Szpitalna sala przytłacza i drażni. Anna zakrywa dłonie uszami, żeby nie słyszeć rozdzierającego płaczu niemowląt z sąsiedniej sali. Pragnie tylko jednego jak najszybciej stąd uciec i zapomnieć wszystko jak zły sen.
Aniu, dziecko, spójrz chociaż na nią! prosi starsza położna, ciocia Nina. Przecież to twoja kopia, jak dwie krople wody!
Nie! Nawet nie próbujcie mnie namawiać! Napisałam zrzeczenie? Napisałam! Czego jeszcze ode mnie chcecie? prawie płacze młoda dziewczyna. Nie mam gdzie z nią pójść! Wiecie, o czym mówię?!
Cicho, możesz przestraszyć dziecko. Jak to nie masz gdzie? Bezdomna jesteś? mruży oczy położna. Masz przecież mamę, ojca?
Tak. Mam starą matkę. Ona sama potrzebuje pomocy! Nie mogę wrócić na wieś z dzieckiem. Ludzie mnie wyśmieją.
To niech się śmieją na zdrowie! Będzie weselej uśmiecha się ciocia Nina. A tak na poważnie, ludzie pogadają i zapomną, a ty przez całe życie będziesz cierpieć. Tego się nie zapomina, że porzuciło się takie maleństwo.
Anna zakrywa twarz dłońmi i płacze. Nina Andrzejewna widzi, że jeszcze chwila i dziewczyna zmieni decyzję
Spójrz na nią! Nosek zupełnie jak twój, malutki, zadarty. A oczy od razu widać, będzie z niej niebieskooka piękność, jak mama.
Ale ja nawet nie mam pieluch. Nawet nie wiem, jak mam za co wrócić z nią do domu zaczyna mięknąć Anna.
To nie jest problem Pomożemy. Dostaniesz pieniądze z funduszu, wyprawkę dla dziecka też przygotujemy. Osobiście odprowadzę was na dworzec. No? Jak nazwiesz córeczkę?
Zosia
Przepiękne imię! Bardzo jej pasuje. Weź Zosię, nakarm, a ja zajrzę do was za chwilę.
Ciocia Nina z bijącym sercem podaje matce maleńką dziewczynkę. Anna ostrożnie, z nieśmiałością bierze ją w ramiona. Po policzkach młodej kobiety spływają łzy. Przytulając dziecko do siebie, rozumie, że nigdy jej nie zostawi.
No i jak? pyta lekarz. Wycofa podanie?
Tak, udało się! uśmiecha się położna przez łzy.
Już na peronie Anna czuje się, jakby przebudziła się z koszmaru. Kurczowo trzyma córkę, boi się, że ktoś może ją odebrać. Obok stoi Nina Andrzejewna, zgodnie z obietnicą żegna Annę i Zosię.
Dziękuję. Wstyd mi, że chciałam oddać córkę mówi Anna.
Naprawdę nie masz łatwo. Ale ciężkie czasy miną, a dziecka możesz już nigdy nie odzyskać Ja sama kiedyś popełniłam nieodwracalny błąd i do dziś cierpię mówi Nina Andrzejewna.
Jaki błąd? dziwi się dziewczyna. Myślałam, że pani to prawdziwie święta kobieta.
Miałam podobną sytuację do twojej. Tyle, że nie miałam matki, ani domu. Chciałam pozbyć się niechcianej ciąży. Lekarze mówili, że za późno, więc poszłam do znachorki. Pomogła, ale od tamtej pory nigdy nie mogłam mieć dzieci.
Jak to? Anna nie wierzy. Nie było już żadnej szansy?
Nie kręci głową kobieta. Mąż był dobry, ale kiedy się dowiedział, że nie będziemy mieli dzieci, odszedł Nina Andrzejewna nie wytrzymuje i zaczyna płakać.
Bardzo mi przykro Przez całe życie odbiera pani dzieci, pierwsza bierze je na ręce, a własnych nigdy pani nie miała.
Aniu, dbaj o Zosię. Zapamiętaj jeśli będzie ci bardzo ciężko, wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Obie się obejmują, jakby były najbliższą rodziną. Niedługo później nadjeżdża pociąg. Anna długo patrzy przez okno, machając położnej na pożegnanie. Nina Andrzejewna stoi samotnie na peronie, od czasu do czasu wyciera zdradzieckie łzy.
Podróż okazuje się długa i męcząca. Anna zbliża się do rodzinnego domu. W jednej ręce trzyma córkę, w drugiej wielką torbę z wyprawką od szpitala. Jak mama mnie przyjmie? Co powie? martwi się, nie wiedząc, jaka będzie reakcja matki.
Anka? To ty? wygląda zza furtki sąsiadka.
Ja. Ciociu Nadio, mama w domu?
Nie wiesz? dziwi się kobieta. Od pół roku już jej nie ma, zmarła.
Może to i lepiej, że Waleria nie dożyła takiego wstydu Twoje dziecko? wskazuje na Zosię.
Tak. Moje! Anna odpowiada z dumą.
Słaba wchodzi na podwórze. Chce się jej płakać i krzyczeć. Ale na rękach ma córkę. Nie może sobie pozwolić na łzy, najważniejsze jest teraz dziecko. Dam radę, córeczko, przecież już nie jestem sama. Jest nas dwie, poradzimy sobie! przytula maleńką.
***
Mija dziesięć lat. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Anna krząta się przy kuchni, a Zosia patrzy przez okno na zasypane śniegiem alejki w sadzie.
Mamo, a czemu ja nie mam babci? Moje koleżanki na każde święta jadą do babć i dziadków. Dostają fajne prezenty i zawsze są wyczekiwane mówi Zosia.
Niestety, naszej babci już dawno nie ma. Nawet nie zdążyła cię poznać smutno odpowiada matka.
A druga babcia?
Jaka druga? dopytuje Anna.
Przecież każde dziecko ma dwie babcie nie ustępuje dziewczynka.
Druga Wiesz co, właściwie mamy taką babcię! Może odwiedzimy ją na święta, zawieziemy jej ciasto? Pracuje w szpitalu, bardzo dobra kobieta, uśmiecha się Anna, wspominając Ninę Andrzejewną.
Co postanowione tak się dzieje. Następnego dnia Anna z córką jadą do miasta. W szpitalu Anna prosi o położną, Ninę Andrzejewną.
Już tu nie pracuje! informuje portierka. Odeszła na emeryturę przez zdrowie.
Jak to? Przyjechałyśmy z daleka, by się spotkać. Ma pani może jej adres lub numer?
Takich danych nie udzielamy. Kim pani jest dla Niny Andrzejewnej? surowo pyta starsza kobieta.
Szczerze mówiąc, jestem siostrzenicą kłamie Anna, mając świadomość, że obcoj osoba nie dostanie adresu. Byłam dawno u cioci, zapomniałam już dokładnie, gdzie mieszka. Proszę, zrobi pani wyjątek? prosi kobieta.
Bardzo chcemy zobaczyć babcię! prosi Zosia.
Dobrze, spróbuję coś wymyślić odpowiada portierka.
Kobieta po kilkunastu minutach wraca z niewielką karteczką z adresem, życzy powodzenia i prosi, by przekazać pozdrowienia Ninie Andrzejewnej.
Dziękujemy! Przekażemy na pewno! Anna promienieje.
Biorą taksówkę, jadą pod wskazany adres. Anna z bijącym sercem wspina się na trzecie piętro. Tylko nie spóźnić się myśli gorączkowo. Drzwi otwierają się niemal od razu. Na progu staje Nina Andrzejewna na szczęście w pełni zdrowia.
Dobry wieczór! uśmiecha się Anna.
Starsza kobieta wpatruje się w nią uważnie próbując sobie przypomnieć.
Anna?! pyta niemal szeptem.
Tak! A pani wcale się nie zmieniła! uśmiecha się Anna. To Zosia, pamięta pani?
Oczywiście, że pamiętam! śmieje się Nina Andrzejewna. No wchodźcie, dziewczynki moje.
Pół godziny później siedzą razem przy stole, rozmawiając o życiu. Mają sobie wiele do opowiedzenia.
Zosia bawi się kotem na kanapie i ogląda ulubione bajki.
Aniu, zostańcie u mnie. Jestem sama, a wy też same prosi starsza kobieta. Zosię zapiszemy do dobrej szkoły, ty znajdziesz pracę.
Sama nie wiem A co z moim domem? Szkoda go zostawić Może pani pojedzie do nas? Zrobimy gospodarkę, może kupimy krowę. U nas świeże powietrze, rzeka niedaleko, latem przepięknie, miasto się nie umywa przekonuje Anna.
Czemu nie? Zawsze marzyłam o ogródku, a o krowie nawet nie miałam śmiałości marzyć! śmieje się Nina Andrzejewna, w jej oczach znów pojawia się iskra i nadzieja.
Postanowione! Jedziemy razem! ucieszona Anna.
Babciu Nino, będziesz już z nami na zawsze? Zosia przytula starszą kobietę.
Tak. Zawsze marzyłam o takiej cudownej wnuczce!
Następnego dnia z ogromnymi walizkami wyjeżdżają do wsi. Każda z nich czuje szczęście na swój sposób. Anna jest spokojna nie jest już sama z córką, jest z nimi ktoś bliski. Nina Andrzejewna nie śmiała nawet marzyć, że na stare lata znajdzie rodzinę i zamieszka w pięknym, cudownym miejscu. A Zosia cieszy się, że teraz też ma ukochaną babcięJadą powoli przez ośnieżone pola, a wśród skrzypiącego śniegu i dźwięków gwiżdżącego wiatru w sercu każdej z nich rodzi się coś, czego nie znały dawno nadzieja.
Wieczorem, gdy dom już ogrzany, a kuchnię wypełnił słodki zapach ciasta, Nina Andrzejewna siada w bujanym fotelu. Zosia wdrapuje się jej na kolana, a Anna stawia przed nimi trzy kubki ciepłego kakao. Za oknem cichutko sypie śnieg świat jest biały, czysty jak nowy początek. Cisza przerywana jest tylko spokojnym oddechem kota i radosnym śmiechem dziecka.
Wiesz, Aniu mówi cicho Nina Andrzejewna. Czasem człowiek całe życie czeka na rodzinę, a ona przychodzi wtedy, gdy najmniej się spodziewa.
Anna uśmiecha się przez łzy: Lepiej późno niż wcale i ściska Ninę za dłoń.
Zosia przytula się mocniej, rozpromieniona:
Teraz to my jesteśmy prawdziwą rodziną, prawda?
Nina Andrzejewna przytakuje, patrząc na obie dziewczyny z dumą i wzruszeniem. Tego wieczoru, w małym domu na skraju wsi, wśród bliskich sercu osób, każda z nich poczuła, że zapomniała już, czym jest samotność. A pierwsza gwiazdka na niebie długo świeciła nad ich dachem, jakby specjalnie tylko dla nich.



