Tak, psy są niezwykle wierne! Ale wierne tylko tym, którzy je kochają – zdrajców nigdy nie wybaczają…

Tak, psy są niezwykle wierne! Ale ich wierność dotyczy tylko tych, którzy je kochają a zdrady nie wybaczają…

Lidka biegnie za samochodem, nie chcąc zostać sama w obcym miejscu. Nie chce być porzucona i zapomniana.

Biegnie za tym, kogo kocha, komu ufała do samego końca. Za człowiekiem, którego nie potrafi zdradzić. Bo nie zna pojęcia zdrady…

Kingo, poznaj, to Lidka! uśmiechając się szeroko, Michał przedstawia swojego psa młodej kobiecie, mniej więcej dwudziestokilkuletniej, która stoi w szpilkach na dziesięciocentymetrowym obcasie, przez co wydaje się nawet wyższa od Michała.

Jest łagodna i bardzo grzeczna, więc myślę, że się polubicie. Właściwie nie myślę jestem tego pewien!

Lidka radośnie kręci się przy nogach właściciela, ale na Kingę patrzy z nieufnością.

To normalne, że psy ostrożnie podchodzą do obcych, ale tu było coś więcej.
Lidka wyczuwa, że od dziewczyny bije zapach czegoś nieprzyjemnego i odpychającego.

Nie chodzi tu o mdląco-słodkie perfumy, które wręcz łamią wszelkie możliwe normy zapachowe. Psy mają niesamowity dar rozpoznawania złych ludzi!

Lidka posiadła tę umiejętność w maksymalnym stopniu. Jej intuicja nigdy jej nie myliła.

Gdy na ulicy spotykała takich ludzi, odruchowo trzymała się jak najdalej i ciągnęła za sobą Michała, mocno trzymającego smycz. Czasem nawet wbrew jego woli. Bo Lidka kocha swojego pana i troszczy się o jego szczęście najlepiej, jak potrafi.

Ale co można zrobić w dwupokojowym mieszkaniu? A i Michał był dla Kingi bardzo czuły i miły.

Przytula ją, całuje…

Widząc nieprzyjazny wzrok Lidki, Kinga chwyta Michała za rękę, prowadzi go do kuchni, zamyka za sobą drzwi i półgłosem mówi:

Dlaczego nie wspomniałeś, że masz psa?

Bo nie było okazji odpowiada cicho Michał. Masz coś przeciwko?

Oczywiście! Nie lubię psów i nie chcę, żeby ta… Jak ona ma na imię?

Lidka…

Lidka.

Gdzie chcesz, żebym ją zabrał? Na ulicę? Mieszkamy razem już cztery lata. Może nawet pięć. Już nie pamiętam, ale długo!

Michał… Kinga patrzy na niego jednoznacznie, daje mu do zrozumienia, że temat jest zamknięty. Dopóki ten pies tu mieszka, nie przeprowadzę się do ciebie i nie ma mowy o ślubie.

Nie znoszę psów, rozumiesz? Zdecyduj, kto jest ważniejszy: ja czy pies.

…Leje jak z cebra. Wycieraczki z wściekłością odganiają krople z przedniej szyby, jakby nienawidziły ich tak samo mocno, jak Michał, który pędzi przez nocne miasto z twarzą ciemniejszą niż chmury nad Wisłą.

I to uczucie w środku… jakby ktoś wylał mu na duszę całe wiadro pomyj. Jakby zmuszono go do zrobienia czegoś, czego bardzo nie chciał.

Ale kochał Kingę i nawet planował się oświadczyć. A może i nie kochał. Teraz to nie ma już znaczenia.

Ważniejsze było co innego: ojciec Kingi obiecał pomóc z jego podupadającą firmą budowlaną. Był człowiekiem wpływowym i nie rzucał słów na wiatr. Jak powiedział, że pomoże to pomoże.

To była prawdziwa szansa, by się utrzymać i może nawet rozwinąć biznes. Stanąć w końcu na nogi i osiągnąć sukces. Głupotą byłoby z tego zrezygnować.

Wyjeżdżając z miasta, Michał dociska gaz do dechy. Deszcz nasila się, a wiatr wyje coraz głośniej.

Krople waliły w szybę, dach, maskę i bagażnik, jakby chciały zatrzymać Michała. “Opamiętaj się! zdawały się krzyczeć, uderzając o blachę.

Lidka leży na tylnym siedzeniu i patrzy na spływające po szybie krople. Z nową kobietą właściciel zrobił się zamknięty jak listopadowy deszcz. Przestał do niej mówić, głaskać ją. Stał się obcy.

Michał zatrzymuje się na poboczu i zapala papierosa. Dym snuje się po wnętrzu samochodu.

Zakłada kaptur, wychodzi na zewnątrz. Lidka z niepokojem czeka na to, co będzie dalej.

Wszystko przebiega zgodnie ze złym scenariuszem: tylne drzwi nagle się otwierają, z wnętrza wypada chmura dymu, mieszając się z nocnym powietrzem. Michał łapie psa za obrożę i wyciąga na drogę. Lidka skomli.

Potem dwa głośne trzaski. Najpierw z hukiem zamykają się tylne drzwi, potem przednie.

Samochód rusza z piskiem, zawraca i mknie w stronę miasta, podczas gdy deszcz nie przestaje walić po karoserii.

Lidka stoi sama na środku drogi, patrząc za oddalającym się autem. Deszcz bezlitośnie bije jej gęste futro, od razu mocząc każdą sierść.

I rusza. Lidka biegnie za samochodem, nie chce zostać sama w nieznanym miejscu. Biegnie za tym, kogo kocha i komu ufa za kimś, kogo nie potrafiła zdradzić.

Bo nie zna zdrady. Ale przecież nie dogoni auta pędzącego setką kilometrów na godzinę… Musiałaby być gepardem, a jest zwykłym psem.

Ciężkie od wody futro utrudnia bieg.

Czerwone światła dawno znikły w ciemności, ale Lidka biegnie dalej, nie mogąc się zatrzymać.

Czasem, gdy nie dajesz rady przestać sam, los interweniuje. Nie po to, by być okrutnym. Po prostu nie ma sensu gonić za tym, co już odeszło.

Pisk hamulców, głuchy łomot. Kierowca wyskakuje z auta, chwyta się za głowę.

Na mokrym asfalcie leży pies. Kierowca ostrożnie podchodzi i patrzy w jej oczy.

Oczy, które jeszcze mają w sobie wiarę, choć każda sekunda odbiera im pewność.

Dzięki Bogu, żyje! myśli Tomek.

Mężczyzna otwiera drzwi samochodu, rozkłada kurtkę na siedzeniu, delikatnie bierze Lidkę na ręce i kładzie na przygotowanym posłaniu.

Jest późno, więc jedyne rozwiązanie to całodobowa, miejska lecznica dla zwierząt. Tam właśnie jadą. Zerkając raz po raz na Lidkę, która rusza tylnymi łapami, jakby nadal chciała biec.

Weterynarz zgadza się przyjąć ją bez opłaty za pierwszy przegląd. Na pytanie, co się stało, Tomek nieco chaotycznie wyjaśnia.

Jako doświadczony człowiek wie, że psa po prostu ktoś się pozbył. Niestety, nie pierwszy i nie ostatni raz w tym mieście.

Na szczęście większych urazów nie ma. Kilka stłuczeń. Lekarz przepisuje specjalną maść, zaleca stosować zimne okłady, by zmniejszyć opuchliznę.

Tomek wnosi psa do mieszkania, rzuca kurtkę na podłogę i kładzie na niej Lidkę.

To chwilowo mówi przepraszająco.

Po dziesięciu dniach Lidka wraca do pełni sił. Nadal lekko kuleje, ale najważniejsze, że chodzi. Z czasem przejdzie.

Porzucili cię na ulicy? mówi Tomek, siedząc z psem na łóżku.

Nigdy nie miał psów. Znajomych z psami też nie. W sumie w ogóle nie ma już bliskich. Dawniej byli, ale zawiódł się na nich.

Jeden zabrał mu dziewczynę, drugi oszukał na interesach tak, że musiał ogłosić upadłość. Trzeci wciągnął w przekręt i miał kłopoty z policją.

Na szczęście wyszedł na prostą i postanowił zacząć nowe życie w innym mieście.

Ze wszystkimi pieskimi sprawami zwraca się do weterynarza, który dał mu wizytówkę i powiedział: “dzwoń, jakbyś czegoś potrzebował.

Dzięki radom lekarza Tomek spokojnie wykąpał Lidkę, zmywając z niej cały brud.

Obawiał się, że będzie musiał walczyć, ale Lidka dobrze zniosła kąpiel.

Potem konsultował karmę, dwa razy zabierał Lidkę na kontrolę, żeby upewnić się, że nie ma zespołu stresu pourazowego.

Stan Lidki bardzo go martwi je mało, całe dni leży, prawie nie zwraca na Tomka uwagi.

Tak bywa uspokaja lekarz.

Pan Andrzej radzi więcej spacerować, żeby przyspieszyć rekonwalescencję.

Po prostu chodźcie razem, niczego nie wymagaj. Po czasie przyzwyczai się do ciebie. Może nawet zaprzyjaźnicie się.

Dokładnie tak się dzieje. Stare rany, także te w sercu, goją się i po półtora miesiąca od spotkania na drodze, Lidka i Tomek już są przyjaciółmi.

Nie zostali jeszcze najlepszymi przyjaciółmi świata, ale pies zaufał Tomkowi i nawet zaczął jeść lepiej. Tyle że teraz to już nie Lidka, lecz Bronka.

Nowe życie nowe imię. Do nowego przyzwyczaiła się błyskawicznie. Może dlatego, że przypominało jej stare. A może poprzednie już jej się nie podobało.

Każdego dnia, bez względu na pogodę, razem spacerują ulicami i obojgu jest dobrze.

Tylko podczas deszczu oczy Bronki robią się smutne i całkiem wilgotne. Ale to nie deszcz zmywa łzy, a wspomnienia.

Trudno zapomnieć to, co się stało. Pies nie jest człowiekiem, ale emocje przeżywa ludzkie. Kto twierdzi inaczej, po prostu nigdy nie miał psa.

Pewnego dnia, gdy spacerowali po parku, Bronka postanowiła pogonić kota i zrobiła to akurat wtedy, gdy Tomek kupował kawę.

Listopad zimny, gorąca kawa trochę ogrzewa. Gdy się odwraca, psa już nie ma.

Odstawia kawę na ladę i rzuca się szukać Bronki, nie wiedząc nawet, w którą stronę biec ale wiedząc, że musi.

W tym czasie Bronka głośno szczeka na kota, który uciekł na drzewo, jakby namawiając go, by zszedł i zabawa trwała dalej.

Obok zatrzymuje się czarny SUV, z którego wysiada Michał.

Szuka sklepu, do którego właśnie przyjechał, ale nagle staje, patrząc przed siebie.

Lidka!

Pies nie rozumie od razu, że wołają ją. Ale gdy po raz drugi słyszy znajome imię i łapie ton głosu, odwraca się i wpatruje w Michała.

Lidka, do mnie! były właściciel kuca i woła ją z uśmiechem.

Chce rzucić mu się w ramiona, ale coś ją powstrzymuje. O czym myślą psy w takich chwilach? Nikt tego nie wie, ale na pewno o czymś istotnym.

Przecież zdradził! Porzucił. A może się myli, może przez cały ten czas jej szukał, aż w końcu odnalazł?!

Jej ogon zaczyna lekko drgać. Czy ze szczęścia, z napięcia? Niewiadomo.

Widząc niepewność psa, Michał przeskakuje przez płotek i podchodzi, wyciągając dłoń.

Lidko! Lidko, kochanie! Jak dobrze, że cię znalazłem! Chodź do mnie!

Głaszcze psa, przytula, a ona się nie wyrywa. Ale i nie okazuje radości z tego spotkania. Nie kręci się przy nogach, nie macha ogonem.

Coś ją powstrzymuje przed dawną radością. Coś nie pozwala się cieszyć.

Tomek widzi, jak jakiś facet siłą ciągnie Bronkę za obrożę do samochodu.

Co pan robi? To mój pies!

Podbiega z tyłu, łapie Michała za ramię i obraca go przodem do siebie:

Pytam co pan robi? To mój pies!

Naprawdę?

O co panu chodzi? Bronka, do mnie!

Bronka chce podejść, ale Michał mocno trzyma ją za obrożę.

Jaka Bronka? To Lidka! Sam ją wychowałem od szczeniaka, a potem…

Potem co? pyta Tomek, zaczynając coś rozumieć.

To nie pańska sprawa! To mój pies, zabieram ją. Zrozumiał pan?

Nie zrozumiałem! To mój pies i ze mną zostaje! Nie zamierzam dyskutować. I lepiej niech pan nie przesadza.

Co?!

Oczy Michała robią się czerwone, twarz płonie złością. Zamierza uderzyć Tomka, ale pies dotąd bierny obserwator konfliktu nagle zaczyna groźnie warczeć, zrywa się z uścisku i staje naprzeciw Michała z kłami na wierzchu.

Michał sztywnieje.

Bardziej ze zdziwienia niż strachu. Lidka nigdy tak się wobec niego nie zachowywała. Nigdy nie była agresywna i nie warczała.

Nigdy też nie patrzyła tak zdecydowanie gotowa walczyć do końca, nawet gryźć, jeśli trzeba. Michał cofa się dwa kroki.

Bronka, chodź. mówi cicho Tomek.

Pies podchodzi do niego, wtula się nosem i pokornie opuszcza głowę, by Tomek przypiął smycz.

Odchodzą alejką zasypaną liśćmi, ani razu nie oglądając się za siebie. Michał patrzy za nimi, zaciskając pięści ze złości.

Z Kingą nie wyszło, ślubu nie było, jej ojciec biznesu nie uratował musiał sprzedać firmę, by spłacić długi. Nie umie sobie wybaczyć tamtej nocy.
Ale i niczego już nie zmieni.

Tak, psy są bardzo wierne! Ale tylko tym, którzy je naprawdę kochają a zdrady nie wybaczają…

Napiszcie w komentarzach, co o tym sądzicie. I zostawcie lajka!

Rate article
Fajna Tajna
Tak, psy są niezwykle wierne! Ale wierne tylko tym, którzy je kochają – zdrajców nigdy nie wybaczają…