Tak się złożyło, że wychowywała go babcia, choć mama żyła. Tak się stało, że Bartka wychowywała babcia, mimo że jego matka wciąż była przy nim. Trzeba przyznać, że mama była wspaniała piękna i dobra. Ale pracowała jako śpiewaczka w filharmonii, więc rzadko bywała w domu. Z powodu częstych wyjazdów rozstała się nawet z mężem, ojcem chłopca. Tak więc Bartkiem zajmowała się tylko babcia.
Odkąd pamiętał, wracając do swojego bloku, zawsze podnosił głowę i na czwartym piętrze w oknie widział zarys ukochanej babci, która niecierpliwie wyglądała jego powrotu. A gdy babcia odprowadzała go gdzieś, zawsze machała przez okno, a on odpowiadał tym samym.
Ale gdy Bartek skończył dwadzieścia pięć lat, babcia odeszła. Teraz, wracając do domu i nie widząc w oknie jej sylwetki, czuł się niewyobrażalnie smutny i pusty. Nawet gdy mama była w domu, Bartek czuł się samotny. On i mama od dawna nie rozmawiali szczerze, nie mieli wspólnych tematów ani zainteresowań. Nawet codziennych spraw nie rozwiązywali razem, jakby byli obcymi ludźmi.
Kilka miesięcy po śmierci babci Bartek nagle postanowił wyjechać do innego miasta. Tym bardziej że jego zawód był bardzo poszukiwany specjalistów IT potrzebowano wszędzie. W internecie znalazł dobrą firmę, która oferowała wysokie wynagrodzenie i obiecywała pokrycie kosztów wynajmu. Mama tylko się ucieszyła. W końcu syn był już dorosły i powinien sam szukać swojej drogi, z dala od niej.
Zabrał ze sobą tylko ulubiony kubek babci jako pamiątkę i trochę ubrań na początek. Wyszedł z podróżną torbą na ramieniu, ostatni raz spojrzał na kuchenne okno, ale nic tam nie zobaczył. Mama nawet nie podeszła do okna, by pomachać na pożegnanie. Taksówka szybko zawiozła go na dworzec, i wkrótce leżał już na górnej półce przedziału.
Następnego ranka pociąg dotarł na miejsce dokładnie o czasie. Bartek znalazł biuro, w którym miał pracować, zarejestrował się i poszedł wybrać mieszkanie na podstawie adresów znalezionych wcześniej w internecie. Poruszając się po obcym mieście z nawigacją w telefonie, niespodziewanie zauważył pewną kamienicę. Wydawała mu się uderzająco podobna do jego domu. Pewnie wszystkie te bloki z czasów PRL-u wyglądają podobnie, ale Bartkowi wydawało się, że ten ma w sobie coś wyjątkowego. Może dlatego, że ramy okien były pomalowane tą samą dziwną, turkusową farbą.
Niechcący zboczył z trasy i powoli podszedł do tego budynku. Chciał tylko postać chwilę i przypomnieć sobie babcię. Gdy się zbliżył, automatycznie podniósł głowę, spojrzał w okno, za którym powinna być jego kuchnia, i nagle zastygł Zawróciło mu się w głowie od tego widoku. Na czwartym piętrze, za kuchennym oknem, stała sylwetka jego babci. Poznał ją od razu, serce zamarło mu w piersi.
Bartek był trzeźwo myślący i wiedział, że to niemożliwe. Szybko zamknął oczy, odwrócił się i powoli odszedł. Rozum mówił mu, że to zupełnie inna starsza pani, ale serce krzyczało: *Stój! To ona!* I posłuchał serca, zatrzymał się, odwrócił i znów spojrzał w górę.
Babcia wciąż stała w oknie. Bartek nie wytrzymał. Z torbą na ramieniu rzucił się w stronę budynku, na czwarte piętro. I tu, jak w jego domu, zamek w drzwiach był popsuty, więc szybko wbiegł na górę i nacisnął dzwonek. Drzwi otworzyła senna dziewczyna w szlafroku, która spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem i niezadowolona zapytała:
Czego pan chce?
Mnie? zmieszał się Bartek. Mnie babcię
Babcię? zdziwiona powtórzyła dziewczyna. Nagle uśmiechnęła się i zawołała w głąb mieszkania: Mamo! Ktoś do ciebie przyszedł!
Gdy mama podeszła, dziewczyna ciekawie przyglądała się temu dziwnemu gościowi. A Bartkowi nie tylko kręciło się w głowie, ale miał wrażenie, że serce zaraz przestanie bić.
Kto mnie wołał? w przejściu pojawiła się równie senna pięćdziesięciolatka w szlafroku.
Mamo, wyobraź sobie uśmiechnęła się dziewczyna. Nazwał cię babcią.
Chwileczkę szepnął Bartek. Nie tę panią wołałem Ja Tam, w waszym oknie W kuchni Stała babcia Moja Naprawdę ją tam widziałem.
Co, ćpasz? prychnęła z pogardą dziewczyna. Żadnych babć u nas nie ma! Mieszkamy z mamą we dwie! Rozumiesz?
Tak, rozumiem Przepraszam Pomyliłem się Bartkowi wszystko zaczęło wirować przed oczami, zrobił krok do tyłu, postawił torbę na podłodze i oparł się o ścianę, by nie upaść. Przepraszam Postoję tu chwilę i pójdę
Dziewczyna zaczęła zamykać drzwi, ale mama jej nie pozwoliła.
Hej, młody zwróciła się zaniepokojona do chłopaka jak się czujesz?
Dobrze skłamał cicho. Niech się pani nie martwi
A ja myślę, że twoje ciężarne przekracza dwieście. Twarz jak ugotowany burak. No, chodź. Szybko wyszła na korytarz, wzięła go za rękę i ostrożnie zaprowadziła do mieszkania, wydając córce polecenia: Weronika, weź jego torbę, wniesiesz do środka! I przynieś ciśnieniomierz! Szybko!
Córka, szeroko otwierając oczy ze strachu, zaczęła wykonywać rozkazy matki.
Kobieta posadziła Bartka na kanapie w przedpokoju i w milczeniu zaczęła mierzyć mu ciśnienie. Potem znów wydawała córce polecenia, która cały czas stała z otwartymi ustami, obserwując sytuację.
Przynieś moją torbę. Mam tam zastrzyki Potem zwróciła się do Bartka. Dla pewności dam ci lekarstwa i wezwiemy karetkę
Nie trzeba karetki! przestraszony wykrztusił. Ja dopiero z pociągu Nie mam tu nic Nawet jeszcze nie wynająłem mieszkania
Słuchaj mojej mamy! wtrąciła się Weronika. Moja mama jest lekarzem, rozumiesz?
Więc nie jesteś stąd? zapytała kobieta.
On, zamiast odpowiedzi, tylko skinął głową. Potem jeszcze raz poprosił:
Proszę, nie wzywajcie nikogo Jutro id



