Szczęście, gdy za plecami jest rodzina
Wojsko uczyniło Jakuba jeszcze silniejszym, niż był przed służbą. Najmłodszy z czterech braci, wydawało się, że zebrał w sobie najlepsze cechy wszystkich. Wysoki, prawie dwa metry, barczysty, z jasnymi włosami i niebieskimi oczami, które patrzyły na świat życzliwie. Zawsze gotów pomóc, a siły nie brakowało mu od Boga.
Minęły zaledwie trzy dni od jego powrotu do rodzinnej wsi Zielone Wzgórze, gdy szedł ze sklepu i zobaczył Kingę. Stanął jak wryty, widząc przed sobą tę urodziwą, choć niewysoką dziewczynę.
No proszę, jakie piękności u nas mieszkają zawołał od razu. Albo coś przeoczyłem, albo nowe dziewczyny wyrosły.
Dzień dobry, piękna. Chyba cię nie pamiętam powiedział, marszcząc czoło. Czyjaś jesteś córka?
Dzień dobry, jestem córką mamy i taty zaśmiała się. Pewnie, że nie pamiętasz, ja tu nie jestem stąd.
Jakub, mam na imię. A ty?
Kinga, Kinga Wojciechowska. Jestem nauczycielką w podstawówce, od roku tu mieszkam.
Rozumiem. A ja właśnie wróciłem z wojska.
Stali i rozmawiali tak długo, jakby znali się od zawsze. Sąsiedzi już zerkał



