Tańcząca Suknia

**TANIEC Z SUKIENKĄ**

— Dziewczyno, czy wszystko w porządku?

Obok Nadii stał starszy pan. Wyglądał, jakby wyszedł z kart starych powieści, które Nadi tak uwielbiała. Wcześniej już go widywała w parku. Często spacerował, zawsze w długim czarnym płaszczu, kapeluszu i z elegancką laską. Przypominał jej hrabiego z tej książki, którą niedawno czytała – też nosił tylko czerń i wymierzał sprawiedliwość.

— Wszystko w porządku.

Chlipnęła nosem, a mężczyzna od razu podał jej chusteczkę. Nadi zawahała się chwilę, w końcu wzięła ją i głośno wydmuchała nos. Mężczyzna mimowolnie się uśmiechnął, a ona spojrzała na niego.

— Wyperzę i oddam.

Rozśmiał się.

— Nie trzeba, mam ich pod dostatkiem. A co powiesz na lody?

Nadi nie wiedziała, co odpowiedzieć, w końcu wyszeptała:

— Dziękuję, ale nie mam pieniędzy. Może innym razem.

— Antoni Pawłowicz. — Mężczyzna uniósł lekko kapelusz.

— Nadi.

Nie miała czym odpowiadać na ten gest, więc wstała. Antoni Pawłowicz natychmiast podał jej ramię.

— Jeśli przy kobiecie, dziewczynie czy panience stoi mężczyzna, niezależnie od wieku, nie ma mowy, żeby to ona płaciła za lody.

Nadi słuchała go jak zahipnotyzowana. Te słowa brzmiały jak z innego świata. Przywykła do czegoś zupełnie innego.

Dziś Olga, jej koleżanka z klasy, znowu zrobiła z niej pośmiewisko. Wszystko zaczęło się na przerwie obiadowej. Gdy reszta poszła do stołówki, Nadi, jak zwykle, usiadła z książką na parapecie. Nie jadła obiadów, bo nie miała za co.

— Nowak!

Nadi podniosła głowę. Przed nią stała Olga, a obok niej Kuba, chłopak, w którym Nadi była zakochana od piątej klasy.

— Czemu się nie śmiejesz? Tam zostawiłam niedojedzoną kotlet mielony, możesz sobie wziąć.

Wokół już gromadzili się koledzy.

— Dziękuję, nie potrzebuję.

— No jak to nie? Chyba wiesz, co to kotlet?

Śmiech rozległ się wokół. Nadi zeskoczyła z parapetu, ale jej dżinsy, które nosiła od pięciu lat, od razu pękły na kolanie ze starości. Śmiech był tak głośny, że stuki zdawały się drżeć. Nadi nie poszła na lekcje. Chwyciła plecznego porta i uciekła.

Ten park był jej schronieniem. Kiedy w szkole było nie do wytrzymania, albo gdy rodzice zapraszali gości do ich ciasnego mieszkania – tu zawsze mogła się ukryć. Często czytała książki na ławce. I właśnie wtedy zauważył ją Antoni Pawłowicz. Najpierw zdziwił się, widząc młodą dziewczynę z książką – to dziś rzadkość. Potem zobaczył, że jest ubrana bardzo skromnie, a do tego wychudzona, niemal przeźroczysta.

Usiedli przy stoliku na świeżym powietrzu.

— Nadi, dziś zapomniałem zjeść obiadu. Czy byłabyś tak miła i dotrzymałabyś mi towarzystwa?

Nadi uśmiechnęła się. Ten mężczyzna mówił, jakby żył w poprzednim stuleciu. Oczywiście się zgodziła. Dziś oprócz pustej herbaty rano nic nie jadła.

Antoni Pawłowicz złożył zamówienie i spojrzał na nią.

— No to opowiedz, co mogło zmartwić tak uroczą młodą damę?

— Nic poważnego, tylko drobne nieprzyjemności w szkole.

— W której klasie jesteś?

— W trzeciej liceum. Za dwa miesiące wylatuję z gniazda.

— Gdzie chcesz studiować?

— Jeszcze nie wiem… Gdzie się uda na stypendium. Ale zawsze marzyłam o medycynie. Tyle że to chyba zostanie marzeniem.

— Dlaczego?

— Żeby zostać lekarzem, trzeba czasu. A ja muszę pracować. Więc pewnie pójdę na pielęgniarstwo.

— Dziwna logika. Chcesz być lekarzem, a zostaniesz pielęgniarką. Masz problemy z nauką?

— Nie, uczę się dobrze. Tylko… — Nadi zawahała się. — Rodzice… Potrzebują mojej pomocy.

Antoni Pawłowicz zrozumiał, że dziewczyna nie chce rozmawiać o rodzinie. Na szczęście przyniesiono zamówienie i temat się zmienił. Ukradkiem obserwował, jak Nadi je. Widział, że próbuje nie spieszyć się, ale praktycznie nie przeżuwała.

Potem trochę spacerowali, rozmawiali o książkach.

— Wiesz, Nadi. Mam jedną, która ci się spodoba. Jutro przyniosę ją tutaj, o tej samej porze. Koniecznie przyjdź.

Nadi przyszła. W bibliotece miejskiej nie było już książek, których by nie przeczytała. Romansów było niewiele, więc niektóre czytała po kilka razy.

Ich przyjaźń z Antonim Pawłowiczem z dnia na dzień stawała się mocniejsza. Często dyskutowali o postaciach z literatury, a starszy pan dyskretnie dokarmiał dziewczynę. Nadi wiedziała, że mieszkał w pięknym domu z drogimi mieszkaniami. Żył sam, bo nie miał dzieci, a żona dawno odeszła.

Pewnego dnia tak się zatraciła w lekturze, że ocknęła się dopiero, gdy zrobiło się ciemno. Musiała biec do domu. Matka będzie wrzeszczeć, że nie ma obiadu. Chociaż co tam ugotować? Tylko makaron, podany na oleju.

Weszła do mieszkania, które śmierdziało wódką i papierosami, i od razu zobaczyła matkę. Ta patrzyła na nią zamglonym wzrokiem.

— Gdzie się włóczyłaś?!

Nadi próbowała ją ominąć, ale dostała takiego klapsa, że aż jej oko zabolało.

— Masz pół godziny! Jak wrócę, a obiadu nie będzie…

Gotowała te przeklęte makarony i płakała. Cicho, żeby matka nie usłyszała i nie dała jej jeszcze raz.

Rano pod okiem miał siniak. Niewielki, ale wyraźny. Wiedziała, że Olga, królowa szkoły, na pewno to zauważy i znowu ją ośmieszy. Ale co tam, przywykła. Dziś ważna klasówka, nie może opuścić lekcji. Poza tym Kuba wrócił z L4 – jakże mogłaby go nie zobaczyć?

Olga podeszła do niej na dużej przerwie. Nadi od razu wstała, żeby wyjść, ale tamta nie pozwoliła.

— Nowak, masz już sukienkę na studniówkę? Czekaj, zgadnę – pożyczyłaś od bezdomnej? Albo od menela?

Śmiech rozległ się wokół. Nadi milczała. Wtedy Olga spojrzała jej w twarz.

— O, ale prezent. Kto ci to podarował? Twój chłopak? Przecież na studniówkę trzeba przyjść w parze… On pewnie zbiera butAntoni Pawłowicz, widząc jej łzy, pochylił się i szepnął: “Nie pozwól, by czyjeś słowa zdefiniowały, kim jesteś – prawdziwe piękno płynie z wnętrza, a twoje ja widzę od dawna.”

Rate article
Fajna Tajna
Tańcząca Suknia