Tato, pamiętasz jeszcze Nadzieję Aleksandrownę Martynienko? Dziś już późno, ale jutro przyjedź do mnie. Poznam cię ze swoim młodszym bratem, twoim synem. To wszystko, do zobaczenia.
Chłopiec spał tuż pod jej drzwiami. Izabela zdziwiła się dlaczego dziecko śpi w obcym bloku o tak wczesnej porze? Była nauczycielką od dziesięciu lat i nie mogła przejść obojętnie. Pochyliła się nad nim i delikatnie potrząsnęła jego chudym ramieniem:
Hej, młody człowieku, obudź się!
Słucham? Chłopiec niezdarnie się podniósł.
Kto ty jesteś? Czemu tu śpisz?
Nie spałem. Po prostu ma pani taki miękki wycieraczek. Usiadłem i przysnąłem przez przypadek.
Izabela mieszkała w tym bloku dopiero pół roku. Kupiła mieszkanie po rozwodzie z mężem. Sąsiadów niemal nie znała, ale było jasne, że to dziecko nie należy do tutejszych mieszkańców.
Chłopiec na oko miał dziesięć, może jedenaście lat. Był ubrany skromnie, w stare, ale czyste rzeczy. Przebierał z nogi na nogę i co chwila się ruszał, jakby tańczył na zimowym betonie.
Izabela domyśliła się, że chce mu się do toalety:
Idź szybko. Spieszę się do pracy, powiedziała, wpuszczając go do mieszkania.
Popatrzył na nią nieufnie swoimi niezwykłymi, jasnoniebieskimi oczami.
Rzadki kolor, pomyślała nagle. Gdy wyszedł z łazienki i mył ręce, Izabela przygotowała mu kanapkę z kiełbasą.
Weź, zjedz coś.
Dziękuję! już stał przy drzwiach. Uratowała mnie pani. Teraz spokojniej poczekam.
Na kogo czekasz? zapytała.
Na babcię Antoninę Petrową. Mieszka tu blisko. Może pani ją zna?
Antoninę trochę znam, ale jeszcze przedwczoraj zabrali ją do szpitala karetką. Wracałam z pracy, widziałam jak wynosili ją na noszach.
Do którego szpitala ją zabrali? przejął się chłopiec.
Wczoraj dyżurował Szpital Miejski nr 20. Pewnie tam.
Rozumiem. A jak pani ma na imię? odważył się w końcu zapytać chłopiec.
Izabela Felicjanka, odpowiedziała kobieta, spiesząc się już do wyjścia.
W pracy Izabela wpadła znów w wir szkolnych problemów, ale myślami wciąż wracała do chłopca.
Może odzywał się w niej niespełniony instynkt macierzyński? z zadumą pomyślała. Nie miała dzieci, a z mężem rozeszła się dość spokojnie jego nowa żona urodziła mu córkę.
Na dużej przerwie zadzwoniła do szpitala. Dowiedziała się, że sąsiadkę babcię trafił udar, a prognozy są średnie lat już 78.
Po pracy, w swoim bloku, znów spotkała chłopca. Siedział na parapecie.
A ja tu na panią czekam, ucieszył się na jej widok. Babci jeszcze długo nie wypuszczą, a mnie do niej nie wpuszczono.
Izabela zapytała o imię. Okazało się, że chłopiec nazywa się Fryderyk. Podkreślił, że Fryderyk, a nie Frycek.
Nakarmiła go i postanowiła wprost zapytać:
Uciekłeś z domu? Pewnie rodziców o mało szlag nie trafił?
Nie mam rodziców. Mieszkam u cioci.
To może ciocia szaleje z niepokoju, zatroskała się Izabela.
Nie. Powiedziałem jej, że jadę do babci, nie wie, że babcia w szpitalu. Nie chcę tam być, choć jest dobra, prawie nie pije. Ale wujek codziennie zagląda do butelki i robi się zły. Mają już czwórkę swoich dzieci, piąte w drodze, a ja jeszcze na dokładkę.
Straszą, że oddadzą mnie do domu dziecka. Nie chcę tam iść. Nie przeszkadzam pani? Mama mówiła, że jestem nadaktywny, cały w ojca, taki sam jasnooki. Mamy nie ma minęły już dwa lata.
Jak miała na imię twoja mama?
Nadzieja Aleksandrowna Martynienko. Była dobra, piękna. Pracowała jako sekretarka dyrektora jakiejś fabryki chemicznej, nazwy nie pamiętam.
A tata? wyczuła coś Izabela.
Taty nie było. Nigdy nie miałem ojca, odparł Fryderyk cicho.
W tej chwili Izabela zrozumiała, co ją tak poruszyło w spotkaniu z tym jasnookim chłopcem. Oczy! Takie same miała tylko jedna osoba jej ojciec.
A on był dyrektorem fabryki!
Zesztywniała z wrażenia: Romans dyrektora z sekretarką co za banał? Czy wiedział, że sekretarka urodziła mu syna? Zauważył jej zniknięcie z recepcji?
A ona? Nazwała syna jego imieniem musiała go bardzo kochać
Izabela była jedynaczką. W dzieciństwie marzyła o bracie lub siostrze.
Fryderyku, przynieś proszę chleb z piekarni naprzeciwko, powiedziała i wyprawiła go.
Od razu zadzwoniła do ojca:
Tato, pamiętasz Nadzieję Aleksandrownę Martynienko? Dziś już późno, ale jutro przyjedź. Przedstawię ci młodszego brata i twojego syna. To wszystko, do jutra! zakończyła rozmowę.
Przygotowałam ci łóżko w salonie. Umyj się i połóż spać, powiedziała Izabela chłopcu, gdy wrócił.
Nie miała pojęcia, co będzie dalej, ale wiedziała jedno nie odda swego brata do patologicznej rodziny, a już na pewno nie do domu dziecka!
Ojciec przyjechał wcześnie rano. Zwykle w soboty Izabela odsypiała, dziś jednak nie spała całą noc.
Bardzo kochała ojca. Był zawsze obecny w jej życiu, wspierał ją na każdym kroku, w przeciwieństwie do matki.
Zawsze był jej opoką. To on poparł jej decyzję o studiach pedagogicznych, gdy matka histeryzowała, że tam idą tylko nieudacznicy.
Ojciec pobłogosławił jej małżeństwo z wielkiej miłości, a potem ocierał łzy po rozwodzie.
Ojciec jak zwykle przyszedł zadbany, elegancki, w wyprasowanych spodniach i lśniących butach. Dyskretny, drogi zapach perfum dopełniał obrazu człowieka sukcesu.
Coś ty znów wymyśliła, że brat? Całą noc źle spałem, martwiłem się, zaczął.
Cicho, tato, gość jeszcze śpi, Izabela oprowadziła ojca do kuchni. Zjedzmy śniadanie.
Opowiedziała mu wszystko.
To wszystko dziwne Tak, kiedyś była moją sekretarką Nadzieja Martynienko. Była mądra, młoda, piękna, zapatrzona we mnie jak w obraz. No i nie oparłem się, nie jestem święty. Dodała mi pewności siebie jej zakochanie, nie kryję. Ale żonę zostawić nigdy o tym nie myślałem.
Kiedyś zapytała, czy nie chciałbym syna. Odpowiedziałem, że wystarczy mi córka, na syna już za późno.
Potem jej matka się pochorowała i wyjechała na wieś na długą opiekę. Zastąpiła ją wtedy starsza kobieta. Nadzieja wróciła po roku, wyładniała, odżyła. Zażartowałem, że może wyszła za mąż? Odpowiedziała, że owszem, ma męża i synka. W papierach jednak zostało nazwisko Martynienko.
Teraz niemal wszyscy żyją bez ślubu. Nasze relacje były już tylko służbowe. Trzy lata temu Nadzieja poważnie zachorowała i nagle umarła. Dowiedziałem się, podpisując wniosek o zasiłek.
Szkoda jej, była taka młoda. Ale nie próbuj mi wciskać tego dziecka, ona miała przecież męża! zakończył ojciec.
W tym momencie obudził się gość. Wszedł cicho i grzecznie przywitał w kuchni. Ojciec nagle zbladł. Postawieni obok siebie byli uderzająco podobni!
No to się poznajmy! powiedział ojciec, wyciągając lekko drżącą dłoń. Fryderyk Mikołaj.
Fryderyk Fryderykowicz Martynienko, odpowiedział chłopiec, powierzając rękę ojcu.
Razem podnieśli brwi zdziwieni.
Same Fryderyki dziś u mnie w domu, starała się rozchmurzyć atmosferę Izabela.
Młodszy Fryderyk poszedł się umyć, a starszy nie mógł oderwać wzroku od córki.
Nie rozumiem. Jest identyczny jak ja w dzieciństwie. Ale przecież miała męża
Ona nie miała męża. Wyjechała tylko, by potajemnie urodzić. Sprawdź w kadrach, kiedy była na macierzyńskim. Wymyśliła ślub, żebyś nie czuł się winny. Bardzo cię kochała. Fryderyk twierdzi, że nigdy nie miał ojca. Rozumiesz?
Chwila. Nie miała rodzeństwa ani sióstr. Matka też dawno nie żyje. Skąd ciotka i babcia? zamyślił się.
To o moją mamę chodzi? Ciotka Wanda nie jest moją ciotką, tylko daleką krewną. Przyjechali do miasta, kiedy mama była już bardzo chora. Babcia Tosia to matka ciotki Wandy. Gdy mama zmarła, ciotka Wanda mnie przygarnęła. Z wynajmowanego mieszkania trzeba było się wyprowadzić, więc zabrali mnie do siebie. Dostali za mnie jakieś pieniądze z opieki, ale wujek wciąż narzeka, że to za mało. Ale ja pana znałem, panie Fryderyku Mikołaju pana zdjęcie stało u mamy na toaletce. Potem przeniosłem je do albumu. Myślałem, że to aktor z filmu, pytałem o niego, a mama obiecała, że opowie, jak dorosnę.
Izabela nakarmiła chłopca śniadaniem i wysłała na poranny seans do pobliskiego kina.
No i jak, tato, masz jeszcze wątpliwości? zapytała.
Chyba nie, ale i tak trzeba zrobić test DNA. Trzeba będzie ustalić ojcostwo sądownie, odparł.
Potem była histeria, niby-atak ciśnienia i domniemane przedzawałowe stany Ludwiki Iwanowny żony Fryderyka Mikołaja.
Później pojechała nad morze, a chłopca zobaczyła dopiero później. Polubiła go, ale nie chciała wychowywać. W odwiedziny owszem. Ale nie na stałe zdrowie i nerwy nie pozwalają. Mam pomoc domową, ale to nie jest wychowawczyni! mówiła.
Nikt się nie sprzeciwiał. Fryderyk Mikołaj spędzał z synem coraz więcej czasu, było to dla niego radością. Odkrywał ich podobieństwa: obaj nie znosili kaszy mannej, a uwielbiali koty.
Ale żona Fryderyka miała alergię na koty, a młodszy Fryderyk nie miał nigdy własnego mieszkania, gdzie można by było przygarnąć zwierzę.
Obaj mieli bardzo charakterystyczny, łagodny sposób wysławiania się. Nie mówiąc już o niezwykłym podobieństwie…
W końcu zakończono wszystkie formalności dotyczące uznania ojcostwa, co trwało prawie dwa miesiące. Fryderyk Mikołaj odwiedził Izabelę, wezwał do siebie Fryderyka i powiedział:
Od dziś z mocy prawa jesteś moim synem. Tu masz nowy dokument. Wiedz, że zawsze byłeś moim synem, tylko o tym nie wiedziałem. Wybacz mi, proszę, jeśli potrafisz!
Nie musisz nazywać mnie ojcem, jak wolisz. Pamiętaj tylko, że nie jesteś już sam. Masz opiekę i oparcie jestem twoim ojcem. Masz Izabelę swoją siostrę.
Ja od razu wiedziałem, że jesteś moim tatą, uśmiechnął się Fryderyk. Gdy cię zobaczyłem po raz pierwszy.
Dzieci są teraz takie bystre zaśmiał się ojciec i objął syna.
Izabela zauważyła łzy w oczach ojca, ale szybko się opanował. Fryderyk zamieszkał z Izabelą, ale czasem odwiedza Ludwikę Iwanownę, a ojciec przyjeżdża codziennie. A jeszcze wspólnie z Izabelą przygarnęli kotka
Starszy pan rozdzielał darmowo kocięta pod sklepem Fryderyk wybrał najsłabszego. Kociak dostał imię Mruczuś. W tym momencie Fryderyk poczuł się najszczęśliwszym chłopcem na świecie!
PS:
Fryderyk Mikołaj postawił biały marmurowy nagrobek Nadziei.
Często z Fryderykiem odwiedzają jej grób i przynoszą kwiaty.
Pewnego razu, zanosząc świeże kwiaty, Fryderyk powiedział:
Wiesz, tato, mama dzień przed śmiercią powiedziała mi, żebym się nie bał płakać. Że ona nie znika, tylko przechodzi na drugą stronę i będzie czuwać. Obiecała też, że nawet stamtąd postara się pomagać. Teraz już wiem, że to ona sprawiła, że znalazła mnie Izabela, a potem ty! Naprawdę w to wierzę! Ty też, tato?
Oczywiście, synku odpowiedział ojciec.



