Tak bywa w życiu…

Tak już bywa

Na Jędrusia rodzice czekali długo i z niecierpliwością. Ciąża przebiegła jednak ciężko, a syn przyszedł na świat znacznie przed terminem. Spędził tygodnie w inkubatorze. Większość jego układów i narządów nie zdążyła się w pełni rozwinąć. Respirator. Dwie poważne operacje. Oderwanie siatkówki w oczach.

Dwa razy pozwolono rodzinie się z nim pożegnać. Ale Jędruś przetrwał.

Dość szybko okazało się jednak, że Jędruś niemal nic nie widzi i ledwie słyszy. Fizycznie z czasem się rozwijał zaczął sam siadać, chwytał zabawki, później przy meblach próbował stawiać pierwsze kroki. Umysłowo jednak postęp stał w miejscu.

Na początku rodzice wciąż mieli nadzieję jeszcze walczyli razem, ale ojciec niepostrzeżenie wycofał się z życia rodziny na bok, a mama Aldona została sama na placu boju.

Znalazła dla Jędrusia specjalny program, a gdy miał trzy i pół roku, wszczepili mu implanty słuchowe. Słuch się poprawił, ale rozwój wciąż stał w miejscu. Wizyty u surdopedagogów, logopedów, psychologów, terapii bez końca. Aldona bywała u mnie często z Jędrusiem.

Zawsze mówiłam: spróbujmy jeszcze tego, jeszcze tamtego. Aldona wszystko próbowała. Efektów brak. Większość dni Jędruś spędzał spokojnie w kojcu, kręcąc plastikowym kółkiem. Stukał tym w podłogę. Gryzł swoją rączkę albo coś innego. Momentami wył jednostajnie, czasem śpiewał modulowanym tonem. Mama twierdziła, że ją rozpoznaje, nawołuje specyficznym mruczeniem i uwielbia, gdy się go drapie po plecach i nóżkach.

W końcu starszy psychiatra spojrzał jej w oczy i rzucił: Jaki tu jeszcze diagnoza? Warzywo. Podejmij decyzję: oddajesz go albo po prostu się nim opiekujesz. Chyba już się nauczyłaś? Nie ma sensu liczyć na wielką poprawę i grzebać się przy nim do końca życia. Ja bym nie widział w tym sensu.

To był jedyny człowiek w całym życiu Aldony, który powiedział wprost.

Oddała Jędrusia do specjalnego przedszkola i wróciła do pracy.

Po jakimś czasie kupiła motocykl zawsze o tym marzyła. Wieczorami jeździła po Warszawie lub poza miasto, razem z innymi zapaleńcami. Gdy silnik wył, wszystkie troski na chwilę znikały.

Ojciec płacił alimenty, całe przeznaczała na opiekunki do Jędrusia na weekendy w sumie nie był wymagający, o ile przywyknąć do jego wycia.

Pewnego razu jeden z kolegów-motocyklistów, Bartek, wyznał Aldonie, że zakochał się w niej po uszy Jest w tobie coś poruszająco tragicznego powiedział.

Chodź, pokażę ci coś odpowiedziała.

Radośnie uznał, że zaprasza go do siebie. Weszli do mieszkania, Jędruś akurat miał lepszy dzień i śpiewał swoim modulowanym tonem.

O w mordę! rzucił Bartek

A czego się spodziewałeś? zapytała Aldona.

Po jakimś czasie zamieszkali razem. Bartek trzymał się od Jędrusia z daleka (umówili się tak). Aldona tego nie oczekiwała. Potem Bartek zaproponował: Może urodzimy sobie dziecko?

Aldona zripostowała ostro: A jak się znowu taki urodzi, też będziesz chciał?

Na prawie rok temat ucichł. W końcu Bartek znów wrócił: Nie, jednak chcę, spróbujmy.

Przyszedł na świat Staś. Zdrowy jak ryba. Może oddamy więc Jędrusia do zakładu? Skoro mamy zdrowego synka? rzucił Bartek.

Ja bym raczej ciebie oddała odpowiedziała zimno.

No dobra… Ja tylko pytałem…

Gdy Staś miał dziewięć miesięcy i zaczął raczkować, odnalazł Jędrusia. Od razu się nim zainteresował. Bartek wpadał w panikę i złość nie pozwalaj mu się zbliżać, niebezpieczne!

Ale Bartek był ciągle w pracy albo na motocyklu. Aldona pozwalała synom być razem. Gdy Staś był obok, Jędruś nie wył. I jakby na niego czekał. Staś przynosił zabawki, pokazywał jak się nimi bawić, układał Jędrusiowi palce na klockach.

Pewnego dnia Bartek rozchorował się i spędził weekend w domu. Zobaczył, jak Staś chodzi niepewnie po pokoju i coś gaworzy, a za nim, przytupując, idzie Jędruś pierwszy raz wyszedł ze swojego kąta.

Bartek zrobił awanturę: Odseparuj mojego syna od idioty albo będziesz go cały czas pilnować! Aldona wskazała mu drzwi.

Zmiękł. Pogodzili się. Aldona przyszła do mnie.

On jest strasznie toporny, a jednak go kocham przyznała się cicho. To głupie, prawda?

To naturalne odpowiedziałam. kocha się dziecko niezależnie od wszystkiego…

Ja mówię o Bartku sprecyzowała Aldona. A czy Jędruś jest zagrożeniem dla Stasia, jak myślisz?

Powiedziałam, że z tego co widzę, w tym duecie przewodzi Staś, choć nadzór oczywiście wskazany. Zostawiłyśmy to tak.

W wieku półtora roku Staś nauczył Jędrusia układać wieżę z kółek. Sam mówił już pełnymi zdaniami, śpiewał piosenki i pokazywał rymowanki, jak sroczka kaszkę warzyła.

On jest geniuszem? spytała mnie Aldona. Bartek kazał się dowiedzieć jego duma aż go rozsadzała, bo dzieci u znajomych w tym wieku mówiły tylko mama, tata.

Myślę, że to przez Jędrusia powiedziałam. Niewiele dzieci ma szansę być siłą napędową czyjegoś rozwoju już w takim wieku.

No właśnie! ucieszyła się Aldona. Tak mu powiem!

Co za rodzinka, myślałam: chodzący warzyw, kloc z oczami, kobieta na motocyklu, cudowne dziecko. Gdy Staś nauczył się korzystać z nocnika, przez pół roku uczył tego brata. Później Aldona poprosiła go też, by nauczył Jędrusia jeść samodzielnie, pić z kubka, ubierać się i rozbierać.

Gdy Staś miał trzy i pół roku, zadał pytanie wprost: Co właściwie jest z Jędrusiem?

Po pierwsze, prawie wcale nie widzi.

Ale widzi, tylko słabo. To widzi, tamtego już nie. Zależy jakie światło. Najlepiej przy lampie w łazience, nad lustrem tam najwięcej widzi.

Gdy zabrała trzechletniego Stasia do okulisty, lekarz aż się zdziwił, ale wysłuchał wszystkiego, zlecił kolejne badania i przepisał specjalistyczne leki i okulary.

W przedszkolu Staś nie mógł się odnaleźć. Jemu wcale nie tu, tylko do szkoły trzeba! stwierdziła poirytowana wychowawczyni. On i tak wszystko wie lepiej niż inni.

Kategorycznie sprzeciwiłam się przyspieszonej edukacji. Niech Staś chodzi na zajęcia dodatkowe i pomaga rozwijać Jędrusia. Bartek, ku mojemu zaskoczeniu, poparł mnie: I zostań z nimi w domu do szkoły, po co mu to głupie przedszkole? Zauważyłaś, że twój Jędruś już prawie rok nie wyje?

Po kolejnych sześciu miesiącach Jędruś zaczął mówić: mama, tata, Staś, daj, pić i miau-miau. Chłopcy poszli do szkoły razem. Staś bardzo się przejmował: Jak on sobie beze mnie poradzi? Czy tamci specjaliści w tej szkole naprawdę są tacy dobrzy? Czy będą go rozumieć?

Nawet teraz, w piątej klasie, najpierw odrabia lekcje z Jędrusiem, dopiero potem swoje.

Jędruś mówi prostymi zdaniami. Umie czytać i korzystać z komputera. Lubi gotować i sprzątać (pod okiem Stasia lub mamy), siedzieć na ławce na podwórku, patrzeć, słuchać, wąchać. Zna wszystkich sąsiadów, zawsze się wita. Uwielbia lepić z plasteliny i układać klocki.

Ale najbardziej na świecie kocha, gdy całą rodziną jadą motocyklami przez Mazowsze on z mamą, Staś z tatą, a wszyscy razem krzyczą coś do wiatru…

Rate article
Fajna Tajna
Tak bywa w życiu…