Teściowa, która stała się moim przyjacielem

Potrąciwszy filiżanką o spodek, Jakub uderzył pięścią w stół. “Matki mojej nie obrażaj! Całe życie dla nas się poświęca!”
“Poświęca?” Wiktoria odwróciła się od kuchenki, dzierżąc chochlę. “Twa mamusia znowu wzięła klucze i wpadła bez zapowiedzi! W szlafroku byłam, włosów nie uczesałam! A ona o porządkach w domu wykład mi prawi!”
“Co cię opętało? Dawniej Helżkę Pietrową kochałaś…”
“Dawniej durną byłam!” Jej głos drżał od złości. “Myślałam: cóż to za cud świekry dostałam. A to tylko każdy mój ruch śledziła.”

Helena Pietrowa znieruchomiała w progu, słysząc te słowa. W dłoniach trzęsła się torba z pierogami – rano upiekła, by ucieszyć dzieci. Serce ścisnął ból. Czyżby naprawdę zawadzała? Czyżby żywiła do niej taką nienawiść?
“Mamo?” Jakub odwrócił się. “Długo tkwisz w drzwiach?”
“Ja…” Helena rzucała spojrzenie od synowej do syna. “Pierogi… z kapustą, ulubione.”
Wiktoria odwróciła się do garów, ramiona w napięciu. Ciężka, niezręczna cisza zawisła.
“Mamo, wchodź” – Jakub pchnął krzesło. “Herbaty się napijem.”
“Nie, pójdę… do siebie” – szepnęła, stawiając torbę na stole. “Niewczas przyszłam.”
Wybiegła niezdradzając bólu. Z tyłu majaczył głos syna i synowej, lecz słuchać nie chciała.

W domu z ostygłą herbatą przy oknie Helena dumała. Jak to się wydarzyło? Gdy Jakub przywiódł Wiktorię, pokochała od razu tą cichą dziewczynę z dobrymi oczyma. I Wiktoria wydawała się szczera, “mamą” ją tytułując, rady domowe zasięgając.
A dziś? Czyżby wtrcała się nie w swoje? Może za często nawiedza? Lecz mieszkają w sąsiednim bloku, tylko podwórko przekroczyć. I wnuczka zobaczyć chce, swojego Filipka.

Wieczorem rozległo się brzęczenie telefonu. Wiktoria.
“Helena Pietrowna, wstąpić mogę? Samotnie…”
“Oczywiście, kochanie, wstąp.”
Zarumieniona i z płaczem wtaczała się synowa. Spięta, zaciśnięte pięści.
“Przeprosić za poranek chcę…” jąkała się. “Przy Jakubie… Nie godziło się tak.”
“Córuchno, cóż się stało?” – Helena pochyliła się ku niej.
“Ot, wszystko na raz” – obtarła rękawem oczy. “W robocie redukcje, nie wiem, czy mnie zatrzymają. Filip trzeci tydzień chory, lekarze byle co gadają. A Jakub… nie widzi, że nerwów nie staje. Praca, dom, dziecko… A tu wy wpadacie, nieprzygotowana, nieuczesana…”
“Oj, głuptasiu” – Helena przesłała się bliżej, objęła ją ramieniem. “Sprzątaniem się martwisz? Nie obca ciocia jestem, rodzina taka sama.”
“Cóż w tym sęk” – Wikcię łkanie targnęło. “Wy gospodyni idealna, zawsze ład, gotować wspaniale umiecie. A ja przy was czuję się za nikogo.”
Zdziwienie Helena na twarzy miała.
“Wiktoriu, co gadasz? Jak za nikogo? Ty żona i mama wspaniała. A dom… cóż dom, gdy dziecko w gorączce i robota pod ciosami staje.”
“Naprawdę nie szykanujecie?” – Łzawe oczy podniosła.
“Gdzież tam, złociutka. Sama przez to szłam, gdy Jakuba hodowałam. Pamiętam, ospa go wzięła, czterdzieści na kacie, tydzień oka nie zmrużyłam. A świekra moja weszła, brudną patelnię zobaczyła i jęła łajać. Do dziś gorzko.”
Pierwszy raz od wieków Wiktoria uśmiech pokazała.
“A ja myślałam, że sądzicie. Patrzcie, jak ona żyje, dom zaniedbany, męża karmi byle jak…”
“Boże drogi” – Helena głową wstrząsnęła. “Pomóc chciałam jedynie. Pierogi upiekę, byście gotować nie musiały. Filipka usiądę, gdy sprawy macie. Wychodzi, że przeszkadzam.”
“Nie przeszkadzacie” – cicho Wiktoria. “Tylko ja głupia. Nakręciłam się i na was zwaliłam.”

“Wiesz co” – Helena szła już ku kuchence. “Herbaty prawdziwej i sernik. I o robocie opowiedz. Może coś uradzimy.”

Do północy przesiadywały. Wiktoria o pracy trudnej, o zmartwieniu za Filipem, o znużeniu od wiecznej krzątaniny. Helena przytakując słuchała, wtrącając słówka swoje.
“A wiesz, znajomą mam w kuratorium” – z namysłem rzekła. “Może co podpowie, jeśli rzeczywiście zwolnią.”
“Naprawdę?” – ożywiła się Wiktoria.
“Zawołam jutro do Tamary Józefównej, zaszczypię o wakaty.”

Odchodząc, całowały się już inaczej. Nie z obowiązku, lecz ciepłem, po rodzinnemu.
“Helena Pietrowna, a jutro z Filipem wstąpić mogę? Na rozmowę o posadę iść muszę, z dzieckiem kłopotem.”

Malwina podeszła z uśmiechem, gdy Ciotka Ewa, jak z czasem ją czule czule nazywała, opowiadała właśnie sąsiadkom o ich wspólnej wyprawie po pierogi na targu i serdecznie objęła ją za ramiona, wyciągając świeży, pachnący sernik z rabarbarem prosto z pieca.

Rate article
Fajna Tajna
Teściowa, która stała się moim przyjacielem