Szczęśliwa czy po prostu naiwna?

**SZCZĘŚLIWA CZY TYLKO GŁUPA?**

Iwonę, cichą, niepozorną dziewczynę, przyjaciółki nazywały tylko „szczęściarą-głupią”. Jak to możliwe? Zaraz zrozumiecie.

Nie skończyła jeszcze dwudziestu lat, gdy koleżanka zaprosiła ją na wakacje do Darłowa. Morze, słońce, darmowy nocleg – jechały do rodziny tejże przyjaciółki. Tam Iwa poznała Marka – przystojnego podpułkownika, który wynajmował pokój obok. Mężczyzna z wojskową przeszłością, który przeszedł Afganistan, teraz pracował w komisariacie. Czuć w nim było siłę, twardość, pewność siebie. I jeszcze… ból. Iwona zrozumiała to, gdy zobaczyła na jego plecach stary, straszny bliznę. Głupio spytała:
— To stamtąd?
Marek tylko wzruszył ramionami i zanurkował. Nie lubił o tym mówić.

Iwona zakochała się do szaleństwa. Oddała mu się od razu, gdy tylko zapragnął. A on, uśmiechając się lekko, rzucił:
— No to teraz trzeba się żenić.
Nie zraziło jej, że nie padło słowo „kocham”. Wydawało jej się – oto jest, prawdziwe szczęście.

Marek był starszy o 17 lat i przejął kontrolę nad wszystkim: ślub bez sukni i limuzyn, tylko urząd stanu cywilnego w jego mieście. Mówił, że są już za starzy na takie zabawy. A poza tym… on to już miał za sobą. Był wdowcem z ośmioletnią córką.

Dla Iwony to był cios, ale uznała – miłość ważniejsza. Została. Dziewczynka, Zosia, była zaniedbana i nikomu niepotrzebna, tułała się między babciami. Najpierw Iwona ją tylko żałowała, aż pewnego dnia usłyszała z podwórka:
— Mamo! — i o mało nie rozpłakała się. I adoptowała Zosię.

Iwona miała za sobą tylko kurs fryzjerski. Chciała iść na studia – Marek ucinał:
— Znajdź salon i idź na macierzyński. Chcę syna.
Ale ciąża nie przychodziła. A może nie w niej tkwił problem.

A potem uderzenie: jego podwładny wpadł na łapówce i choć Marek nie miał z tym nic wspólnego, w wojskowej hierarchii – zawsze winny jest przełożony. Musiał odejść „ze względów zdrowotnych”. Emerytura była niezła, ale mężczyzna się załamał. Zamknął się w domu, przestał zarabiać, codziennie – kumple i butelki. Po roku, dwóch Iwona zrozumiała: mąż stał się cieniem siebie. Nie pracował, nie pomagał, nawet jedzenia nie kupował, z lodówki jadł tylko to, co lubił.

Gdy nadeszło lato, Iwona z Zosią wyjechały do Darłowa. W dwa tygodnie wszystko stało się jasne: trzeba odejść.
— Przecież jesteś moją mamą — powiedziała Zosia.
Iwona skinęła głową.

Marek urządził scenę:
— To ci Zosię na kark zawieszę!
Gdy usłyszał, że decyzja zapadła, splunął:
— Głupia jesteś, Iwona.

Wróciła do rodzinnego miasta, do rodziców. Oczywiście, marzyli o wnukach z krwi, ale Zosię przyjęli. Dziewczynka poszła do szkoły, Iwona znów zaczęła strzyc ludzi. Pewnego dnia przyszedł mężczyzna z siwizną – miły, uprzejmy. Zostawił napiwek, a wieczorem – bukiet. Nazywał się Tomek. Był starszy o 10 lat, po rozwodzie, mieszkał w swoim domu, prowadził małą, ale stabilną firmę budowlaną.

Z nim było ciepło. Mówił, że ją kocha. Iwona pomyślała: ile można szukać szczęścia? Oto jest. Pobrali się. Koleżanki zazdrościły:
— Gdybyś nie wzięła córki byłego męża, nie byłabyś głupia.

Iwona trochę smuciła się: Bóg nie dał jej dzieci. Ale życie przygotowało nowy zwrot. Tomek miał młodszą siostrę – problemową. Urodziła dwie dziewczynki, żyła nieodpowiedzialnie, piła. Teraz odbierano jej prawa rodzicielskie. Opieka społeczna już się nimi interesowała.

Tomek wahał się:
— To oczywiście nie twój obowiązek…
Wtedy Iwona wyobraziła sobie: dziewczynki w łódce, a wszyscy je odpychają. Matka, ojcowie, wujek. I co, ona też?

— Bierzemy — powiedziała stanowczo. — Wiesz przecież, Zosia nie jest moja rodzona. A wyrosła już – idzie do technikum.
Mąż mocno ją przytulił i długo tak siedzieli, w ciszy. Dwoje, którym słowa już nie były potrzebne.

Czy Iwona jest szczęściarą? Bez wątpienia! Pierwszy mąż – oficer, przystojniak. Było uczucie, było doświadczenie. Rozstali się – tak, ale bez wspólnych dzieci. Druga próba – udana: mąż dobry, dom jest, stabilność. Zazdrość koleżanek zrozumiała.

A czy głupia? Adoptowała dziewczynkę, wzięła na siebie siostrzenice męża. Wie, że to będą troski, wydatki, łzy, nieprzespane noce. Ale nie rezygnuje. Bo jej serce nie wybiera łatwych dróg.

…Zasypiając na ramieniu męża, Iwona myślała, jak będzie pleść dziewczynkom warkocze, dobierać sukienki, czytać bajki na dobranoc. W ich domu będzie śmiech, zapach obiadu, balony na święta i huśtawki w parku. Zosia już prawie dorosła – bardziej przyjaciółka niż córka. A te maluchy jeszcze długo będą blisko. I to jest szczęście. Iwona się go nie bała. I dlatego – nie była głupia. Tylko naprawdę szczęśliwą kobietą.

Rate article
Fajna Tajna
Szczęśliwa czy po prostu naiwna?