Pamiętam dzień, który wywrócił moje życie do góry nogami. Jeździłem z przyjaciółmi w stronę wakacji nad Bałtykiem, kiedy coś wpadło pod koło i zmusiło mnie do gwałtownego zahamowania. Zatrzymaliśmy się, by sprawdzić przyczynę, i nie znalazłem słów.
Byliśmy w drodze, w doskonałym humorze słońce, muzyka, żarty i w głowie jedynie grillowanie kiełbas i beztroskie dni. Droga wijeła się przez puszczę Puszczy Białowieskiej, gdy nagle coś przemykało tuż pod kołem. Nacisnąłem hamulec do deski, auto nieco poślizgnęło się na bok i cała paczka zamarła.
Widzieliście to? szepnęła Grażyna Nowak, ściskając rękę Marka Wiśniewskiego.
Coś przeszło mruknąłem i natychmiast wysiadłem z samochodu.
Poszliśmy w stronę pobocza, serce waliło jak młot, jakby już wiedziało, co nas czeka. Pod krzakiem dostrzegliśmy maleńką istotkę szczeniaka chihuahua, drżącego, zakurzonego, wyczerpanego i przerażonego. Jego uszy stały w dwóch różnych kierunkach, a oczy pełne były strachu, lecz i odrobiny nadziei. Nie szczekał, tylko patrzył.
Jak się tu znalazł? wyszeptała Grażyna, kucając przy nim.
Chyba ktoś go wyrzucił westchnął Marek, marszcząc brwi. Przejechał samochodem i po prostu go zostawił.
W tej chwili coś we mnie się zmieniło. Czułem się, jakby patrzyło na mnie z zewnątrz. Wziąłem go na ręce; nie protestował, tylko przycisnął mały pysk do mojego karku. Wtedy zrozumiałem nie ma już powrotu. To nasz los, a właściwie mój. Bez namysłu powiedziałem:
Nazwijmy go Borys.
Plany wakacyjne potoczyły się zupełnie inaczej niż zamierzałem. Nie było imprez, hałasu ani leniwych dni na plaży. Zamiast tego wizyta u weterynarza, mycie trzech koców dziennie, nocne spacery i nieustanne pytanie: Co podać temu małemu kaprysiowi?.
Mimo to byliśmy szczęśliwi. Zwłaszcza Borys, który wyczuwał zmianę losu i okazywał to przez miłość, wierność i ciche mruczenie, gdy zasypiał na moich kolanach.
Minęły dwa lata. Przeprowadziłem się do Krakowa, rzuciłem tę okropną pracę i zająłem się fotografią bo Borys był moim pierwszym modelem. Mamy małe studio i rzadko się rozstajemy. Czasem myślę, że życie nie zmienia się dlatego, że sam je zmieniam, lecz dlatego, że na drodze pojawia się mały piesek, który nie pozwala przejść dalej.
Ten dzień naprawdę odmienił moje całe życie i jestem wdzięczny za każdą chwilę.



