Dzisiaj znów myślałem o tej naszej sąsiadce z piątego piętra. Agnieszka Nowak zawsze wiedziała wszystko o mieszkańcach kamienicy. Kto się spóźnia, kto się kłóci, komu brakuje na opłatę czynszu. Ale o tej sąsiadce nie wiedziała nic.
Kobieta pojawiła się niepostrzeżenie. Agnieszka pamiętała, że mieszkanie pięćdziesiąte trzecie długo stało puste po śmierci starego Szymona Kowalskiego. Spadkobiercy, siostrzeńcy z Gdańska, przyjeżdżali sporadycznie, przeglądali rzeczy, potem sprzedali. Kupca nikt właściwie nie znał.
— Deweloperzy pewnie odsprzedają — rozważała sąsiadka Bronisława Wiśniewska, spotykając Agnieszkę przy skrzynkach pocztowych. — Teraz to modne, mieszkania sprzedają jak ziemniaki na targu.
Ale szybko stało się jasne, że mieszkania nie odsprzedano. Ktoś się wprowadził. Agnieszka poznała to po cichej muzyce, czasem docierającej z góry, i odgłosie obcasów na schodach. Prawdziwych obcasów — nie klapek, nie trampek, lecz eleganckich szpilek. U nas mało kto takim luksusem się szczycił.
Pierwszy raz Agnieszka przypadkiem zobaczyła nową sąsiadkę. Wyjrzała przez wizjer, usłyszawszy głosy na klatce, i zamarła ze zdumienia. Naprzeciwko stała wysoka kobieta w eleganckim beżowym płaszczu. Włosy upięte w schludny kok, w rękach trzymała bułat białych róż.
— Dziękuję panu bardzo — mówiła nieznajoma mężczyźnie w średnim wieku, w oficjalnym garniturze. — Na pewno przekażę.
Mężczyzna skinął głową, coś cicho odparł i skierował się do windy. Kobieta stała jeszcze chwilę, patrząc na kwiaty, cicho westchnęła i zniknęła w swoim mieszkaniu.
— Broniu, widziałaś nową sąsiadkę? — spytała Agnieszka przyjaciółkę następnego dnia, siedząc na ławce na podwórku.
— Jaką nową?
— Z piątego piętra. Tę w pięćdziesiątym trzecim teraz.
Bronisława pokręciła głową:
— Nie. A co, młoda?
— Nie bardzo. Ze czterdzieści pięć, może pięćdziesiąt. Ładna taka, zadbana. I ubiera się porządnie, nie jak my wszystkie.
— Pewnie bogata — orzekła Bronisława. — Skoro mieszkanie w centrum kupiła.
Agnieszka się zgodziła, ale nie dawało jej spokoju dziwne uczucie. Bogaci zazwyczaj nie osiedlają się w naszej starej kamienicy z przestarzałą windą i obdrapanymi ścianami. Kupują w nowych apartamentowcach albo luksusowych domach z portierem.
Stopniowo Agnieszka zaczęła zauważać, że do sąsiadki często przychodzą goście. Tylko mężczyźni, zawsze z kwiatami. O różnych porach — kto rano, kto wieczorem, kto w południe. Jedni zostawali na kwadrans, inni przeciągali się do półtorej godziny. Ale wszyscy bez wyjątku dobrze ubrani i pewni siebie.
— Może artystka? — zasugerowała Bronisława, gdy Agnieszka podzieliła się spostrzeżeniami. — Albo muzyczka? Oni mają zawsze wielu znajomych.
— Artystka z takimi pieniędzmi? — Agnieszka parsknęła sceptycznie. — Widziałaś kiedyś bogatych artystów?
Bronisława wzruszyła ramionami, lecz przyznała, że to mało prawdopodobne.
Ciekawość Agnieszki rosła z każdym dniem. Celowo nasłuchiwała odgłosów z góry, wychodziła do śmietnika akurat, gdy słyszała kroki na schodach. Ale sąsiadka zdawała się rozpływać w powietrzu. Albo chodziła bardzo cicho, albo wyczuwała obserwację i unikała spotkań.
Rozwiązanie przyszło niespodziewanie. Agnieszka wracała z przychodni po długim czekaniu w kolejce do internisty. Nastrój miał podły – lekarz nic konkretnego nie powiedział, tylko wypisał skierowania na badania. W windzie spotkała Zbyszka-hydraulika z SM.
— Witaj, Agnieszko Nowak — przywitał się Zbyszek, trzymając skrzynkę z narzędziami.
— Cześć, Zbyszku. Gdzie to się wybierasz?
— Na piąte, kurek naprawić. Z
Kiedy po jej próbie samobójczej i rekonwalescencji Ewa wyjaśniła, że byli koledzy z pracy szantażowali ją po odmowie współudziału w oszustwie podatkow
I zrozumiałam wtedy, że prawdziwe światło w oknach naszych sąsiadów często kryje się za najzwyklejszą ciszą i że najcenniejsze historie piszą nie plotki, lecz zwykła ludzka wytrwałość.



