Dzisiaj chciałbym opowiedzieć pewną historię, którą zapisałem w swoim dzienniku. Był to dzień, gdy Jadwiga jechała do ukochanego mężczyzny, a właściwie leciała na skrzydłach szczęścia. W końcu ich syn, Bartek, skończył liceum i dostał się na studia. Teraz ona i Wojciech będą mogli wreszcie żyć razem.
Gdy tylko Bartek wyjechał na uczelnię, Jadwiga jeszcze tego samego dnia kupiła bilet na autobus i wyruszyła do Warszawy, gdzie mieszkał Wojciech. Byli małżeństwem zaledwie od dwóch lat, ale znali się, jak się jej zdawało, od zawsze.
W ich relacji było wszystko – trudne początki, ciężkie chwile, ale wkrótce los obiecał im wspólną przyszłość. Przynajmniej Jadwiga była tego pewna.
Poznali się osiem lat temu. Ona ledwo doszła do siebie po rozwodzie z pierwszym mężem i długo nie dopuszczała do siebie nikogo. Aż do spotkania z Wojtkiem. Choć nawet z nim początkowo wahała się, czy wchodzić w nowy związek. Musiał się naprawdę postarać, by przekonać ją, że nie jest jak jej były, Krzysztof.
Pół roku się spotykali, potem zamieszkali razem. Wojtkowi było wygodniej przenieść się do niej, bo w swoim malutkim mieszkaniu na Mokotowie wszystkim byłoby za ciasno. Jadwiga miała dziesięcioletniego syna, Bartka. Chłopak był miły, ale też nie od razu znalazł wspólny język z ojczymem.
Po trzech latach Wojciech zaczął myśleć o ślubie, ale jego ukochana Jadwiga wcale nie paliła się do ponownego zamążpójścia.
Wydawało jej się, że te wszystkie formalności już się przeżyły. Co więcej, nie chronią przed zdradą – ani mężczyzny, ani kobiety.
Było jej dobrze i nie chciała nic zmieniać.
Wojtek początkowo się z tym zgodził, ale z czasem uznał, że to za mało. Chciał, by Jadwiga była jego żoną w pełni tego słowa. W końcu postawił jej ultimatum: albo ślub, albo rozstanie.
Jadwidze nie spodobał się jego upór. Uznała, że lepiej się rozejść. I tak minęło pół roku.
W tym czasie Wojciech zdążył wyprowadzić się do Poznania, gdzie dobry znajomy zaoferował mu dobrze płatną pracę. Rzadko wracał do rodzinnego miasta, najwyżej raz na dwa miesiące odwiedzić rodziców. I podczas jednej z takich wizyt znów spotkał Jadwigę.
Szła przez park, wyglądając, jakby w jej życiu wszystko było idealne. Była tak szczęśliwa i beztroska, aż ich spojrzenia się spotkały.
W jej oczach wyczytał to samo, co czuł w sobie – wciąż go kochała. I nie potrafiła tego ukryć.
Znów zaczęli się spotykać, ale teraz na odległość. Czasem ona przyjeżdżała do niego, czasem on do niej. Każde spotkanie było dokładnie zaplanowane, ale zawsze pełne ciepła i namiętności.
Widywali się raz, czasem dwa razy w miesiącu. Wojtek wielokrotnie prosił, by się do niego przeprowadziła. Kupił nawet dwupokojowe mieszkanie w Poznaniu, choć jeszcze spłacał kredyt.
Jadwiga pragnęła tego całym sercem, ale wtedy nie mogła nagle zmienić całego życia. Bartek był nastolatkiem, wymagał opieki. Do tego jej matka, Zofia, zachorowała i potrzebowała pomocy. Przez ponad dwa lata Jadwiga walczyła, by matka wróciła do zdrowia. W końcu lekarze powiedzieli:
*”Jeszcze pani pożyje!”* – uśmiechnęli się, wypisując ją do domu.
Zofia przestała trzymać córkę przy sobie, ale Bartek wszedł w wiek licealny. Nie chciał zmieniać szkoły, prosił matkę, by została, dopóki nie skończy. Musiała ustąpić.
Latem, przed rozpoczęciem przez niego maturalnej klasy, Jadwiga i Wojciech w końcu wzięli ślub. Widząc, jak bardzo to ucieszyło męża, nawet żałowała, że nie zgodziła się wcześniej, ale po co żałować tego, czego nie da się naprawić?
Teraz nie tylko się spotykali. Ich związek można by nazwać małżeństwem na odległość, gdyby nie kilkaset kilometrów dzielących ich na co dzień.
I wreszcie Bartek dostał się na studia. Jadwiga była z niego dumna, ale też wiedziała, że teraz może w pełni skupić się na swoim życiu. Nie powiedziała Wojtkowi, że wkrótce do niego dołączy – chciała zrobić mu niespodziankę.
Chociaż pewnie i tak się domyślał, że to kwestia czasu.
Spakowała walizkę, wsiadła w autobus i pojechała do Poznania. Chciała, by ten dzień zapamiętał na zawsze. Już widziała, jak zakłada nową koronkową bieliznę, rozsypuje płatki róż na pościel, przygotowuje kolację i czeka na ukochanego.
Marzyła o tym, siedząc w autobusie. Była pewna, że Wojtek oszaleje z radości, ale to ona miała zostać zaskoczona.
Otworzyła jego mieszkanie swoim kluczem i zamarła. Patrzyły na nią błękitne oczy – rudowłosa dziewczyna, piękna i bardzo młoda.
*”Kim ty jesteś?”* – spytała.
*”Jestem Kinga. O, to pani pewnie Jadwiga? Przepraszam, zaraz wyjdę!”*
*”Wyjdziesz? Co to znaczy? Kim ty jesteś?”* – nie ustępowała.
*”Proszę się nie denerwować. Jestem dziewczyną pańskiego męża!”*
*”Co?! Dziewczyna mojego męża? Oszalałaś?!”* – wściekła się Jadwiga.
Czuła, jakby cały jej świat runął w jednej chwili. Jakby planeta przestała się obracać.
*”Proszę się uspokoić. Wojtek jest wspaniały i bardzo panią kocha.”*
*”Kocha? I dlatego żyje z inną kobietą, gdy mnie nie ma? Ile ty masz lat? Dwadzieścia?”*
*”Tak, w tym roku skończyłam. Poznaliśmy się przypadkiem. Nie miałam gdzie mieszkać. Wojtek mnie przygarnął. Najpierw byliśmy przyjaciółmi, ale ja się zakochałam. Wiem, że on mnie nie kocha i nigdy nie pokocha, bo ma panią. Ale proszę zrozumieć – samotność mu ciążyła. Starałam się umilić mu czas!”*
Jadwiga słuchała tej bzdurnej historii, próbując przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek miała powody, by wątpić w wierność męża. Nigdy nie znalazła w domu śladów innej kobiety. Jak to możliwe?
*”Zaraz spakuję swoje rzeczy i wyjdę. Pewnie nie uprzedziła pani Wojtka o przyjeździe, więc on mnie nie ostrzegł. Przepraszam!”*
*”Co? Ty tu jesteś od dawna?”*
*”Tak, półtora roku. Zawsze, gdy pani przyjeżdżała, sprzątałam po sobie, żeby nie zostawić aniWojtek wrócił tego wieczoru do domu, zastał Jadwigę wśród płatków róż i, widząc jej łzy, upadł na kolana, błagając o przebaczenie, ale ona tylko wzięła Zefirkę, swoją kotkę, i wyszła, zamykając za sobą drzwi na zawsze.



