Siostra mojego męża uważa, że to my powinniśmy rozpieszczać jej dzieci.
Moja szwagierka ma zwyczaj mówić w sposób bardzo niejasny. Gdy rzuca: „Trzeba by zabrać dzieciaki na ten nowy film”, oznacza to, że mój mąż natychmiast ma ruszyć i zawieźć bratanków do kina. A jeśli mówi: „Taka piękna pogoda, a wy siedzicie w domu”, to jej sposób, byśmy zabrali jej dzieci do parku rozrywki. Oczywiście, na nasz koszt.
Ja nigdy nie łapię żadnych podtekstów. A gdy stają się zbyt oczywiste, udaję, że nic nie zrozumiałam. Jeśli chcesz o coś poprosić – mów wprost. Bez wygłupów. Mój mąż jednak zawsze błyskawicznie reaguje na to, czego chce jego siostra.
Kocha swoich bratanków. I, moim zdaniem, rozpieszcza ich za bardzo. Emocje Renaty są zrozumiałe, jej chęć, by dzieci miały różnorodne zajęcia – też. Ale uważam, że to obowiązek rodziców – organizować czas swoim dzieciom. Babcie, dziadkowie, wujkowie czy ciotki nie powinni tego robić.
Oczywiście, czasem można sprawić przyjemność cudzym dzieciom. W końcu to rodzina. Ale to nie jest obowiązek! Niedawno był imieninowy dzień naszego bratanka, Krzysia. Jego urodziny już minęły, więc podarowaliśmy całkiem niezły prezent. Ale Renata znów zaczęła swoje niedomówienia. Najwyraźniej uznała, że porządny rower to kiepski prezent. Choć kosztował nas niemało. Wpadła na pomysł, że chłopcu przydałby się weekend w Pradze. I oczywiście ona z nim, bo małe dziecko nie może podróżować samo.
W języku aluzji brzmiało to tak: „Krzysiu zawsze marzył, by zobaczyć Pragę”. Jasnym to się stało dopiero w dniu święta, gdy brat wręczył Renacie tort, a nie wycieczkę. Mnie nie było na uroczystości, pracowałam. Mąż poszedł sam. Podarował bratankowi poduszki układające się w jego imię. Długo szukaliśmy w internecie odpowiedniego prezentu na tę okazję. Zwykle w domu Krzysia takich rzeczy nie świętowano.
Z każdym rokiem oczekiwania Renaty rosną. Mnie to już mocno się znudziło. Mąż jednak zbyt kocha swoich bratanków – nie mogłam nic poradzić. Zawsze marzył o własnych dzieciach, ale jakoś nie wyszło. Skupił się więc na dzieciach siostry. Wystarczyło, że ona poprosiła, a one robiły słodkie minki i błagały śmiesznym głosem. A mąż natychmiast spełniał ich prośby. Ja to widziałam, on jednak nie wierzył, że jego siostra potrafiłaby tak wykorzystywać dzieci. Aż nagle zaszłam w ciążę.
Od razu powiedziałam mężowi. Wpadł w szał radości i niemal tańczył wokół mojego rosnącego brzucha. Gdy Renata znów poprosiła o wyjazd, mąż odmówił i oznajmił, że wkrótce będzie miał własne dziecko. Wtedy jego siostra się obraziła i kazała mu wyjść. Potem zadzwoniła do mnie i wpadła w furię. Pytała, jak śmiałam zajść w ciążę. Oskarżała, że zrobiłam to specjalnie, by jej dzieci cierpiały. Nie słuchałam tych krzyków i odłożyłam słuchawkę.
Później przyszli bratankowie z własnoręcznie zrobionymi kartkami. Napisali: „Wujku, prosimy, nie zostawiaj nas” oraz „Po co ci własne dzieci, skoro już nas masz?”. Zastali męża pod pracą. Ciekawe, kto podsunął im ten świetny pomysł. Raczej sami by na to nie wpadli. Nie wiem, kto mógł to zrobić. Ale Renata się przeliczyła – efekt był odwrotny od zamierzonego.
Mąż wrócił do domu z tymi kartkami i zaczął się chłostać za swoją głupotę.
— Jestem po prostu niesamowitym idiotą! „Wujku, zepsuła nam się kuchenka mikrofalowa, boimy się podgrzewać jedzenie po szkole, nie umiemy z gazem. A mamusia nie ma pieniędzy na nową, kup nam, prosimy” — zaczął przedrzeźniać dzieci. — Ona zawsze tak robiła! Podpuszczała je, a one błagały. A ja dawałem się nabierać. Co za dureń!
Mąż zmienił podejście z dnia na dzień. Dotąd pomagał Renacie, jak mógł, oddawał ostatnie złotówki, by bratankom było dobrze. Teraz usiadł i spisał wszystkie wydatki na dzieci siostry.
Renata była jednak tak bezczelna, że przyszła do nas pogadać.
— Skoro wkrótce będziecie mieć swoje dziecko, to może, braciszku, podarujesz nam coś ostatni raz? Już więcej nie przyjdę. Przydałby się samochód, by wozić dzieci — oświadczyła od progu.
Zamiast odpowiedzi, mąż wręczył jej swoje notatki i zażądał zwrotu wszystkich pieniędzy. Dał pół roku czasu. I wypchnął za drzwi.
— Idź już. Masz jeszcze czas, by znaleźć pracę — rzucił za nią.
Teraz koleżanki Renaty piszą do mnie po mediach społecznościowych. Oskarżają, że przez mnie dzieci są głodne i pozbawione męskiej opieki. Odprawiam ich kwitkiem. Renata i tak ma dobrze – mąż zrzekł się spadku po rodzicach, ona dostała wszystko, w tym mieszkanie. Były mąż też zostawił jej kawalerkę, by miała gdzie mieszkać z dziećmi. W rezultacie żyje w jednym, drugie wynajmuje, a jeszcze dostaje alimenty.
Nie sądzę, by zginęła. A u nas też wszystko w porządku.



