— Bogdan, nie chciałem ci tego mówić w dniu ślubu… Wiesz, że twoja nowo poślubiona żona ma córkę? — kolega z pracy zaskoczył mnie tą informacją w samochodzie.
— W jakim sensie? — nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę.
— Moja żona, widząc twoją Tanię na waszym ślubie, szepnęła mi do ucha: „Ciekawe, czy pan młody wie, że jego żona ma córkę w domu dziecka?” Wyobrażasz sobie? Małgorzata pracuje jako pielęgniarka na oddziale położniczym i pamięta Tanię przez charakterystyczne znamię na jej szyi. Powiedziała, że Tanina córka nazywa się Oliwia i nosi nazwisko swojej matki, Wasilewska. Było to jakieś pięć lat temu — kolega cały czas obserwował moją reakcję.
Siedziałem osłupiały za kierownicą. Co za wiadomość! Zdecydowałem, że sam muszę to wyjaśnić. Wolałbym nie wierzyć. Wiedziałem, że Tania nie jest młodziutką dziewczyną, ma 32 lata i miała swoje życie przed ślubem. Ale dlaczego porzucić własne dziecko? Jak można z tym żyć?
Dzięki swojej pozycji zawodowej szybko znalazłem dom dziecka, w którym wychowywała się Oliwia Wasilewska. Dyrektor przyprowadził do mnie radosną dziewczynkę z promiennym uśmiechem:
— Poznajcie naszą Oliwię Wasilewską. Ile masz lat, kochanie? Powiedz panu.
Dziewczynka miała widoczne zeza. Poczułem współczucie do tej małej. Zacząłem odczuwać więź z córką mojej ukochanej. Babcia zawsze powtarzała: „Dziecko, choćby krzywe, dla rodziców cudem”.
Oliwia śmiało podeszła bliżej:
— Cztery latka. Jesteś moim tatusiem?
Zamarłem. Co odpowiedzieć dziecku, które w każdym mężczyźnie widzi ojca?
— Oliwio, porozmawiamy sobie. Chciałabyś mieć mamę i tatę? — Zapytałem, choć to było naiwne pytanie. Chciałem zabrać tę urokliwą dziewczynkę do domu.
— Chcę! Zabierzesz mnie? — spytała Oliwia, patrząc na mnie przenikliwie.
— Zabiorę, ale trochę później. Czy poczekasz, króliczku? — Walczyłem z emocjami.
— Poczekam. Nie oszukasz mnie? — Oliwia stała się poważna.
— Nie oszukam. — pocałowałem ją w policzek.
Kiedy wróciłem do domu, opowiedziałem żonie o wszystkim.
— Taniu, nie obchodzi mnie, co było przed nami, ale Oliwię musimy jak najszybciej zabrać do domu. Adoptuję ją.
— A zapytałeś mnie, czy chcę tę dziewczynkę? Ona jest jeszcze zezowata! — Tania podniosła głos.
— To twoja córka! Zoperujemy jej oczy. Wszystko się ułoży. To cudowna dziewczynka! Od razu ją pokochasz — byłem zaskoczony postawą żony.
Ledwo przekonałem Tanię do adopcji Oliwii.
Czekałem rok, zanim zabraliśmy ją do domu. Często ją odwiedzałem i zbudowaliśmy więź. Tania nadal nie chciała mieć dziecka i zamierzała zatrzymać proces adopcji w połowie. Nalegałem, by go zakończyć.
W końcu nadszedł dzień, gdy Oliwia przekroczyła próg naszego mieszkania. Wszystko było dla niej nowe i fascynujące. Wkrótce podjęliśmy leczenie oka Oliwii. Trwało to półtora roku i całe szczęście nie wymagało operacji.
Oliwia coraz bardziej przypominała Tanię. Byłem szczęśliwy. Miałem dwie piękności w domu – żonę i córkę.
Przez prawie rok po przybyciu z domu dziecka Oliwia nie mogła się najeść. Często spała z paczką herbatników w ramionach. Tania była zirytowana, ja – zdziwiony. Próbowałem zbliżyć całą rodzinę, ale na próżno. Tania nie potrafiła pokochać własnej córki. W kółko mieliśmy kłótnie o Oliwię.
— Po co sprowadziłeś do domu tę dzikuskę? Nigdy nie będzie normalna! — zaczęła histeryzować żona.
Bardzo kochałem Tanię i nie wyobrażałem sobie życia bez niej. Moja mama kiedyś stwierdziła:
— Synu, to twoja rzecz, ale spotkałam Tanię z jakimś mężczyzną. Nic z tego nie wyjdzie. To przebiegła kobieta. Oszuka cię, nim się obejrzysz.
Gdy kochasz, nie widzisz przeszkód. Tania była moim ideałem. Rysa w związku pojawiła się z przybyciem Oliwii. To ona otworzyła mi oczy na prawdę o mojej rodzinie. Byłem zdumiony obojętnością żony.
Chciałem przestać kochać Tanię, ale nie mogłem. Kolega kiedyś doradził:
— Słuchaj stary, jeśli chcesz ochłodzić swoje uczucia do kobiety, weź miarkę krawiecką i zmierz ją. Taka ludowa mądrość.
— Żartujesz? — zapytałem z niedowierzaniem.
— Zmierz obwód biustu, talii, bioder. To wystarczy, by się odkochać — myślałem, że drwi.
Postanowiłem spróbować tego eksperymentu. Niczym nie ryzykuję.
— Taniu, podejdź, zmierzę cię — powiedziałem do żony.
Tania była zaskoczona:
— Czy mogę spodziewać się nowej sukienki?
— Tak — dokładnie mierzyłem jej biust, talię i biodra.
Eksperyment się skończył. Kochałem Tanię tak samo. Śmiałem się z rady kolegi.
Pewnego dnia Oliwia zachorowała. Przeziębiła się, miała gorączkę. Wchodziła za Tanią krok w krok, trzymając mocno swoją lalkę Małgosię. Ucieszyło mnie, że zamiast ciastek, Oliwia ma teraz lalkę. Uwielbiała lalkę przebierać, lecz teraz Małgosia była naga, co oznaczało, że jej właścicielka była chora. Tania nakrzyczała na Oliwię:
— Cisza wreszcie! Żadnego spokoju z tobą nie ma! Idź spać!
Oliwia tuliła lalkę i płakała. Nagle Tania wyrwała lalkę z rąk, wybiegła do okna, otworzyła je i z furią wyrzuciła zabawkę.
— Mamuniu, to moja ukochana lalka Małgosia! Zmarznie tam! Mogę po nią pobiec? — Oliwia rozpłakała się i pobiegła w stronę drzwi.
Od razu pobiegłem po lalkę. Windę, pech chciał, zepsuto. Zbiegłem z ósmego piętra. Lalka zawisła na gałęzi do góry nogami. Zgarnąłem ją, otrząsnąłem ze śniegu. Kropelki na twarzy lalki wyglądały jak łzy. Gdy wracałem po schodach, myślałem, że osiwieję.
Zachowanie Tani było niezrozumiałe. Wszedłem do pokoju Oliwii. Córka klęczała przy łóżku. Głowę miała na poduszce. Spała, łkając i drżąc we śnie. Ostrożnie ułożyłem ją, a obok położyłem lalkę.
Tania spokojnie siedziała w salonie i czytała magazyn, nie zważając na Oliwię. Moja miłość do niej zniknęła, rozmyła się. Uświadomiłem sobie, że Tania to piękna, ale pusta skorupa. Żona chyba to zrozumiała.
Rozwiedliśmy się. Oliwia została ze mną, a Tania nie miała nic przeciwko.
… Spotykając potem byłą żonę, rzuciła mi z cynizmem:
— Byłeś dla mnie, Bogdanie, jedynie trampoliną.
— Ech, Taniu! Masz oczy jak turkusy, ale duszę jak sadza — już wtedy mogłem to spokojnie powiedzieć.
Tania szybko wyszła za mąż za zamożnego biznesmena.
— Żal mi jej męża. Takiej kobiecie bycie matką jest niezalecane — stwierdziła moja mama.
Oliwia początkowo bardzo tęskniła za matką, chciała choć jej dotknąć.
Jednak moja nowa żona, Eliza, zdołała zdobyć serce Oliwii, rozgrzać je swoją czułością. Okazało się, że dziecko dwukrotnie zostało porzucone przez własną matkę. To dla mnie było niepojęte.
Eliza z ogromną miłością i cierpliwością traktuje Oliwię i naszego synka Stasia…



