być dla niego wsparciem i słuchać jego potrzeb. Już nawet przed ślubem prowadził samodzielne życie, a w nowym mieszkaniu urządził się według własnego gustu.

Nie mogę powiedzieć, że nie lubiłam synowej, choć od początku miałam przeczucie, że Zdzisława bo tak jej było na imię nie dorosła jeszcze do wspólnego życia. Była dwa lata młodsza od naszego Bogdana, ale zachowywała się jak rozkapryszone dziecko. Często miałam w głowie pytanie, jak nasz syn poradzi sobie z tak niedojrzałą towarzyszką.

Poznawszy bliżej Zdzisławę i jej matkę, Leokadię, zrozumiałam, skąd biorą się ich cechy. Chociaż Leokadia była w moim wieku, nieraz sprawiała wrażenie, jakby dopiero co wyszła z ławki szkolnej nieodpowiedzialna, beztroska, nieporadna w sprawach życia codziennego. Mówiła, że została rozwódką już szósty raz, co wszyscy w rodzinie przyjęli z niedowierzaniem i lekkim uśmiechem.

Nie miałyśmy o czym rozmawiać z Leokadią żyła w innym świecie, nie narzucała się, ograniczałyśmy kontakty do wymiany uprzejmości przy uroczystościach rodzinnych.

Już tuż przed weselem zauważyliśmy niepokojące sygnały synowa wciąż pożyczała męża do pomocy teściowej. To znowu cieknący kran w łazience, to popsuta gniazdko w kuchni, innym razem urwany wieszak w przedpokoju. Z początku przymykałam na to oko w końcu Leokadia mieszkała sama, nie było tam męskiej ręki i ktoś musiał jej pomóc.

Jednak to się stało zwyczajem. Ciągle jakieś awarie, niewyjaśnione usterki. Bogdan przestał przychodzić do nas nawet na niedzielne obiady, tłumacząc, że muszą iść z żoną do jej mamy. Potem już wszystkie święta obchodzili tylko u teściowej, a w domu zostawaliśmy tylko my, mój mąż Stanisław i babcia.

Przykro było patrzyć, jak nasz syn oddala się od nas. Najgorsze przyszło, gdy przestał odbierać nasze prośby o pomoc poważnie. Gdy kupiliśmy nową lodówkę za pięć tysięcy złotych, poprosiliśmy Bogdana, by pomógł ją wnieść. Zgodził się, ale godzinę później zadzwonił, mówiąc, że musi pomóc teściowej naprawić pralkę, która ponoć przeciekała.

Dorota, moja żona, słyszała przez słuchawkę, jak Zdzisława mruczy: A czy Twoi rodzice nie mogą zatrudnić ekipy do przenoszenia rzeczy? W końcu Bogdan przyszedł, ale był wyraźnie zirytowany:

Tato, naprawdę nie mogliście wezwać fachowców? Teraz zostaje to na mojej głowie!

Zgłupiałam, zastanawiając się, dlaczego Leokadia nie umie załatwić sobie hydraulika ani elektryka. Czy w jej świecie nie ma specjalistów? Bogdan tłumaczył, że matka Zdzisławy boi się oszustów podobno wszyscy biorą pieniądze, a nie potrafią nic naprawić.

Mój mąż w końcu nie wytrzymał i powiedział: Leokadia może się na sprzęcie nie zna, ale za to owce by potrafiła poprowadzić przez całą wieś, taka z niej pasterka. Syn się wściekł i wyszedł bez słowa. Nie wtrącałam się wtedy myślałam tylko, że Stanisław miał trochę racji. Nasze nowe powinowate ciągle wykorzystują naszego syna, a dla nas nie ma już czasu.

Przez dwa tygodnie Bogdan milczał, my również nie wyciągaliśmy ręki pierwszego do zgody. Mąż stwierdził, że nie będzie inicjował rozmowy, a syn powiedział, że odezwie się, jeśli Stanisław przeprosi. Czułam się rozdarta wiedziałam, że mąż ma rację, ale wierzyłam, że mógłby powiedzieć to łagodniej. Nie chciałam stracić syna przez taki drobiazg.

Tak minął czas, w którym nikt nie chciał pierwszy zrobić kroku. A Leokadia jak zwykle świetnie się miała i z sytuacji wyszła cało.

Rate article
Fajna Tajna
Teściowa naszego syna odebrała nam go – po ślubie syn już nas nie odwiedza, bo ciągle jest przy swoj…