8 czerwca
No proszę, tego się nie spodziewałem! pomyślałem, kiedy w moich drzwiach stanęła drobna, żwawa staruszka w niebieskich dżinsach, z figlarnymi iskierkami w oczach i uśmiechem tak przebiegłym, że od razu poczułem się nieswojo.
Babcia Hani Zofia Zielińska, szybko rozpoznałem. Ale jak to tak? Bez zapowiedzi, nawet nie zadzwoniła?
Witaj, wnuczku! powiedziała z tym samym filuternym uśmiechem. Wpuścisz mnie do środka?
Tak, tak, oczywiście! Proszę, wejdź aż podskoczyłem i ustąpiłem miejsca w korytarzu.
Zofia Zielińska wprowadziła do mieszkania niewielką walizkę na kółkach… Mocną herbatę poproszę! zdecydowanie zażądała, kiedy postawiłem wodę. Hanka w pracy, Ola w przedszkolu, a ty co, próżnujesz?
Dali mi wolne mruknąłem bez entuzjazmu. Przymusowy urlop na dwa tygodnie. Moje plany na dwutygodniowy odpoczynek właśnie się rozpłynęły. Zostaniesz z nami na długo? spytałem, licząc na jakąś iskierkę nadziei.
Długo, długo, zgadłeś pokręciła głową, gasząc moje nadzieje od razu.
Westchnąłem. Babcię Zofię widziałem tylko raz, na naszym ślubie z Hanką przyjechała wtedy aż z Poznania. Ale teść, pan Artur, nie raz o niej mówił z takim szacunkiem, że aż czułem ciarki. Gdy o niej opowiadał, mówił półgłosem i rozglądał się po kątach.
Pozmywaj naczynia, zbieraj się, poprowadzisz mnie po mieście! zarządziła nagle.
Nie dyskutowałem. Jej ton przypominał mi sierżanta Orłowskiego z wojska wszelkie sprzeciwy były zgubne.
Najpierw zabierzesz mnie na nadwiślański bulwar! zadecydowała. Jak tam najlepiej dojść? Złapała mnie pod ramię i zadziornie ruszyła chodnikiem, uważnie rozglądając się dookoła.
Najprościej taksówką wzruszyłem ramionami.
Nagle, jakby była zawodowym gwizdaczem, zwinęła palce w kółko, przyłożyła je do ust i zagwizdała. Taksówka zatrzymała się z piskiem opon.
Babciu, no co ty! Co ludzie powiedzą? mruknąłem, pomagając jej wsiąść do przodu.
Nic sobie nie pomyślą uśmiechnęła się szeroko. Najwyżej, że to ty się tak zachowujesz!
Taksówkarz zaśmiał się razem z babcią Zofią. Przybili sobie piątkę, jakby byli starymi kumplami.
Jesteś grzeczny i porządny, Grzesiu mówiła mi babcia podczas spaceru nad Wisłą. Twoja babcia to pewnie dama z klasą, a ja Ja nie potrafię być taka. Mój mąż, dziadek Hani niech mu ziemia lekką będzie bardzo długo przyzwyczajał się do mojej energii. Ledwo co zdołał! On był cichy i spokojny, typowy bibliofil, a tu pojawiłam się ja i zaczęło się! W tatry go ciągnęłam, uczyłam na spadochronie skakać, tylko lotni się bał jak ognia. Ziemianin z krwi i kości, czekał na mnie z Hanią, kiedy latałam mu nad głową.
Ze zdumieniem słuchałem opowieści babci Zofii Hanka nigdy nie wspominała o przygodach swojej babci! Życie musiała mieć naprawdę barwne i pełne zwrotów.
A ty, spadochroniarzem byłeś?
W wojsku czternaście skoków nie pozostałem dłużny, z dumą w głosie.
Szacun, chłopaku! pokiwała z aprobatą i zanuciła refren:
Ach, polecieć trzeba nam,
Skok to długi będzie sam
Podchwyciłem melodię, bo znałem ją z piosenek żołnierskich:
Białą chmurką pod plecami,
Skrzydłem wzleci ponad nami
Ta wspólna pieśń od razu jakoś nas do siebie zbliżyła czułem się przy niej swobodniej.
Odpocznijmy i coś zjedzmy zaproponowała. Tam stoi budka czuć świetny zapach grilla!
Przy budce królował pan z gęstą czarną brodą i groźnym spojrzeniem, który z wielką wprawą nadziewał kawałki karkówki na szpadę. Wyglądał, jakby potrafił tym szpikulcem przebijać nie tylko mięso Patrząc na niego, aż robiło się gorąco i chciało się krzyknąć: Hej, górale! i zatańczyć żywiołowego kujawiaka.
Usiedliśmy przy stoliku, a babcia Zofia na cały regulator, pięknym głosem, zaśpiewała:
Siadaj blisko i nie żałuj,
Niech się śpiew rozlegnie wkoło!
Pan z grilla spojrzał zaskoczony, po czym dołączył swym niskim basem:
Niech panienka da znak łaskawy,
Zaśpiewamy, jak na weselu!
Proszę się częstować, szanowna pani! po polsku, z szerokim uśmiechem położył przed nami talerze z soczystym szaszłykiem, pajdą chleba i świeżymi ogórkami. Przyniósł dwa kufle zimnego piwa, po czym zniknął.
Na zapach mięsa z krzaków wyszedł mały szary kotek, podszedł do stolika i spojrzał prosząco.
To właśnie ciebie nam brakowało uśmiechnęła się do niego babcia. Chodź tu, maluchu. A do grillmana rzuciła: Proszę, da pan naszemu przyjacielowi trochę świeżego mięsa, pokrojonego drobniej!
Gdy kotek łapczywie jadł, babcia spojrzała na mnie z naganą:
Masz córkę, a w domu nawet kota nie ma, jak nauczycie ją dobroci? Dziecko powinno troszczyć się o słabszych. Niech ten maluch będzie początkiem!
Po powrocie babcia Zofia wykąpała znajdę, a mnie wysłała do sklepu z listą: kuweta, miseczki, drapak, miękka poduszka Kiedy wróciłem objuczony zakupami, w mieszkaniu rozlegały się radosne piski. Hania i Ola nie odstępowały babci na krok, a ona śmiała się, całując je serdecznie. Kociak, który dostał imię Leoś, zdumiony przyglądał się nowym zwyczajom.
To dla ciebie, Olu, letni komplet rozdawała babcia prezenty a tu coś dla ciebie, Haniu. Mam nadzieję, że twój mąż doceni nowe koronkowe majteczki, nic tak nie podnosi samopoczucia kobiety!
Przez cały kolejny tydzień Ola nie chodziła do przedszkola. Babcia zabierała ją codziennie na długie spacery wracały zawsze późno, zmęczone, ale szczęśliwe.
W domu czekaliśmy: ja i Leoś. Wieczorami dołączała Hania i całą czwórką wędrowaliśmy jeszcze na wieczorną przechadzkę oczywiście z kotem, który stał się ulubieńcem rodziny.
Pewnego wieczoru babcia Zofia powiedziała poważnie:
Musimy porozmawiać, Grzesiu. Jutro wyjeżdżam, czas wracać. A to, po moim wyjeździe, przekażesz Hani. Wręczyła mi dokument w przezroczystej koszulce. To mój testament. Mieszkanie i wszystko zapisuję Hani, a tobie bibliotekę męża zbierał ją całe życie. Są tam książki z autografami wybitnych ludzi
Babciu Zofio, po co teraz o tym mówić? próbowałem zaprotestować, ale uciszyła mnie gestem.
Hani nic nie mówiłam, ale tobie powiem: mam poważne problemy z sercem. Może się wszystko skończyć nagle. Lepiej przygotować, co trzeba.
Ale pani nie może być sama! zaprotestowałem.
Ja nigdy nie jestem sama uśmiechnęła się spokojnie. Poza tym, moja córka twoja teściowa mieszka w sąsiednim mieście. Ty dbaj o Hanię, wychowuj Olę. Jesteś świetnym facetem, można na tobie polegać. A pamiętaj, ja dla ciebie jestem teściowa w kwadracie! klepnęła mnie w ramię i roześmiała się aż zaraziła wszystkich.
Może zostaniesz jeszcze chociaż parę dni? zaproponowałem cicho.
To już czas podziękowała z uśmiechem i delikatnie pokręciła głową.
Wyszedłem ją odprowadzić razem z całą rodziną. Nawet Leoś siedział u Oli na rękach i wyglądał na zasmuconego.
Babcia Zofia znów zwinęła palce w kółeczko i dała głośny gwizd! Nadjeżdżająca taksówka natychmiast stanęła.
No to jazda, zięciuniu, odstaw mnie na PKP! rozkazała, wycałowała Hanię i Olę, po czym usiadła z przodu.
Taksówkarz spojrzał z niedowierzaniem na żwawą staruszkę.
Co się pan tak patrzy? burknąłem. Pierwszy raz pan widzi normalną kobietę?
Babcia, potrząsnęła siwymi lokami i zaśmiała się, przybijając mi z rozmachem piątkę.



