Tajemnicza korespondencja męża
Poranek u Magdy i Szymona zaczął się klasycznie po polsku czyli od kompletnego chaosu i wiecznego pośpiechu. Budzik zadzwonił? Oczywiście nikt go nie słyszał, więc po mieszkaniu biegały dwa cienie: ona usiłująca złapać spodnie i spakować rzeczy do przedszkola, on dramatycznie pytający, gdzie są jego klucze. Syn, Maciuś, rozłożył się na dywanie i testował wytrzymałość resoraków na zderzeniach, nie zwracając uwagi na tę poranną telenowelę.
Szymon, odbierzesz dziś Maćka? krzyknęła Magda, równocześnie próbując wcisnąć w plecak pluszowego kota i dżemik.
Jasne! odpowiedział Szymon z odgłosami szukania poduszek w szafce na buty. Ej, gdzie są moje klucze?
Skąd mam wiedzieć?! syknęła Magda, szukając w szale telefon i odganiając kota, który właśnie postanowił pomóc łapą w pakowaniu śniadaniówek.
Do przedszkola Magda dowiozła Maćka chyba na łokciach zajęło im to mniej niż pięć minut z trzema czerwonymi światłami po drodze. Maciek, w ramach protestu, postanowił zatkać się kapturkiem kurtki, a Magda walczyła z zacinającym się suwakiem.
Mamo, nie chcę iść do przedszkola… Mały wykrzywił usta w podkówkę i wyglądał, jakby zaraz miał uratować świat swoim płaczem.
Skarbie, ale przecież będą twoi koledzy. Zrobili już kącik mechanika, możesz tam poskręcać śrubki, dasz radę, co?
Maciek ani drgnął. Na szczęście z pomocą przyszła pani Agata, wychowawczyni uśmiechnęła się do Magdy z miną: wiem, co czujesz, współczuję, ale trzeba przeżyć.
Proszę się nie martwić, pani Magdo. My tu wszystko ogarniemy, prawda, Maciusiu? Chodź do dzieci, przygotowały już miejsce na tor wyścigowy!
Magda westchnęła z ulgą, nie wiedząc, że zaraz czeka ją kolejny hit dnia. W biegu wyciągnęła telefon, by zadzwonić do klientki i uprzedzić o spóźnieniu tylko, że na ekranie nie było ani znajomej tapety, ani ikonek. Szybko pojęła, że w porannej panice, wymienili się z Szymonem identycznymi telefonami. Te same etui w pepitkę, te same czterocyfrowe PIN-y pogratulować, nowoczesny dom w Warszawie
No pięknie wymamrotała pod nosem, przewracając oczami. Trzeba było zadzwonić do męża i cudownie uprosić go o wysłanie kontaktu do klientki.
I wtedy telefon zadrżał nowe powiadomienie.
Dominator: I jak tam z tą dziewczyną z siłowni? Dała ci numer?
Magda zamarła. Kilka razy sprawdziła nadawcę. W końcu, jak owca na rzeź, zajrzała w rozmowę.
Dominator: To co, już udaje ci się ją podejść?
Szymon: No, dała numer. Umówiliśmy się na ten weekend. U mnie.
Świat Magdy zawirował. Ten weekend Przecież miała z Maćkiem jechać do mamy i zostać tam na noc. No świetnie! Lepsze niż roast wołowy na niedzielny obiad.
Zrobienie dobrej miny do złej gry kosztowało ją prawie tyle co nowy samochód w złotówkach. Każdy dzień, każda rozmowa istny Mount Everest cierpliwości. Do soboty zostało jeszcze trzy dni, a w głowie Magdy brzęczały słowa: Ten weekend. U mnie. Próbowała racjonalizować może źle zrozumiała, może Szymon pracuje pod przykrywką? Eureka: agent miłości! Ale kiedy patrzyła mężowi w oczy, czuła się jak sędzia na meczu, który wie, że zaraz ktoś dostanie czerwoną kartkę.
Szymon? Nadal czuły, oddany. Wieczorem pytał jak minął dzień, pomagał kroić warzywa na sałatkę i przykrywał Maćka pod ukochanym kocykiem z dinozaurami. Aż chciałoby się uwierzyć, że to typowy, niewinny facet. Zero cienia winy, nienaganne czoło i przenikliwe spojrzenie.
W środę wieczorem oglądali wspólnie Listy do M.. Szymon objął ją ramieniem tak jak dawniej, kiedy świat wydawał się prostszy. Magda musiała przygryźć wargę, żeby nie poryczeć mu się na koszuli. Każdy jego gest wydawał się teraz hollywoodzką grą Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowego!
W piątek, po odłożeniu Maćka do łóżka, Magda stała nad zlewem, zamyślona wodząc palcem po kropelkach na kranie. Szymon podszedł, objął ją w talii i szepnął do ucha:
Jakaś smutna dziś jesteś, wszystko okej?
Cała Magda zesztywniała, jakby miał jej za chwilę podkładać do pleców lód.
Tak, spoko Po prostu zmęczona jestem odpowiedziała, przyklejając na twarz półuśmiech.
Rozumiem pocałował ją w czubek głowy.
W nocy, kiedy Szymon już spał snem sprawiedliwego, Magda przekradła się do łazienki, zamknęła drzwi na klucz i po prostu usiadła na brzegu wanny. Wtedy wszystko puściło.
Dlaczego? szeptała przez łzy, popijając własne rozczarowanie wodą z kranu.
Siedziała tak długo, aż z kranu zaczęła kapać melancholia. W głowie kręciły się myśli: Co on sobie myśli? Co ja powinnam zrobić? Powiedzieć czy po prostu wyjść z tego serialu bez napisu KONIEC?
Jednego była pewna rano znów trzeba będzie nałożyć maskę. Sobota zapowiadała się jak finał teleturnieju Wielka niewiadoma.
W sobotę wcześnie rano Magda odwiozła Maćka do babci Haliny. W samochodzie czuła się jak w dreszczowcu klasy B każde światło na skrzyżowaniu zbyt czerwone, każda myśl zbyt szalona. Mama od razu wyczuła, że coś jest nie tak.
Magda, wszystko w porządku? zapytała babcia tonem, który od lat uspokajał największe katastrofy.
Tak, mamo, wszystko super! Po prostu śpieszę się Chcę zrobić Szymonowi niespodziankę! odpowiedziała Magda, robiąc z twarzy maskę radości i całując Maćka raz, a dobrze, żeby nie wracać.
Całą drogę do domu analizowała rozmowy, domysły, scenariusze. Chciała Szymona złapać na gorącym uczynku a jednocześnie, w tym samym sercu, modliła się, żeby to wszystko było jednym wielkim nieporozumieniem. Gdyby ktoś zrobił z tego film, widzowie pewnie by zasnęli po pierwszym akcie.
Na osiedlu przysiadła w samochodzie, nie mogąc się zdecydować, czy już wejść. Wspominała najlepsze chwile: Szymon smażący naleśniki w niedzielne poranki, wspólne spacery do Łazienek, wieczory z Maciusiem i klockami Lego. Rodzina jak z reklamy Wszyscy tu tacy szczęśliwi!. Chciała, żeby to szczęście trwało jeszcze pięć minut, nawet jeśli na kredyt.
W końcu zebrała się w sobie i weszła do mieszkania. Stała chwilę pod drzwiami, klucze dzwoniły jej w dłoni jak dzwoneczki reniferów. Otworzyła. W kuchni paliła się lampka, a z wnętrza słychać było stłumione głosy, śmiech i szeptanie.
To już, to teraz próbowała się przygotować, choć rozum był gdzieś na urlopie.
Szła korytarzem jak w amerykańskim horrorze. Bolące serce tłukło się w piersi jak karp w siatce przed wigilią.
Szymon?! wyszeptała, brzmiąc trochę jak Halina z M jak miłość po trzecim odcinku.
Cisza.
Szymon!? podniosła głos, jakby zaraz miała ogłosić, że wygrała w Lotto.
W kuchni zobaczyła Dwoje ludzi. Facet i kobieta. I żaden z nich nie wyglądał jak jej mąż. To Darek, najlepszy kumpel Szymona! Darek aż podskoczył na jej widok.
Madzia! To nie tak jak myślisz, przysięgam! Znaczy, gdzie miałem ją zabrać, do własnej matki? No, sama rozumiesz tłumaczył się Darek, dramatycznie rozkładając ręce.
Magda już nie słyszała. Stała jak wmurowana, a w środku miała tętniaka ze wszystkich emocji. Z jednej strony łzy jak grochy, z drugiej głupawy, przerażony uśmiech.
Jasne, Darek wymamrotała, nie mogąc już dłużej wytrzymać. Ja już pójdę
Wycofała się na klatkę i na zimnym warszawskim powietrzu spróbowała złapać oddech. Trzęsącymi się dłońmi wybrała numer do Szymona.
Halo odezwał się głos męża, spokojny jak profesor na wykładzie.
Magda ledwo skleciła cokolwiek z rozsypujących się myśli.
Kocham cię Bardzo wykrztusiła przez łzy i głupawy śmiech, ściskając telefon jak amulet.
Madzia, nie złość się, proszę przerwał jej Szymon. Jestem teraz w pracy, w biurze. Przyjedź do mnie. Przyjedziesz?
Już jadę
Nie pamiętała drogi do firmowego biura Szymona, ale w końcu usiedli razem na dywanie w pustej sali konferencyjnej, przy tanim winie z Biedronki.
Przepraszam, naprawdę nie chciałam węszyć w twojej korespondencji zaczęła Magda.
To raczej ja powinienem przeprosić. Trzeba było od razu wszystko ci wyjaśnić.
A po co on cię o to prosił?
Bo jest moim przyjacielem. Bo dzień wcześniej zaliczył spektakularną klapę przed tą dziewczyną z siłowni.
Jaką klapę?
Wpadł na nią z puszką energetyka ubranie do prania, ona do szorowania, a on do czyśćca. No i jak zwykle dostał dziesiątki punktów ujemnych za asertywność. Nie umiem! Boję się! Szymon, ratuj!
Szymon rozbawił Magdę, parodiując płaczliwy ton przyjaciela.
On mieszka z matką nie żeby było taniej, tylko bo kotlety są na wyciągnięcie ręki i skarpetki się same prasują dodał Magda, już się śmiejąc.
No! Szymon spojrzał na nią z czułością.
On to chyba nasze państwowe złote oszczędności! śmiała się już w głos Magda.
Dwadzieścia lat się przyjaźnimy, od podstawówki. I tylko przy mnie nie wstydzi się swojej cebuli.
Naprawdę, jesteś najlepszym przyjacielem na świecie, Szymonek! Magda otarła łzy.
Nagle się ożywiła:
Ale co, jeśli oni dalej siedzą w naszym mieszkaniu? Do biura na noc nie zostaniemy! Nie mam ochoty wracać Niech tam sami posprzątają.
Szymon pocałował ją czule.
A ja nie jestem taki skąpy jak on. Zasłużyliśmy na romantyczny wieczór.
Naprawdę? Jedziemy do hotelu?
Szymon tylko przytaknął, po czym podniósł ją, zarzucając na ramię jak worek kartofli, a Magda pokładała się ze śmiechu.
Gwarantuję ci dostarczenie w stanie nienaruszonym!
Magda śmiała się jak dziecko. Nie mogła uwierzyć, że kilka godzin temu prowadziła w myślach pogrzeb własnego małżeństwa.



