Szwagierka uważa, że to my powinniśmy rozpieszczać jej dzieci

Siostra mojego męża zawsze woli niejasne sugestie niż proste prośby. Gdy mówi: „Obejrzałabym z dziećmi ten nowy filmik”, to znaczy, że mój mąż ma natychmiast zerwać się i zabrać siostrzeńców do kina. A jeśli usłyszę: „Taka piękna pogoda, a wy w domu siedzicie”, to podprogowo prosi, żebyśmy z jej dziećmi poszli do parku i skorzystali z atrakcji. Oczywiście za nasze pieniądze.

Ja nigdy nie łapię takich podtekstów. A gdy stają się zbyt oczywiste, udaję, że nie rozumiem. Jeśli chcesz o coś poprosić – mów wprost. Bez tych gier. Mój mąż jednak zawsze szybko reaguje na zachcianki swojej siostry.

Kocha swoich siostrzeńców. I, moim zdaniem, rozpieszcza ich za bardzo. Rozumiem uczucia Marioli, jej chęć, by dzieci miały różnorodne zajęcia – też. Ale uważam, że to obowiązek rodziców, by organizować im czas. Babcie, dziadkowie, wujkowie czy ciotki nie powinni tego robić.

Oczywiście, czasem można sprawić przyjemność cudzym dzieciom. W końcu to rodzina. Ale to nie obowiązek! Niedawno był dzień imienin naszego siostrzeńca, Krzysia. Urodziny już mieliśmy za sobą, kupiliśmy całkiem fajny prezent. Ale Mariola, jak zawsze, zaczęła się wymądrzać. Najwyraźniej nowy rower nie był wystarczająco dobrym podarunkiem, chociaż sporo nas kosztował. Mariola uznała, że chłopcu przydałby się weekend w Paryżu. Oczywiście z nią, bo przecież małe dziecko nie może podróżować samo.

W języku niedomówień brzmiało to tak: „Krzyś od zawsze marzył o Paryżu”. Wyjaśnienie dostaliśmy dopiero podczas uroczystości, gdy mój mąż wręczył jej tort, a nie wycieczkę. Mnie nie było, bo pracowałam. Mąż poszedł sam. Dał Krzysiowi poduszki z literami układającymi się w jego imię. Długo szukaliśmy w internecie odpowiedniego prezentu na taką okazję. Zwykle w ich domu nie obchodzono imienin.

Z każdym rokiem wymagania Marioli rosną. Mnie to już mocno denerwuje. Ale mąż tak bardzo kocha siostrzeńców, że nie mogłam nic poradzić. Zawsze marzył o własnych dzieciach, ale jakoś nie wyszło. Więc przelał całą miłość na dzieci swojej siostry. Wystarczyło, że matka kazała im zrobić słodkie minki i błagalnym tonem o coś poprosić. A mąż już biegł spełniać ich zachcianki. Ja to widziałam, on jednak nie wierzył, że jego siostra potrafi aż tak wykorzystywać dzieci. Aż w końcu zaszłam w ciążę.

Natychmiast powiedziałam mężowi. Wpadł w szał radości i tańczył wokół mojego brzucha. Gdy Mariola znów zaczęła mitrężyć z wyjazdem, mąż odmówił i oznajmił, że wkrótce będzie miał swoje dziecko. Wtedy jego siostra obraziła się i kazała mu wyjść. Potem zadzwoniła do mnie i zaczęła się drzeć. Pytała, jak śmiałam zajść w ciążę. Oskarżała mnie, że zrobiłam to specjalnie, żeby jej dzieci cierpiały. Nie słuchałam tych krzyków, po prostu się rozłączyłam.

Potem przyszli siostrzeńcy z własnoręcznie zrobionymi kartkami. Napisali: „Wujku, nie zostawiaj nas” i „Po co ci własne dzieci, skoro już nas masz?”. Zaskoczyli męża pod pracą. Ciekawe, kto wpadł na ten genialny pomysł. Raczej nie sami. Nie mam pojęcia, kto mógłby to być. Ale Mariola się przeliczyła – efekt był dokładnie odwrotny.

Mąż wrócił do domu, przyniósł te kartki i zaczął się obwiniać, jaki przez te wszystkie lata był naiwny.

— Jestem idiotą! „Wujku, zepsuła nam się mikrofalówka, nie mamy jak podgrzać obiadu po szkole, boimy się gazu. A mamusi nie stać na nową, kup nam, prosimy” — przedrzeźniał dzieci. — Przecież ona zawsze tak robiła! Podpowiadała im, a one błagały. A ja w to wierzyłem. Co za głupek!

Nagle zmienił podejście. Wcześniej pomagał Marioli, jak mógł, nawet ostatnie złotówki wydawał, byle dzieciom było dobrze. Teraz usiadł i spisał wszystkie kwoty, które przeznaczył na siostrzeńców.

Mariola była jednak tak bezczelna, że przyszła do nas pogadać.

— Skoro wkrótce będziecie mieli swoje dziecko, to może, braciszku, podarujesz nam coś ostatni raz? Już więcej nie przyjdę. Przydałoby się auto, żeby wozić dzieci — powiedziała od progu.

Zamiast odpowiedzi mąż wcisnął jej swoje notatki i zażądał zwrotu wszystkich pieniędzy. Dał pół roku. I wyprowadził za drzwi.

— Idź już. Masz teraz czas, żeby znaleźć pracę — rzucił za nią.

Teraz koleżanki Marioli piszą do mnie na wszystkich portalach. Oskarżają, że przez mnie dzieci są głodne i pozbawione męskiej opieki. Olewam to. Mariola i tak ma dobrze – mój mąż zrzekł się rodzicielskiego spadku, dostała wszystko, w tym mieszkanie. A były mąż też zostawił jej kawalerkę, by miała gdzie mieszkać z dziećmi. Więc żyje w jednym mieszkaniu, drugie wynajmuje, a jeszcze ma alimenty.

Nie sądzę, żeby zginęła. A u nas też wszystko w porządku.

Rate article
Fajna Tajna
Szwagierka uważa, że to my powinniśmy rozpieszczać jej dzieci