Wiele młodych Polek będących synowymi cierpiało kiedyś przez teściowe, nie mając komu się wyżalić.
Zbliżała się nasza pierwsza rocznica ślubu. Relacja z teściową nie układała się najlepiej. Byłyśmy dla siebie raczej nieznajome, a do ideału było bardzo daleko.
Prosiłam męża, żeby przed ślubem poznał mnie ze swoją mamą on moją już znał. Wiecznie przekładał: a to czasu nie było, a to moja mama była zajęta, zawsze coś. Mówili: jeszcze się poznacie. W końcu pierwszy raz zobaczyłyśmy się dopiero w dniu ślubu. Przywitałam ją rano, uśmiechając się szczerze i życząc “dzień dobry”. Odpowiedziała chłodno, przez zęby: “dzień dobry”.
Mąż zapewniał mnie wcześniej, że jego mama jest cudowna, rozumiejąca wszystko. Martwiłam się, że będzie się wtrącać w nasze sprawy widziałam tyle podobnych przypadków. On uspokajał, mówił, że mama zawsze powtarzała, że wybierze sobie żonę i założy rodzinę według własnego uznania. Nigdy by nie krytykowała, nie wygłaszała kazań. Kilka dni po ślubie mąż wrócił z pracy, usiadł w kuchni z herbatą i zamyślonym wyrazem twarzy. Zapytałam, co się dzieje. Odpowiedział nieoczekiwanie:
Wydaje mi się, że moja mama może cię nie lubić.
Okazało się, że teściowej nie podoba się, iż nie myję jajek sodą przed gotowaniem. Zostawiam naczynia w zlewie tak mi wygodniej. Gąbkę do mycia trzymam po prostu przy zlewie, a nie na osobnym spodku. Bulion gotuję od razu, a nie na dwa razy, jak ona. I jeszcze wiele innych rzeczy. Byłam w szoku!
Spytałam męża:
Dlaczego miałoby jej się coś nie podobać? Przecież mamy własny dom, swoje życie. Nie mieszka z nami.
Ale ja jestem jej synem! Tak zostałem wychowany. Powinnaś robić wszystko tak jak ona.
Zaprotestowałam, mówiąc, że mój dom to moje zasady i mogę żyć po swojemu.
Mąż uznał, że musimy się teraz dostosować do nowego porządku i powinnam się do tego przyzwyczaić.
Przez następne cztery miesiące żyło nam się całkiem nieźle. Kiedy spotykałam się z teściową, uśmiechała się, uprzejmie pytała o moje sprawy, o rodzinę, o to, czy jej syn pomaga mi w domu. Gdy przygarnęliśmy psa, już po tygodniu połowa osiedla wiedziała, że “nie gotuję mu kości z mięsem”. Że karmię go nie tak, jak trzeba. Że teściowa musi wszystko cierpieć, bo jej synowa jest taka bezmyślna. Czułam się jak bezużyteczna!
Nawet nie wiedziałam, jak bardzo według niej “w niczym” się nie sprawdzam. Dowiedziałam się o tym od znajomej, z którą spacerowałam z psem; teściowa zdążyła się już poskarżyć wszystkim wokół. Bardzo mnie to zabolało. Poprosiłam męża, żeby porozmawiał z mamą, ale on tylko roześmiał się i poradził, żebym się nie przejmowała. Teraz teściowa ma do mnie także żal. Zawsze zwracam się do niej grzecznie, a ona ogranicza się do oschłego “dzień dobry”.
Mąż zarzuca mi brak szacunku wobec jego mamy. Bo nie chcę przejąć rodzinnych zwyczajów, nie próbuję się z nią zaprzyjaźniać. A jej chyba najbardziej brakuje… naszego psa. Co ciekawe, rodzice mojego męża często przychodzili do nas na herbatę bez zaproszenia.
To jednak dopiero początek, bo miało się okazać, że sami będziemy musieli na jakiś czas zamieszkać u nich w Krakowie. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak sobie poradzę w tamtym domu? Bałam się pomyśleć, co się wydarzy, gdy kiedyś pojawi się dziecko. Pewnie całe osiedle będzie wiedziało, jak je myję i karmię. Już wtedy rozważałam powrót do rodziców. Nie sądzę, by teściowa pozwoliła mi wieść z nimi spokojne życie.



