Szczęście w mroku

Ewa patrzyła przez okno na uliczny ruch. Autobusy jednakowo piszczały hamulcami, przechodnie pędzili w swoich sprawach, a ona wciąż myślała o tym samym – o liście, który przyszedł wczoraj. Czarna koperta ze złotą obwódką leżała na kuchennym stole już dobę, ale wciąż nie miała odwagi jej otworzyć.

„Mamo, co siedzisz jak posąg?” – Tomek wpadł do mieszkania jak wicher, rzucając plecak w kąt. – „Znowu się zamyśliłaś? Daj spokój, chodź jeść, głodny jestem jak wilk”.

„Jedz, jedz” – westchnęła Ewa, nie odrywając wzroku od szyby. – „Kotlety są w lodówce, podgrzej w mikrofali”.

Syn zatrzymał się na środku pokoju, przyjrzał się matce uważniej. Coś w jej postawie było nie tak, zbyt spiętej.

„Co się stało?” – Tomek podszedł bliżej. – „Wyglądasz… no nie wiem, jakoś dziwnie”.

„Nic takiego” – Ewa odwróciła się do niego twarzą. – „Po prostu przyszedł jeden list. Myślę, czy otworzyć”.

„Jaki list? Od kogo?”

„Od notariusza. Z Warszawy”.

Tomek się skrzywił. Listy od notariuszy zwykle nie wróżyły nic dobrego. Albo długi, albo sądy, albo inne kłopoty.

„A co może być w takim liście?” – zapytał ostrożnie.

„Nie wiem. Może ciocia Ala coś zostawiła. Mieszkała ostatnio w Warszawie, miała takie mieszkanko. Ale nie utrzymywałyśmy kontaktu, dobrych dziesięć lat”.

Ewa wstała i poszła do kuchni. List wciąż leżał w tym samym miejscu, jakby drwił z jej niezdecydowania.

„Mamo, może jednak otworzymy?” – Tomek wziął kopertę do ręki. – „Co może być gorszego od niewiedzy?”

„Wiele rzeczy” – burknęła matka. – „Nagle jakieś zobowiązania, jej długi. Albo co innego. Nie chcę sobie kłopotów na głowę sprowadzać”.

„A może wręcz przeciwnie, coś dobrego?” – Tomek był już gotów rozerwać kopertę, ale matka zatrzymała go gestem.

„Poczekaj. Daj mi jeszcze pomyśleć”.

Ale myśleć było już szczególnie o czym? Ciocia Alicja była kuzynką Ewy, dorastały w jednym podwórku, ale ich drogi rozeszły się dawno. Ala wyjechała do stolicy zaraz po studiach, tam wyszła za mąż, pracowała w jakiejś instytucji naukowej. Dzieci nie miała, mąż też odszedł dawno temu. A Ewa została w rodzinnym Radomiu, urodziła Tomka, wcześnie owdowiała, całe życie przepracowała jako przedszkolanka.

Ostatni raz widziały się na pogrzebie dziadka, faktycznie z dziesięć lat temu. Wtedy Ala wydała jej się obcą, warszawską panią w drogim płaszczu, która z góry patrzyła na prowincjonalną rodzinę.

„Dobra, otwieraj” – zdecydowała się wreszcie Ewa. – „Ale jeśli będzie coś złego, ostrzegałam”.

Tomek starannie rozciął kopertę, wyciągnął kilka kartek. Przejrzał pierwsze linijki i gwizdnął cicho.

„Mamo, tu jest napisane, że ciocia Ala zapisała ci mieszkanie w Warszawie”.

„Co?” – Ewa o mało nie upuściła kubka z herbatą. – „Jakie mieszkanie?”

„Dwupokojowe, koło metra Saska Kępa. I jest jeszcze konto bankowe…” – Tomek przebiegał wzrokiem po stronach, jego oczy robiły się coraz większe. – „Mamo, suma jest całkiem poważna”.

Ewa usiadła na krześle, bo nogi nagle stały się jak z waty.

„Nie może być. Przecież prawie się nie znałyśmy. Po co mi to wszystko?”

„A tu jest od niej dopisek. Odręczny” – Tomek podał matce małą karteczkę.

*„Ewuniu, jeśli czytasz ten list, to znaczy, że mnie już nie ma. Wiem, że się oddaliłyśmy, i to głównie moja wina. Zawsze myślałam, że mam jeszcze mnóstwo czasu, że zdążę naprawić relacje z bliskimi. Ale czas potrafi się skończyć nieoczekiwanie. Chcę, by moje mieszkanie trafiło do ciebie. Zawsze byłaś dobra, żyłaś dla innych. Czas pomyśleć i o sobie. Twoja Ala”.*

Ewa czytała dopisek kilka razy, nie wierząc własnym oczom. Łzy same popłynęły po policzkach.

„Jak to, więc wyszło?” – szepnęła. – „Ona odeszła, a ja nawet nie wiedziałam. Nie byłam na pogrzebie, nie pożegnałam…”

„Mamo, nie wiń siebie. Skąd miałaś wiedzieć?” – Tomek przytulił matkę za ramiona. – „A może ona nie chciała, żeby wiedziano. Niektórzy wolą odejść po cichu”.

„Ale dlaczego ja? Miała przecież bliższych krewnych”.

„Widocznie nie tak bliskich, jak myślisz. Albo znała ich lepiej niż ty ją”.

Ewa jeszcze raz przeczytała dopisek cioci Ali. *„Czas pomyśleć i o sobie”*. Kiedy ostatnio myślała o sobie? Chyba nigdy.
Grażyna uśmiechnęła się, patrząc jak Grzegorz próbuje odgarnąć śnieg spod jej okna, i pomyślała, że życie bywa niczym dobra herbata z konfiturą – najpierw parzy, ale potem słodko rozgrzewa serce.

Rate article
Fajna Tajna
Szczęście w mroku