Szklanka mleka
Niełatwo jest nie tylko ludziom, którzy nie mają nic, ale również tym, którzy się nimi opiekują. Ewa Chmielewska już dawno to pojęła od ośmiu lat pracuje w opiece społecznej. Przez ten czas schudła, zrobiła się nerwowa, nauczyła się ironii, a gdy ktoś mówił coś niepochlebnego o jej pracy, natychmiast patrzyła spod rudych grzywek swoimi przenikliwymi zielonymi oczami, by od razu zniechęcić każdego ciekawskiego do dalszych pytań. Albo od razu potrafiła się obrazić, choć nie wiadomo dlaczego i po co. Z tego powodu mówiono czasem na nią Ewa Chmura.
Przez te wszystkie lata Ewa kupowała żywność dla swoich podopiecznych, sprzątała u nich, a z każdym umiała się dogadać. Tylko raz doszło do konfliktu, gdy samotny starszy pan wręczył jej czekoladę. Pracownikom opieki społecznej nie wolno przyjmować upominków, sama nigdy żadnych prezentów nie brała, ale wtedy się ugięła, bo trudno było odmówić z grzeczności. Przyniosła czekoladę do domu, ale nawet nie mogła jej ułamać stanęłaby jej w gardle. Oddała więc czekoladę sąsiadowi, chłopakowi Grzesiowi, a następny raz już powiedziała twardo: nie przyjmuję. Dziadek poskarżył się Urzędowi Pracy i Pomocy Społecznej mówi, że teraz pracownice takie wymagające, czekolada im nie wystarcza, koperty z pieniędzmi czekają Ewę chciano zwolnić, ale nawet się nie broniła: No to zwolnijcie, nie będę płakać. Ja też człowiek, a nie wycieraczka! Ale jej nie wyrzucono podopieczni wstawili się za nią. Jedną z tych osób była Ania Głowacka. Ewa już wcześniej lubiła Anię, ale po tamtym incydencie poczuła się jej jak rodzona siostra bo własnej nigdy nie miała.
Los tak samo ich doświadczył obie wcześnie straciły rodziców. Ania od dzieciństwa jest osobą z niepełnosprawnością, a Ewa zdrowa, choć duszę miała poranioną i wrażliwą, wiecznie zapłakaną nawet Ania do końca nie rozumiała przyjaciółki. Łączyło ich także to, że żadna nie doczekała się dzieci. Dla Ewy ten temat od lat był zamknięty, Ania nadal o tym walczyła. Nawet strofowała Ewę, gdy ta popadała w melancholię. Zuchwalejsza, odkąd zaczęła uczęszczać na próby do studia przy Miejskim Ośrodku Rehabilitacyjnym, gdzie przygotowywano się do koncertu. Ania na początku nie chciała występować, tym bardziej że ksiądz Tomasz odwodził ją od tego często odwiedzał ją w święta z modlitwą i upominkami i chwalił jej hafty, sądząc, że to najwłaściwsza pasja. Chociaż ani palce Ani nie były zbyt zgrabne, to uporu jej nie brakowało. Najpierw wyhaftowała serwetki, chustki, a w końcu sukienkę z lnu w kwiatowe wzory półtonami, ozdobiła czerwoną ornamentyką i fantastycznymi zielonymi ptakami. Wyszło tak pięknie, że sukienkę zawieziono na wojewódzki przegląd sztuki ludowej zdobyła tam pierwsze miejsce. Ostatniego dnia wystawy sukienkę nawet sprzedano. Oczywiście za zgodą Ani. Kiedy wręczono jej sporą sumę, Ania zadzwoniła do Ewy i się popłakała, bo nigdy wcześniej nie zarobiła żadnych pieniędzy i nie wiedziała, co z nimi zrobić.
Nie martw się coś wymyślimy zaśmiała się Ewa, potem spoważniała. Kupimy kolejne sukienki do haftowania, będziesz miała pracę na dwa lata. Bo ostatnio ci głupoty do głowy przychodzą.
Ania nie odpowiedziała, chociaż zrobiło jej się przykro. Tym bardziej że ostatnio coraz poważniej marzyła o mężu. Obejrzała niejeden film i dobrze wiedziała, co dzieje się między zakochanymi ale w jej sytuacji pozostawało tylko zazdrościć.
Po sukcesie na wystawie zadzwonili do Ani z ośrodka, proponując jej udział w zajęciach tanecznych, by przygotować numer w duecie.
To niemożliwe, kto to widział! zdziwiła się Ania i rozłączyła, uznając, że ktoś sobie z niej żartuje.
Zadzwonili ponownie i przekonali ją, by spróbowała.
A nuż się uda! zachęcał kobiecy, szorstki głos. Jesteś laureatką, czas powiększyć horyzonty! Dogadaliśmy się z opieką społeczną, będziesz miała wsparcie i dowóz.
Z kim będę tańczyć?
Z kimś w twojej sytuacji Nasz kraj nie zostawia nikogo samego! U nas każdy znajduje dla siebie pasję mówiła kobieta z takim naciskiem, że nie sposób było przerwać.
Spróbuję westchnęła tylko Ania.
To świetnie! Zadzwonię jutro. Jestem Małgorzata Józefowicz, prowadzę studio. Przygotuj się po południu na pierwszą próbę, przyjedzie po ciebie specjalny autobus.
I rzeczywiście, nazajutrz zjawił się posępny kierowca z siwymi wąsami, wygolony jak rekrut, i odebrał Anię specjalnie bez czapki, by nie zepsuć jasnej fryzury ułożonej przez Ewę. W autobusie czekał już mężczyzna na wózku miał na imię Aleksy. Bardzo się speszyła, dotykając jego dłoni; nawet nie sądziła, że tak miłe jest poczuć czyjąś silną rękę.
Przy wejściu do ośrodka i sali prób kierowca z Ewą pomogli Ani, za to Aleksy doskonale radził sobie sam.
Na pierwszej próbie nic nie wychodziło. Pociły się oboje, czerwienili, słuchając wskazówek choreografki i starali się krążyć w rytm. Jak to trudne! Nawet najprostsze ruchy sprawiały kłopot, wstyd było stać tak nieporadnie przed wysoką, smukłą instruktorką, ruchliwą jak ważka, a także przy Aleksem i drobnej, energicznej Małgorzacie Józefowicz. A to był tylko początek. Potem miesiącami, dwa razy w tygodniu, Ania przychodziła na próby a Ewa ani na chwilę nie zostawiała jej samej.
Całą jesień i zimę Głowacka chodziła do studia tańca, nawet hafty odłożyła w kąt bez tych zajęć nie umiała już żyć, traktowała spotkania jak ulubioną pracę.
Dziś znów się zbiera i czeka na Ewę. Ta przychodzi ponura i cicha, jakby udział w próbach stał się dla niej ciężarem. Ania nie wytrzymuje:
Czemu jesteś taka zdołowana?
Wcale nie jestem! stara się bronić Ewa.
Ania widząc jej nastrój, zmienia temat:
No właśnie! Mamy dopiero po czterdziestce możemy jeszcze założyć rodziny!
Ty ciągle o tym Mnie już wystarczy. Siedem lat byłam z mężem, zostawił mnie i dobrze zrobił nie winię go. Na karę wyszło, bo dawniej za chłopakami jak piesek chodziłam. Żal mi tylko, że rodzice wnuków się nie doczekali
Było minęło. Ja na twoim miejscu ze sto razy bym wyszła za mąż!
Znowu będę tego słuchać?
Przecież w naszych czasach dziecko można mieć nawet bez męża.
Ale na to potrzeba sporo pieniędzy! Myślisz, ile zarabiam?
Ale w telewizji mówili, że te zabiegi będą już darmowe.
Pogadamy o tym później W czym jedziesz na próbę?
Nawet mnie nie wysłuchasz W różowym sweterku i szarej spódnicy!
Chociaż raz załóż tę koncertową suknię, po to ją szyłaś! Długa jest, trzeba się przyzwyczaić.
Przyzwyczaję się na generalnej, a teraz mogłabym w autobusie ją ubrudzić!
W przeddzień generalnej próby ćwiczyły dłużej niż zwykle. Po powrocie Ewa zawiozła Anię do mieszkania, rozebrała, posadziła na stołku w łazience i choć padnięta pomagała się wykąpać, podczas gdy Ania nie zamykała buzi z radości.
Potem narzuciła Ani szlafrok, przemieściła do kuchni i posadziła przy stole. Zaparzyła herbatę, nalała do kubków, przysunęła cukierki i ciastka. Ale Ania nie sięgnęła nawet po słodkości, nagle zapytała:
A jak ty miałaś po raz pierwszy?
Co?
No z mężczyzną zawstydziła się Ania.
Nie pamiętam
Przestań, długo byłaś zamężna, a teraz znowu ktoś cię odwiedza.
Odwiedzał. Po rozwodzie dwa miesiące przychodził, potem znalazł młodszą. Nie ma czego zazdrościć! prychnęła Ewa.
A mnie się podoba Aleksy, niespodziewanie zwierzyła się Ania. Tak na mnie patrzy!
Brunetom blondynki się podobają, szkoda gadania! Tylko rozdzierasz sobie serce.
Ale jak to jest?
Żadnych takich pytań. Pij herbatę i idź na łóżko, odpocznij, wyglądasz blado.
Ania zamilkła, a Ewa zrozumiała, że zaraziła się tym właśnie, czym odradzała jej ostatnimi czasy. Teraz będzie się tego trzymać. Więc, pospiesznie umywszy naczynia, Ewa już szykowała się do wyjścia i z progu przypomniała:
Zamknę drzwi, jutro przyjadę w południe. Co przynieść do jedzenia?
Wiesz dobrze burknęła Ania i zamknęła oczy.
Wyśpij się, jutro generalka!
Ania nie odpowiedziała.
A te tańce mogą doprowadzić człowieka do szału! mruknęła Ewa pod nosem i ugryzła się w język.
Na dworze pomyślała inaczej: Trzeba jej kogoś znaleźć. Tylko się wydaje, że oni tacy bezradni… Popatrz, jak mi z wyrzutem wypomniała tego chłopa! Po co jej opowiadałam!
Po wyjściu Ewy Ania pożałowała, że tak ostro ją potraktowała. Ale ona również nawet wysłuchać nie mogła. A komu teraz opowiem, co mnie boli? Szkoda, że nie umiem pisać wierszy, bo bym ułożyła coś z serca! marzyła Ania, zarazem czując łzy w oczach i tępy ból w piersi. Odpędzała myśli o Aleksym, ale on sam nasuwał się w pamięci krótko ostrzyżone krucze włosy i głębokie, brązowe oczy, w których można się utopić. I jego silne, zdecydowane dłonie. Najpierw bardzo bała się, kręcąc na parkiecie, ale szybko zorientowała się, że z Aleksem nic jej nie grozi. To dawało jej pewność siebie, pochwały sypały się coraz częściej. Dzielna jesteś! mówiła choreografka jak do uczennicy i Ani się to bardzo podobało.
Czuła, że coraz lepiej jej idzie. Do Aleksego, Ewy i nawet śmiesznego elektryka w pomarańczowym kombinezonie wszystkich już się przyzwyczaiła.
Na myśl o jutrzejszej generalnej próbie zagłębiona w myślach Ania zaczęła się denerwować czy się uda? Ale bardziej bała się tego, co będzie po koncercie. Czy kiedykolwiek będzie mogła spotkać się z Aleksem naprawdę? Czy kiedykolwiek pójdzie z nim na randkę, zaprosi go do siebie żeby sąsiedzi widzieli, że ma mężczyznę? Czy zostanie jej tylko radość z prób? Musi się postarać, by wszystko wyszło, by zapraszano ją na kolejne występy.
Rano Ania rozłożyła na kanapie koncertową suknię, sprawdziła szwy czy gdzieś nic się nie spruło? Ciemnobordowa z połyskującymi kryształkami, śliska i elegancka Aż wyobrażała sobie, jak będzie w niej wyglądać Co potem się stanie, bała się pomyśleć. Najważniejsze: słuchać muzyki i obserwować Aleksego, by nie popełnić błędu żeby nikt nie powiedział: No cóż, czego się po niej spodziewać
Byłaby tak pogrążona w marzeniach długo, ale szczęk klucza wyrwał ją z zamyślenia.
I co, gwiazdo, gotowa do generalnej? zapytała sucho Ewa.
Chyba tak… tylko się denerwuję!
To dobrze, znaczy, że żyjesz. Chodź, powoli się zbieramy.
Szykowały się długo, prosząc marudnego kierowcę, żeby podjechał wcześniej, bo Ania chciała się na miejscu jako pierwsza przebrać w suknię i oswoić z nią. I choć bez niej już się wstydziła, na miejscu zdawało jej się, że wszyscy patrzą tylko na nią i Aleksego w czarnym garniturze i z muchą a obok niego stała jakaś kobieta.
Za kulisami, przygotowując się do wejścia na scenę, Aleksy podjechał do Ani, pocałował ją w policzek i szepnął:
Spokojnie, wszystko będzie dobrze!
Ania tylko skinęła, serce biło jej mocniej policzek po pocałunku płonął tak, że miała ochotę przyłożyć do niego dłoń. Trochę zamknęła oczy, a wtedy poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Kiedy je otworzyła, zobaczyła obok siebie towarzyszkę Aleksego, wspierającą się na lasce.
Proszę się nie denerwować, wszystko się uda! szepnęła kobieta.
Pani to kto? wyszeptała Ania, przestraszona, przeczuwając coś złego.
I wtedy Aleksy, jakby czytał jej myśli, powiedział:
Pani Anno, proszę poznać… to moja żona, Zuzanna.
Ania skłoniła głowę i zobaczyła na palcu Aleksego obrączkę wcześniej jej nie miał! Od tych słów i od tego pierścionka wszystko w niej się zawaliło wszystkie marzenia zniknęły, jakby to w ogóle nie była ona i nie była o niej ta historia. Zabrakło jej powietrza i głowa nagle odpłynęła
Kiedy ją ocucili, rozejrzała się i ponownie zemdlała.
Co z Głowacką? przerażona i rozgniewana szorstko zapytała Małgorzata Józefowicz, zawsze opiekuńcza, ale teraz nawet bardziej przypominała wysuszony strąk.
Do domu trzeba ją zabrać stwierdziła Ewa. Wypaliła się, sama pani widzi.
Zamiast do domu na scenę! Pół roku nad tym pracowaliśmy, nie będę zmieniać planu!
Czy przez te słowa, czy sama z siebie, Ania otworzyła oczy, ale odwracała wzrok, nie odpowiadała na żadne pytania. W milczeniu wracała autobusem do domu, a pod blokiem szturchnęła Ewę:
A gdzie Aleksy?
Został na próbie, będzie grał swój dawny numer. Ty się rozpłynęłaś jak panna z puchu. Nie przejmuj się wyjdzie ci to na dobre! Ma rację miał ksiądz Tomasz! rzucała Ewa, nawet nie starając się być delikatna.
Ania się na nią obraziła.
Kiedy kierowca pomógł Ewie przenieść Anię z wózka na łóżko, została w sukni, padła na miękką pościel.
Koniec wyjazdów? zapytał kierowca po raz pierwszy z uśmiechem.
Koniec. Dziękujemy, do widzenia! przegoniła go Ewa, siadając obok Ani. Powiesz w końcu, co się stało?
Odpowiedź przyszła dopiero po łzach:
Aleksy jest żonaty
Ewa uśmiechnęła się gorzko, sądząc, że wydarzyło się coś groźnego.
Narobiłaś sobie nadziei, a tu
Zostaw mnie! Odejdź, nigdy już nie przychodź. Sama sobie poradzę. Jesteś okropna, Chmura!
Gdyby chociaż powiedziała to złym tonem, może byłoby łatwiej, ale głos Ani był cichy, dziecinny. Ewa nie mogła się obrazić, ale nie da się wyłączyć uczuć. Przez tyle lat dobrze Anię poznała i rozumiała, jak bardzo ją tamte słowa dotknęły. Miała do siebie żal, że teraz stała się dla Ani obca, bo nikt nie zajmie się nią tak, jak ona. Inne opiekunki zrobią zakupy, posprzątają i znikną. A Ewa przychodziła nawet w weekendy, gotowała, prała, oglądała z Anią filmy, czasem nocowała. A teraz usłyszała, że jest zła i najbardziej bolało, że nazwano ją Chmurą.
Dziękuję, Ania Głowacka! westchnęła Ewa, ubierając się spokojnie, ale w drodze do domu nogi jej drżały. Jutro poproszę, żeby mnie od niej odciągnęli albo całkiem odejdę z opieki społecznej. Może do przedszkola wrócę kiedyś byłam tam wychowawczynią, a nikt nie nazywał mnie Chmurą!
W domu chciała robić kolację, ale nie miała siły napiła się tylko herbaty z ciastkiem, leżała na kanapie. W końcu, przysypiając, pomyślała o Ani: Niech sama pobędzie dzień, dwa! Od razu zmieni zdanie. Przecież się rozpieszczała wszystko wokół niej!
Ewa zasnęła naprawdę, ale w nocy obudził ją telefon. Dzwonił ksiądz Tomasz. Głos miał niespokojny, bo za oknem panowała już ciemność.
Pani Ewo, proszę natychmiast przyjechać do Anii, trzeba ją zawieźć do szpitala
Słów tych aż zabrakło tchu zapomniała zamknąć Anię na noc. Coś się musiało stać. Nie pamiętając jak, ubrała się, pognała na ulicę, a mijając karetkę, pomyślała, czy to czasem nie ją wiozą. Przy klatce schodowej zobaczyła radiowóz, księdza i kilka sąsiadek.
Co z Anią? zapytała Ewę ksiądz Tomasz.
Chyba zatrucie… Przed chwilą dzwoniła, bardzo źle się czuła i błagała, żebym przyjechał. Nic nie powiedziała. Kiedy wszedłem, była nieprzytomna na podłodze, a przy niej rozsypane tabletki Zadzwoniłem po karetkę i policję.
Podszedł do nich umundurowany policjant.
Kto pani jest dla poszkodowanej?
Opiekunką… Społeczną, odwiedzam ją regularnie.
Myślała o odebraniu sobie życia!
Niemożliwe, ona jak anioł żyje!
Widocznie ktoś do tego doprowadził. Sprawdzimy. Ma pani klucze?
Mam…
Proszę wejść, trzeba wyłączyć wszystkie urządzenia i zamknąć drzwi, ja je zaplombuję. Potem pojedzie pani na komisariat złożyć wyjaśnienia.
Ale po co Byłam u niej godzinę temu wszystko było w porządku.
Najwyraźniej nie było. Porównamy wyjaśnienia, jeśli przeżyje.
Jak pan może!—
W mieszkaniu, w obecności sąsiadek, wykonała wszystkie polecenia policjanta.
Lodówkę też wyłączcie polecił.
Przecież jedzenie się zepsuje! zdziwiła się.
Wynieście na balkon.
Gdy wynosiła produkty, zauważyła telefon.
Przynajmniej komórkę jej zawiozę do szpitala!
Wszystko zostaje na miejscu!
Ewa zrobiła, jak polecił policjant. Kiedy drzwi zostały zaplombowane, podziękowała jeszcze księdzu i ruszyła na komisariat opisać wszystko szczegółowo. Policjant na koniec z uśmiechem powiedział:
To z powodu zawodu miłosnego wszystko?
A co innego? Przepraszam bardzo!
W takim razie idźcie do domu.
Nie poszła wzięła taksówkę do szpitala. W izbie przyjęć spytała tylko o Annę Głowacką.
Ta z zatruciem? Jest na intensywnej terapii, przytomność odzyskała.
Och, całe szczęście! Mogę wejść?
No wie pani, prędzej za trzy dni, jak przeniosą na zwykłą salę. Teraz i tak wszystko zamknięte przez grypę. Kim pani jest siostrą?
Przyjaciółką…
A to dobrze, bo myśleliśmy, że nie ma rodziny odburknęła pielęgniarka.
Wózek można jej przywieźć? Jest osobą niepełnosprawną!
Szpital wszystko ma, proszę nie żartować. Oto nasz numer proszę dzwonić, przy wypisie się umówicie.
Wróciła do domu spokojniejsza, lecz czuła w środku pustkę i samotność. Wieczorem wpatrywała się w telefon cisza. Ledwo zmusiła się do snu. Rano w pracy zgłosiła sytuację i poprosiła, by nie przekazywano podopiecznej innemu opiekunowi.
Nadal jesteś za nią odpowiedzialna, nie martw się, zapewniła kierowniczka, chyba już wszystko wiedząc.
Dni mijały, Ewa codziennie dzwoniła do szpitala bez odpowiedzi od Ani. Czwartego dnia zadzwoniła pielęgniarka.
Mówi pani Chmielewska?
Tak
Ja z oddziału. Ania prosiła, żeby pani przyjechała. Do niej wejść nie wolno, ale pod oknem może pani postać. Leży na drugim piętrze, trzecie okno od lewej. O trzynastej będzie czekała.
Dziękuję! Coś można jej przekazać?
Nic, grypa, kwarantanna.
Nawet kwiatów nie? Przecież było ósmego marca!
Nic i basta! odcięła pielęgniarka.
Po załatwieniu spraw u podopiecznych Ewa pobiegła do szpitala. Stanęła pod wskazanym oknem, długo nikogo nie było. Już chciała rzucić śnieżką, ale w końcu pojawiła się Ania blada, wychudzona, oczy lśniły szczęściem. Uśmiechała się i próbowała coś powiedzieć przez szybę, niewiele było słychać, więc w końcu pokazała kartkę: PRZEPRASZAM. Ewa zamachała, zmarszczyła brwi, ale ucieszyła się bez opamiętania, że Ania przestała się gniewać. Kiedy Ania dała znać, że czas wracać, Ewa pomachała jeszcze i ruszyła z uśmiechem przez ulice.
Podążając rozmokłym odwilżowym chodnikiem, nagle poczuła, jak wszystko wokół tonie w słońcu i zabytkowa kamienica, i witryny sklepowe, i drzewka na skwerku. Nad złocistą kopułą kościoła świeciło nowe, prawdziwe, polskie słońce. Ewa zapatrzyła się w to światło i zrozumiała, że nadeszła prawdziwa wiosna, a wszystko co najgorsze, zostało za nią wraz z tęgą, zbyt długą zimą. To wzruszenie pozwoliło jej inaczej popatrzeć na to, co przeżyła i w końcu ostatecznie pożegnać wszelkie troski ostatnich dni. Nie mam się już czym martwić! pomyślała i łzy szczęścia same popłynęły, a za moment wspomniała przyjaciółkę, pociągnęła nosem i mruknęła do siebie: Jaka ta Anka jest czupurna prawdziwa koza!



