Tajemnice, które zniszczyły rodzinę
Kasia przygotowała kanapki, zaparzyła herbatę i usiadła w kuchni swojego mieszkania na przedmieściach Krakowa, czekając na teściową. Rozległ się dzwonek do drzwi.
— Dziękuję, że przyszłaś! — zawołała Kasia, otwierając drzwi i widząc Elżbietę Kowalską.
— Co za pośpiech? O czym chciałaś porozmawiać? — zapytała ostrożnie teściowa.
— Chodź do kuchni, mam dla ciebie niespodziankę! — uśmiechnęła się Kasia, tłumiąc nerwy.
Elżbieta poszła za nią.
— No to co za niespodzianka? — powtórzyła, siadając.
— Proszę, popatrz! — Kasia położyła przed nią kartkę papieru.
Teściowa przebiegła wzrokiem po tekście i aż sapnęła, jej twarz zbladła.
Kasia siedziała w sypialni, zatykając uszy, ale ostry głos Elżbiety przedzierał się nawet przez ściany. Czuła, jakby teściowa drapała po jej duszy zardzewiałą łyżką, wyciągając z niej każdą kroplę uczuć, zostawiając tylko pustkę i ból.
Kasia dawno zrozumiała, że z teściową nie znajdzie wspólnego języka. Ale dlaczego jej mąż, Tomasz, znowu nie stanął w jej obronie? Czy naprawdę nie widział, jak matka upokarza jego żonę? Wiedziała, że ją kocha, ale jego milczenie rozrywało jej serce. Co się dzieje z ich rodziną?
Elżbieta potrafiła naciskać. Uwielbiała krytykować Kasię za to, że nie może dać jej wnuków. Minęły trzy lata od ślubu, a dzieci wciąż nie było. Oczywiście, to Kasia była winna — kto inny? Na pewno nie jej ukochany syn!
Od pierwszego dnia teściowa nie polubiła synowej. Jeszcze zanim się poznali, była pewna, że jej Tomek zasługuje na lepszą partię. Kiedy przyprowadził Kasię do domu — ojciec już nie żył — można to było wyczytać z każdego jej spojrzenia: zaciśnięte usta, chłodny ton, brak uśmiechu.
Ale Kasia była zbyt zakochana, by zwracać uwagę na takie „drobiazgi”. Wszyscy wiedzą, że idealne teściowe nie istnieją. Poza tym ona i Tomasz mieszkali osobno, w jego przytulnym mieszkaniu w centrum miasta. Ślub był skromny, ale szczęśliwy. Kasia i Tomasz, oboje po trzydziestce, podjęli świadomą decyzję o małżeństwie. Byli ładni, spełnieni zawodowo, mieli wspólne pasje. Ich życie wydawało się idealne.
Z dziećmi nie chcieli zwlekać — Kasia miała już prawie trzydzieści lat. Ale czas mijał, a upragniona ciąża nie nadchodziła. Dla nich to nie był dramat — mogli poczekać, ciesząc się sobą. Ale Elżbieta nie chciała czekać.
— Śledzisz swój cykl? — pytała surowo przy każdej wizycie. — Trzeba być uważniejszą!
Kasia marszczyła się na takie pytania. Wychowana w inteligenckiej rodzinie, raziła ją nietaktowność teściowej. Chciała postawić ją do pionu, ale kochała Tomka, a on uwielbiał matkę. Urazić teściową znaczyło zranić męża, więc Kasia znosiła wszystko w milczeniu.
— Nie krzyw się! Dbam o wasze dobro! — nie ustępowała Elżbieta. — A, prawda: umówiłam was do lekarza, idziecie w tym tygodniu. I masz — wcisnęła jej woreczek z ziołami. — Parz majeranek, pij. Pomaga!
Kasia piła zioła, chodziła po lekarzach, robiła badania. Wszędzie słyszała to samo: jest zdrowa. „Bóg jeszcze nie daje” — mówili specjaliści. Ale teściowa, zdeklarowana ateistka, nie przyjmowała takich tłumaczeń. Chciała wnuków — wszystkie koleżanki już je miały, a zawiść dusiła ją coraz bardziej.
— W sobotę idziemy do wróżki, dałam zadatek — oświadczyła pewnego dnia.
— Mamo, po co do wróżki? — zdziwił się Tomasz. — Co, zaczaruje nam dziecko?
— Nie wyśmiewaj się! Trzeba próbować wszystkiego, żeby potem nie żałować!
Poszli do wróżki, która rzuciła karty i wręczyła im.



