Ojciec Małgorzaty podjął decyzję, by wychowywać córkę tak, jakby była chłopcem, gdy się urodziła. Cała rodzina oczekiwała bowiem syna i był zaskoczony, gdy na świat przyszła córka. Małgorzata dorastała wśród chłopców, czując się jedną z nich, a rodzice często żartowali z jej typowo kobiecego imienia. Ubierała się po chłopięcemu w luźne dżinsy i wygodne koszulki a jej włosy zawsze były związywane w prosty koński ogon. Gdyby ktoś nie dostrzegł tego długiego warkocza, a tylko ślady błota i kurzu na spodniach po zabawach na dworze, nie pomyślałby, że to dziewczynka.
Mimo takiego wychowania, z czasem szczególnie podczas studiów na Uniwersytecie Warszawskim Małgorzata powoli przekształcała się w przebojową i dojrzałą młodą kobietę.
Pewnego wieczoru została zaproszona na urodziny koleżanki z roku. Jej mama miała wątpliwości co do późnego powrotu córki, ale w końcu ustąpiła, pod warunkiem że Małgorzata będzie się z nią kontaktować przez całą noc. Postanowiwszy pójść na tę zwyczajną imprezę, Małgorzata wystroiła się w czerwoną sukienkę mini i subtelne szpilki, prezentując się wyjątkowo kobieco. Jej ojciec, widząc ją tak odmienioną, nie potrafił powstrzymać łez zawsze wyobrażał ją sobie jako twardą dziewczynę, a tu miał przed sobą delikatną kobietę.
Kiedy Małgorzata wracała do domu po przyjęciu, natknęła się na trzech pijanych mężczyzn. Zrobiło się groźnie, ale zanim zdążyli jej zagrozić, z pomocą ruszył niespodziewany bohater wysoki mężczyzna trzymający kawałek drewnianego kija. Gdy napastnicy go zobaczyli, natychmiast uciekli. Małgorzata odetchnęła z ulgą i była bardzo wdzięczna swojemu wybawcy, Robertowi.
Z czasem ich drogi coraz częściej się przecinały, aż Małgorzata i Robert zostali parą. Wreszcie się pobrali, ona została nauczycielką wychowania fizycznego, a Robert zdobył szacunek, pracując w sektorze energetycznym. Ich miłość była pełna wzajemnego uznania i głębokiego szacunku. Doczekali się córki. Choć Robert mocno wierzył w tradycyjny obraz kobiecości, zadbał, by jego córka dorastała silną i pewną siebie kobietą, zawsze ją wspierając. Małgorzata była szczęśliwa, że mogą razem dzielić się podobnym podejściem do wychowywania dziecka, a jej ojciec w końcu odnalazł w Robercie syna, o jakim zawsze marzył.
Tak to już było wiele lat temu w Warszawie, kiedy wszystko wydawało się prostsze i ludzie nawiązywali relacje nie przez telefony, lecz patrząc sobie w oczy.



