Wychowanie męża
Byliśmy razem, Wera. Podczas tej ostatniej delegacji do Poznania. Wszystko wyszło… głupio.
Wypiliśmy po prezentacji i… Nie potrafiłem się powstrzymać, Wera…
I ty mi to tak po prostu mówisz? Weronika aż ochrypła z przerażenia. Tomek, właśnie przyznałeś się do zdrady?!
Nie dam już rady tego w sobie tłumić spuścił głowę mąż. Wera, wybacz mi, proszę… Obiecuję, że nigdy się to nie powtórzy! Naprawdę zrozumiałem, co zrobiłem…
Weronika ostrożnie odstawiła kieliszek na stół. Jej świat właśnie się zawalił…
***
Ten poranek zaczął się jak zwykle Weronika stała przy kuchence, mieszała owsiankę dla młodszego syna i jednocześnie próbowała zapleść warkoczyk siedmioletniej Zosi.
Mamo, ciągnie! zapiszczała Zosia, wiercąc głową.
Wybacz, skarbie, śpieszę się. Gdzie ten wasz tata?! Zaraz się spóźni do pracy!
Tomek wyszedł z łazienki, zapinając koszulę. Po wyrazie jego twarzy Weronika od razu wyczuła, że ma zły humor.
Jest kawa? zapytał, nawet na nią nie patrząc.
W kawiarce. Sam sobie nalej, mam zajęte ręce.
Nalał. Wypił na stojąco, gapiąc się przez okno na szary, blokowy dziedziniec, gdzie cieć z umiarkowanym zapałem zagarniał liście.
Ani buziaka na dzień dobry, ani jak się spało od kilku lat właściwie byli dla siebie jak współlokatorzy.
Weronika pracowała jako księgowa w dużej hurtowni, żoną Tomka była już od dekady.
Mieszkanie trzypokojowe, tyle że na kredyt hipoteczny, samochód świeżutki SUV. Dzieci zdrowe, można by się cieszyć życiem, ale…
Brakowało jej powietrza, brakowało męża tego dawnego, który potrafił w środku nocy pobiec po lody albo przytulić tak, że żebra chrupały.
Około drugiej po południu telefon zadrżał na stole.
Pójdziemy dziś do knajpy, dawno nigdzie nie byliśmy, coś zjedzmy? pisał Tomek. O dzieci się nie martw, gadane z Ewą, zabierze je na noc do siebie.
Weronika przeczytała wiadomość trzy razy. Serce niecnie zadrżało jak u nastolatki.
Słuchajcie tego, szepnęła. Czyżby coś zauważył?
Reszta dnia minęła jak we mgle. Nawet wyszła z pracy godzinę wcześniej, wpadła do domu, przetrząsała szafę w panice.
Stanęło na ciemnogranatowej, jedwabnej sukience, która ładnie podkreślała sylwetkę. Trochę więcej tuszu niż zwykle, odrobina perfum za uchem.
W lustrze zobaczyła kobietę, która jeszcze chce podobać się własnemu mężowi.
W restauracji było przytulnie świece, cicha muzyka na żywo. Weronika dotarła, gdy mąż już siedział przy stoliku. W garniturze, gładko ogolony.
Wstał, gdy podchodziła, i w jego oczach przemknęło coś jak zachwyt. Albo litość? Wtedy nie wiedziała.
Świetnie wyglądasz, Wera odezwał się, podsuwając jej krzesło.
Dziękuję. Jestem zaskoczona zaproszeniem, poważna okazja?
Nie, żadna. Po prostu zorientowałem się, że w ogóle ze sobą nie rozmawiamy. Jak sąsiedzi, bez żartów.
Coś w tym jest… westchnęła, sącząc wino. Praca, dzieci, ta cała codzienność, nie?
Tak, dokładnie Tomek kręcił w palcach nóż. Czuję się jak chomik na karuzeli i już nie pamiętam, po co gnam.
Rozmawiali długo. Wspominali ślub, szarą, wynajmowaną kawalerkę z kapiącym kranem i to, że wtedy byli szczęśliwi.
Śmiali się z pierwszego przewijania Zosi, po którym Tomasz prawie zemdlał.
Wieczór był magiczny. Weronika czuła, jak lód między nimi topnieje.
Musimy częściej się tak wyrwać, myślała. Po prostu jesteśmy zmęczeni…
Wracamy? zaproponował Tomek, gdy przynieśli rachunek. Skoczę jeszcze po wino po drodze. Posiedzimy spokojnie, bez dzieciarni.
W domu było aż dziwnie cicho bez dziecięcych wrzasków i porozrzucanych klocków mieszkanie wydawało się ogromne i puste.
Rozlokowali się w kuchni. Tomek rozlał wino do kieliszków. Atmosfera była ciepła, wręcz błoga, kiedy nagle…
Wera, musimy coś zmienić zaczął.
Zgadzam się, Tomku. Może wyjechalibyśmy gdzieś sami? Do Zakopanego, albo po prostu do SPA. Musimy wziąć oddech.
Jasne, trzeba. Ale to nie tylko o wypoczynek chodzi. Ostatnio własnego odbicia nie poznaję. Przestaliśmy się słuchać nawzajem.
Ty tylko z dziećmi, ja tylko praca. Gdy wracam, śpisz lub jesteś zła.
Nie mamy już bliskości. Nie tylko fizycznej, ale tej… w jednej sekundzie na tej samej fali.
Weronika zesztywniała:
Do czego zmierzasz? wyszeptała.
Do tego, że się… złamałem.
I wtedy opowiedział. O Poznaniu, o koleżance z pracy, o zdradzie.
Ona po prostu słuchała, Wera Tomek gadał szybko, chaotycznie, jakby bał się jej reakcji. W delegacjach często razem bywaliśmy.
Zawsze pytała, co u mnie tylko że szczerze, nie z obowiązku.
Nie żadne usprawiedliwienie. Jestem świnią, wiem. Walczyłem z tym, serio.
A tamtej nocy… Posiedzieliśmy trochę z ekipą, potem zostaliśmy sami w barze hotelowym…
Weronika milczała. Miała wrażenie, że w środku wybuchł jej granat, a odłamki ranią ją aż po same nerki.
Przepraszam cię, jeśli potrafisz kiedykolwiek wybaczyć ciągnął. Wstyd mi jak cholera. Przez te dwa tygodnie nie znajdowałem sobie miejsca.
Nie umiem z tym po prostu żyć, patrząc ci w oczy. Nie chcę was stracić. Ty i dzieci to cały mój świat. Jestem gotów na wszystko.
Na wszystko… powtórzyła beznamiętnie Weronika.
Tak. Już rozmawiałem z szefem. Poprosiłem o przeniesienie do innego działu, żeby nie stykać się z nią nawet na korytarzu. Staszek obiecał załatwić w miesiąc.
Złożyłem wniosek o urlop. Pojedźmy gdzieś. Jutro kupuję wycieczkę. Tylko my. Zacznijmy od nowa.
Tomek wyciągnął rękę, próbując nakryć jej dłoń swoją, ale Weronika szybko ją cofnęła.
Od nowa? pokrętnie się uśmiechnęła. Tomku, ty rozumiesz, co zrobiłeś?
To nie jest zwykła zdrada ty mnie złamałeś.
W pracy się cieszyłam z twojego smsa, sukienkę wybierałam… Myślałam, że walczysz o nas.
Kocham cię! prawie wykrzyczał. Dlatego właśnie mówię prawdę! Nie mogłem kłamać.
Gdybyś kochał nie poszedłbyś do łóżka z inną. Taka ona troskliwa, a ja tylko zła żona…
Nie to chciałem powiedzieć… zaczął się tłumaczyć Tomek.
Podszedł, próbując ją objąć.
Wera, proszę…
Nie dotykaj mnie! odepchnęła go. Mdli mnie na twój widok.
Uciekła do sypialni, zamknęła drzwi na klucz i padła na łóżko.
Płakała jak bóbr. Tomek długo łamał sobie paznokcie o drzwi, coś szeptał za nimi, przepraszał, a potem ucichł Weronika słyszała, jak układa się na kanapie w salonie.
***
Rano weszła do kuchni z zapuchniętą twarzą. Tomek wciąż spał na kanapie, ubrany jak był wczoraj wieczorem. Na stole stała zimna kawa.
Nie poszłam w nocy do Ewy z dziećmi tylko dlatego, że nie miałabym dokąd ich zabrać powiedziała beznamiętnie.
Wera…
Zamknij się, nie chcę słuchać o twoich uczuciach. Naprawdę mam to gdzieś.
Rozumiem.
Mówiłeś o urlopie. Gdzie chciałeś jechać?
Pomyślałem, żeby wybrać coś cichego. Żeby rozmawiać, chodzić, być razem.
W porządku odwróciła się do okna. Pojedziemy. Ale nie licz, że wróci wszystko, jak było. Jadę nie zacząć od nowa, tylko przekonać się, czy umiem jeszcze na ciebie patrzeć bez odrazy.
Tomek skinął, gotowy na wszystko.
Wszystko zarezerwuję. Dziś.
I jeszcze jedno Weronika odwróciła się na pięcie. Chcę kopię wniosku o przeniesienie z potwierdzeniem przyjęcia. I telefon… Od dziś bez PIN-u.
Jasne. Jak sobie życzysz.
Wyciągnął do niej telefon, ale tylko z niesmakiem pokręciła głową.
Później. Teraz idź do łazienki. Muszę zebrać myśli, zanim odbiorę dzieci od Ewy. Nie chcę, żeby nas tak widzieli.
Gdy drzwi od łazienki się zamknęły, Weronika opadła na krzesło. Chciała odejść, zostawić człowieka, którego jeszcze wczoraj kochała nad życie, ale nie mogła. Przynajmniej przez dzieci…
***
Dni do wyjazdu dłużyły się niemiłosiernie, rozmowy ograniczyły się do kwestii technicznych.
Kupiłeś bilety?
Tak, na sobotę.
Odbierz Zosię ze szkoły.
Okej.
Dzieci wyczuwały napięcie Zosia milkła, gdy rodzice byli razem, syn marudził mocniej niż zwykle.
Mamo, dlaczego tata śpi w salonie? zagadnęła pewnego wieczoru Zosia, leżąc w łóżku.
Weronika połknęła ślinę, poprawiając kołdrę.
Tata… dużo pracuje, kochanie. Plecy go bolą od biurka, na kanapie mu wygodniej.
Pokłóciliście się?
Jesteśmy zmęczeni, złotko. Wszystko będzie dobrze. Zaraz pojedziemy nad morze, pamiętasz?
Zosia skinęła głową, ale w jej oczach pozostała czujność. Dzieci nie da się oszukać.
***
W piątek, dzień przed wyjazdem, Tomek wrócił wcześniej z papierami.
Proszę położył dokument na stole. Zarządzenie o przeniesieniu. Po urlopie zaczynam w dziale analiz.
Zero delegacji. Ta pani z logistyki zostaje w innym budynku.
Weronika rzuciła okiem na pieczątkę.
Dobrze.
Wera… zawahał się w drzwiach. Cały czas o tym myślę. Co za drań ze mnie…
Wystarczy! przerwała ostro. Ty swój wybór zrobiłeś wtedy w Poznaniu. Teraz ja decyduję, czy w ogóle zostać.
Nie powiedziała mu, że wczoraj wieczorem, kiedy spał na swoim kanapowym wygnaniu, przejrzała jego telefon.
Czuła obrzydzenie, trzęsły jej się ręce, ale musiała mieć pewność. Wiadomości nie skasował w ostatnich było:
To koniec. Popełniłem ogromny błąd. Nie pisz więcej i nie podchodź.
I jej odpowiedź: No to trudno. Powodzenia!
Lżej jej nie było, ale coś głęboko w niej zadrgało. Przynajmniej w tej sprawie nie kłamał.
***
Sobotni poranek powitał ich uroczą mżawką. Ładowali walizki do bagażnika w zupełnym milczeniu.
Tomek aż teatralnie dbały: podawał rękę, sprawdzał okna, na stacji kupił Weronice ulubioną kawę zbożową. Co tylko pogarszało sytuację.
Na lotnisku, w hali odlotów, usiadł koło niej, podczas gdy dzieciakami zajęło się oglądanie samolotów za szybą.
Wiesz… odezwał się powściągliwie, patrząc na te same samoloty. Wczoraj przypomniał mi się nasz pierwszy urlop pod namiotami, pamiętasz, jak odfrunął z całym sprzętem?
Weronika niechcący się uśmiechnęła.
Jasne. Ty całą noc trzymałeś śledzie, a ja spałam pod peleryną.
Myślałem wtedy, że nie ma lepszej kobiety na świecie. I dalej myślę, Wera. Tylko gdzieś się zaplątałem…
My oboje się pogubiliśmy, Tomku pierwszy raz od tygodnia spojrzała mu w oczy.
Ujął jej rękę. Tym razem jej nie cofnęła, ale i nie uścisnęła była po prostu zagubiona.
Jest duża szansa, że mu wybaczy. Przynajmniej dlatego, żeby dzieci nie robić krzywdy rozwodem.
Ale zanim wybaczy da mu trochę popamiętać. Żeby czasem nie przyszło mu nawet pomyśleć o innej.
W końcu urlop to idealny moment na resocjalizację męża…



