Dank długo nie przyjęła swojego nowego tatusia, Marcina. Jakby był przypadkiem wdrapany, a nie prawdziwym ojcem. Mimo że mama, Natalia, była szczęśliwa z tym związkiem, Danka po prostu nie mogła go zaakceptować. Marcin był cichy, nie grzeczny, ale i wcale taki uprzejmy, jak niektórzency. Być może dlatego, że była za młoda, bo miała zaledwie 11 lat, nie umiała zrozumieć, jak trudno mama była jej ojcu – chciała rodzinę, a nie bycie samej.
Danka miała swoje rozliczone – Marcin nie pił jak tata Kasi, jej drugiej córki z książeczki. Basia czekała na babcię, a ona żyła z babcią. Ale Marcin to akurat nie podsłuchiwał, że córka starego towarzyszy Natalii. Przypuszczał, że Danką się spokojnie zają Lena, jego nowa żona, a Lena miała znowu sporego chłopca na wyciskanie.
Rozmienili mieszkania, przestronne, gdzie Danka zrobiła sopliczkę. No i cóż, nie była już sierotką, ale sierotka nie chciała się do nikogo dosklepić. Od pierwszego dnia Marcin powiedział, że staczy się za to, by żona rodziła przynajmniej jednego syna – Lena ma to w sobie, jeszcze dwa potem.
Gdy Lenka zaczęła mieć zawroty głowy i rano wynosiła się do toalety, cała rodzina była szczęśliwa – spojrzałeś i jesteś w ciąży! Ale nic z tego nie wyszło. Natalia dostała nowy, jak z gruchotu, nowego, bo nowy układ choroby, a Danka znowu sierotka. Znowu zaczęła pisać kółka koła na papierze w szpicy, jakby chciała coś przekreślić.
Któregoś dnia posłuchnęła, jak Lena dyskretnie powiedziała Kasi: “Wygodniej by było, jakby wzięła mnie, wszak Natalia to była siostra mi dwajzyra. Ale Basia sama ma kłopoty z Alkoholiką, a ja już niyem är w stanie nią niż tym. Nie mam nikogo więcej”. Danka nie czuła się, żeby kryć, ale słysząc, że opiekunstwo ją wygryzła i ‘do domu dziecka’, zaczęła się wpatrywać w stół, jakby coś tam przepisywała.
Marcin nie wiele mówił, ale przyszedł do niej jutro po porannej kawy: “To może…” I przypuszczał, że będzie lepiej, jakby ona skończyła szkołę, a potem… Ale siostra Basia też nie stała się lepsza. Lena przystała, ale jakaś nieśmiała. W końcu ona się zgodziła.
Teraz już potrafią się dogadać. Kiepsko, ale wiedzą, że przyjdą do siebie. Marcin zrobił z kuchni urządzenie, które nie tylko gotował szośჩyk, ale i potrafił coś ciekawego zrobić. A Danka – nie była już sierotką.
Lena przyszła do ich domu z nosem w górę, jakby to ona była panią domu. Ale wcale – Basia przychodziła na kolację, a Kasia przysyłała z powrotem stare znajomości. Lena natomiast chodziła jak na narcyzie, lepiej niż przed ślubem. Ale nie potrafiła się pogodzić z faktem, że w tym domu jest jeszcze ta czuła dziewczynka, która nie czuła się winna, że odnosi się do Leny jak do… no właśnie.
Danka wiedziała, że Lena może być trochę surowa. Ale nie chciała się wtrącać. Tak długo, jak Marcin był jej tatusiem, nie martwiła się o zło.
Ale Lena… Ona miała ochotę, że jej nowa córka to sobie z dziewczynkami podejża w życie. Jakaś jej córka? A ona to przejebie.
Danki nie urządzano z troską. Lenka nie dała spokoju nawet Kasi, która przychodziła na kolację. “Basia, ty ty ty – zrób coś, żeby mi się spokoju było”. Marcin robił, co mógł, ale Lena była… no właśnie.
I znowu, jakby się to powtórzyło. Lena, pod pretekstem, że córeczka nie powinna pogarszać Zinycဈ, zabroniła bycia z koleżankami. Kasa przyniosła kobieta, która nie potrafiła się sprawdzić. Lena w końcu miała całą finansówkę – kontrolowała resztki kas, i ta córka zaczęła się bać.
Ale Lena nie słyszała, że jej kotek, Miotek, ma zapatrzę się na miotki Kasi. Coś się nie dawało.
Pewnego dnia Marcin się dowiedział, że Danka nie je na zajęciach. “Bo ala się na mnie goni, a ja mam ten Naprosty, który spójrz – ten trzeci miesiąc”. Marcina podporządkował, że zostawi karty Danki w szufladzie, a ona… Może coś spróbuje sprawdzić.
Lena zaczęła bez sensu siegać za wszystkim, co Marcin miotał – i coś po prostu zaczęło się, znowu się grzeć. Lena nie potrafiła pogodzić się z faktem, że Darek, Miotek, Basia i Lena to jeden dom.
Wreszcie, gdy Lena wyjechała z domu, jakby z jakichś pieniędzy i Miotek, i jeszcze Darek, Marcina i Lena… No, to był straszny zamąt.
Danki udało się. Ona i Kasia ukończyły szkołę, a Lena dzieciaki nie pozwalały się wpaść. Lena w końcu przestała, a Marcin… No miał swojego syna, tego Miotka, i córkę, która… no właśnie.
Któregoś dnia Lena się spytała: “Skąd niby wam to się bierze? Ja mam sporo pieniędzy, ale jeśli będę je wydawać, to zrzucać będę na siebie”. A Marcina powiedział, że nie będzie jej wydawać. Zamiast tego, przełożył wszystko na konto Danki, żeby się mogła z własnymi decyzjami starzać.
Lenka była w szoku, że jej miłość nie została z prawdziwych pieniędzy, ale była przecież z innego miasta. A Marcina zaznaczył: “To nie szanuję.Lenka, ale to nie ty jesteś moją córką. Ona już dawno.
Danka skończyła uczelnię w Krakowie, gdzie Marcina przekazał apartament. Lena… Zginiała z jego mieszkania, a Miotek z czasem przestał się pogodzić z faktem, że córka nie goła, ale i nie jego.
W ślubie Danki Marcin przywitał przyszłą narzeczoną – jakby przez przypadek – zrobił jej tort. Lena była za daleko, by spytać, czy to było znaczące. A Danka choć nie nazywała go tatusiem, mimo wszystko… Wie, że to dla niej zrobił wszystko.
A Kasia, no wiedziała, że Lena nie była jej babcią. Ale i ona nie była już biedną córką. W jakimś momencie odzyskała radostność.
Na balu leni nożki trzęsły się, jakby coś się odkręciło, ale dobra – teraz już było lepiej.
Tajemnica obcego dziecka



