Szczere rozmowy sercowe

Znów zbliżał się Nowy Rok. Całe miasto tętniło życiem, centra handlowe rozświetlone, pełne ludzi biegnących po prezentach, a z głośników wciąż ta sama, dobrze znana świąteczna piosenka.

Ale dla Bogumiły nie było w tym radości. Miniony rok wraz z matką Wandą był pełen trudów uczyły się żyć bez jej ojca. Bogumiła dawno już wyprowadziła się od rodziców, była dorosłą, zamężną kobietą z dziesięcioletnim synem Markiem.

Rok temu, w przeddzień Nowego Roku, odszedł jej ojciec. Ból był tak ogromny, że nie od razu zrozumiała, jak ciężko musi być matce.

Stanisław był troskliwym, dobrym mężem i ojcem. Jako wykładowca ekonomii na uniwersytecie ciepło odnosił się do studentów, często mówił:

*”To wszyscy moi uczniowie, nigdy na nich nie krzyczę. A oni odpłacają mi tym samym. Przez te wszystkie lata nigdy nie miałem z nimi konfliktu. Były pytania, ale razem je rozwiązywaliśmy i oni zadowoleni, i ja.”*

*”Tak, tato, wszyscy cię szanują”* przytakiwała córka.

Stanisław uwielbiał stare filmy, miał zaraźliwy śmiech. Gdy Bogumiła była mała, często chodzili na spacery. Całą rodziną wybierali się do kina, do parku, a na wakacje zawsze jeździli we trójkę.

Bogumiła widziała, jak ojciec kocha matkę, dlatego i ona szukała męża podobnego do niego. Udało się była szczęśliwa w małżeństwie. Po ślubie zamieszkali w mieszkaniu, które otrzymali od obojga rodziców.

Wszystko było dobrze, aż trzy lata temu Stanisławowi nagle zdiagnozowano raka. Wanda z córką były w szoku, on zaś je uspokajał:

*”Nie martwcie się, moje dziewczyny, nie pozbędziecie się mnie tak łatwo”* żartował, ale w jego oczach nie było już dawno blasku.

Rok temu go zabrakło.

*”Na zawsze zostanie mi w pamięci dźwięk zamarzniętej ziemi uderzającej o wieko trumny, szloch matki, smutny brzęk talerzy na stypie”* myślała czasem Bogumiła.

Teraz żyła w ciągłym strachu o matkę. Gdy po pogrzebie wróciły do pustego mieszkania, Wanda, nie rozbierając się, weszła do pokoju i osunęła się na fotel, w którym zawsze siedział mąż. Patrzyła przed siebie w milczeniu. Córka też nie wiedziała, co powiedzieć sama była złamana żalem.

*”Nie dam rady”* usłyszała szept matki.

Przysiadła przed nią na kolana, chwytając jej zimne dłonie.

*”Czego nie dasz rady, mamo?”*

Wanda spojrzała na nią jakby nie rozumiejąc pytania, po czym cicho odpowiedziała:

*”Żyć bez niego. Nie potrafię.”*

Dopiero teraz Bogumiła zrozumiała jej ból był niczym w porównaniu z cierpieniem matki.

Minął dokładnie rok. Wanda z córką uczyły się żyć dalej. Bogumiła powoli przyzwyczajała się do braku głosu ojca w słuchawce. Kiedyś, odwiedzając rodziców, zawsze widziała jego siwą głowę w ulubionym fotelu naprzeciw telewizora. Teraz tego brakowało. W środku została tylko pustka. Czekała, aż ten gryzący żal minie, ale do bólu dołączył strach o matkę.

*”Boże, tylko niech mama da radę”* myślała, budząc się w nocy, i ta myśl towarzyszyła jej przez całe dnie.

Wtedy brała telefon i dzwoniła nie w nocy, ale rano, w południe, wieczorem. Bała się o nią do szaleństwa.

*”Bogumiło, nie dręcz się”* uspokajał ją często mąż, Wojciech. *”Popatrz na siebie oczy przygasłe, schudłaś, jesteś jak struna. Wszystko będzie dobrze. Jeszcze trochę czasu, a zobaczysz, życie się ułoży.”*

*”Może masz rację, Wojtku. Ale za każdym razem, gdy patrzę na mamę, serce mi się ścisza. Jest nie do poznania cicha, zamknięta w sobie. O czym ona tak cały czas myśli? Trzeba ją do nas zaprosić.”*

Zadzwoniła. Matka odebrała cichym głosem.

*”Tak, córeczko”*

*”Mamo, przyjedź do nas. Sobota, pójdziemy z Markiem do parku. Nie siedź sama.”*

*”Nie, córko, dziękuję. Nie mam ochoty wychodzić, a już tym bardziej jechać. Zresztą nie jestem sama w myślach zawsze jestem z tatą.”*

*”Właśnie *tylko* w myślach. Chcę cię od nich oderwać. Przyjedź.”* nalegała Bogumiła, ale matka się nie zgodziła.

Odłożyła telefon i spojrzała na męża.

*”Jak ją stąd wyrwać? Gdy do niej przychodzę, cieszy się, ale i tak nie chce wyjść. Mówi, że woli ze mną rozmawiać w domu.”*

*”Cierpliwości. Trzeba czasu.”*

Dziś mijał rok od śmierci Stanisława. Za dwa dni Nowy Rok, życie toczyło się dalej. Rano Bogumiła zadzwoniła do matki nie odebrała. Dzwoniła raz, drugi, trzeci. Sygnał, ale Wanda nie podnosiła słuchawki. Zaczęła się bać. Matka zawsze odbierała.

Porwała kluczyki i wybiegła z domu. Wpadła do klatki schodowej z sercem w gardle, prawie dusząc się z niepokoju.

*”Boże, tylko niech nic się jej nie stało”* szeptała, otwierając drzwi kluczem.

W mieszkaniu panowała martwa cisza. Na kuchennym stole leżała kartka: *”Moja kochana córeczko, wiesz, jak bardzo cię kocham. Nie chcę sprawiać ci bólu. Cokolwiek się stanie, pamiętaj kocham cię ponad wszystko.”*

Bogumiła chwyciła się krawędzi stołu, nogi stały się jak z waty. W głowie kotłowały się myśli, litery na kartce zdawały się drżeć. Czytała raz, drugi, trzeci.

*”Zawsze wiedziałam czego się boisz, to się zdarza.”*

Zauważyła na stole filiżankę herbata jeszcze nie wyschła.

*”Więc dopiero wyszła. Może jeszcze nic się nie stało!”*

Porwała klucze i wypadła na klatkę, próbując zebrać myśli.

*”Gdzie mogła pójść? Może do sklepu? Ale ta kartka”*

Próbowała dzwonić głuchy sygnał. Pędząc ulicami miasta, nagle olśniło ją:

*”Wiem. Na cmentarz.”*

Pod bramą wysiadła i nie zważając na padający śnieg, pobiegła w stronę grobu ojca. Cmentarz był pusty kto by tu przychodził w przeddzień Nowego Roku? Z daleka zauważyła samotną postać pochPrzez zasypane śnieżną pierzyną alejki dobiegła do matki, która klęczała przy grobie, a gdy Wanda uniosła zapłakaną twarz, Bogumiła przytuliła ją mocno, wiedząc, że odtąd już zawsze będą dla siebie nawzajem oparciem.

Rate article
Fajna Tajna
Szczere rozmowy sercowe