Dzień dobry, przepraszam, ja jestem pani sąsiadką z dołu.
Już ściszam muzykę odpowiedziała młoda kobieta w lekkim szlafroku, trzymając kieliszek wina.
Ależ skąd, to nie o muzykę chodzi… Zadzwonili do mojego męża z pracy, poprosili, żeby natychmiast przyjechał.
Coś z jego zdrowiem?
Nie powiedzieli, tylko że pilnie. Do mamy mam daleko. Czy mogłaby pani popilnować mojego syna? Ma siedem i pół roku, teoretycznie dałby radę być sam, ale strasznie się denerwuję. Już i tak jestem w stresie…
Oczywiście, tylko się przebiorę i zaraz zejdę.
On i tak grzeczny, siedzi przy tablecie albo zadaje pytania.
***
Młoda kobieta w białym topie i dżinsach siedziała przy stole, piła herbatę i rozmawiała przez telefon:
Ta Pawłowska z księgowości to jest naprawdę głupia gęś. Widać przecież, jak się podlizuje Piotrowi Sergiuszowi.
Do kuchni wszedł chłopiec z tabletem w rękach. Z urządzenia dobiegały odgłosy kłótni Adam i Dawid z Pogromców Mitów nie mogli się dogadać. Na koszulce chłopca widniał napis: Przyszłość należy do robotów!
Oj, przepraszam, zadzwonię później. Działalność charytatywna mnie wzywa dokończyła rozmowę dziewczyna. Cześć, jestem ciocia Weronika. Napijesz się herbaty?
Nie, dziękuję. Mam na imię Igor. Mama mówiła, że pani piękna… Chociaż mama twierdzi, że wszystkie piękne kobiety są nieszczęśliwe. A tata mówi mamie, że według tej logiki, albo jest brzydka, albo ich małżeństwo to porażka.
Masz bardzo zabawnych rodziców. Dziękuję za komplement o urodzie. Nieszczęsna? Hm…
A gdzie pani mąż?
Powiedzmy… wyszedł do sklepu. Trzy lata temu.
Aaa, rozumiem! Zostawił panią!
Słuchaj, macie tu w domu coś mocniejszego od herbaty? Po takich rozmowach ręce mi się trzęsą
W lodówce powinno być wino.
Dzięki, ale herbatę jednak wypiję. W końcu jestem w gościach.
Ciociu Weroniko, powinna pani znaleźć nowego męża.
Igor, poczekam, aż dorośniesz. O, a gdzie ich właściwie szukać…
A kogo pani szuka? Widziałem w programie, że trzeba mieć jasną wizję wymarzonego partnera.
Podeślij mi link do tego programu. Najlepiej bogatym, przystojnym i dobrym, żeby mnie kochał, żebym niczego się nie musiała bać…
A po co panu taki ktoś jak pani?
Jak to po co? Będę go kochać, chodzić do SPA.
Ale co ten pan zyska? Jeśli jest mądry, to raczej szuka partnerki do życia. A nie… szkodnika w mieszkaniu.
Mówiłeś gdzie to wino? kobieta otworzyła lodówkę, wylała herbatę do zlewu i nalała sobie wina do kubka.
Oglądałem jeszcze program o żonach milionerów. Wszyscy mówili, że one to pijaczki. Mieszkają w willach i tylko piją.
To się, Igorku, nazywa samotność. Wypijesz ze mną? Żartuję!
Wie pani, na kim się ożenię?
Przecież mówiłam, że na mnie!
Chodziło mi o charakter.
Na kim?
Na Basi. Chodzimy razem na zajęcia z robotyki. Jest mądra. Nawet mądrzejsza ode mnie. Raz na zawodach dwa nasze moduły bluetooth przestały się widzieć. Byliśmy w tej samej drużynie. Dostałem paniki nasz robot nie działał. A Basia mnie uspokoiła i zaczęła szukać rozwiązania. Widocznych było dziesięć urządzeń, telefony, kompy, ale naszych modułów brak. Wyszła z nimi na zewnątrz, ruszyłem za nią. Weszliśmy w lasek obok bloku, tam nie było już żadnych zakłóceń i od razu wszystko połączyło się jak trzeba. Wróciliśmy i wygraliśmy zawody. Basia to mój zespół! Ufam jej! Jest za co ją kochać!
Kobieta wypiła zawartość kubka jednym haustem. Dolała sobie jeszcze wina.
No dobra, Basia odbiłaś mi takiego kandydata… To znaczy chcesz, żebym szukała męża w pracy?
Silni sami przychodzą! Po co szukać, przecież nie kupuje pani pomidorów w sklepie.
Ty to psycholog jakiś czy co? Nie rozumiem!
Proszę sama zostać bogatą, piękną i dobrą! Proste, prawda?
A po co mi wtedy ktoś potrzebny? Pojechałabym w podróż, zapisała się na kurs angielskiego, tańce, może gotowania. Taco bym nauczyła się robić!
A co pani teraz przeszkadza?
Nie mam męża, który by za to płacił.
To w takim razie jest pani pasożytem. Karaluchem.
Ej, przestań mnie obrażać. Chcę tylko zwykłego kobiecego szczęścia.
Mniej filmów trzeba oglądać! Całe życie będzie pani szukać wymarzonego głupca, zamiast żyć!
Zamknij się już! Wszystko ty wiesz najlepiej! Idź do swojego pokoju! Chyba czas spać!
Chłopiec wyszedł. Weronice łzy stanęły w oczach. Dopiła wino. Zadzwonił telefon odrzuciła połączenie. Nagle drzwi wejściowe otworzyły się. Wpadło małżeństwo, oboje rozpromienieni, lekko podchmieleni, szczęśliwi.
Weroniczko, bardzo pani dziękujemy, że pani z Igorkiem została! zaświergotała sąsiadka.
Bez problemu. Wypiłam trochę waszego wina…
Oj, nie szkodzi, nie szkodzi.
Widzę, że wszystko dobrze z mężem?
Ach, kolegi go do tego namówili! Durnie! Mamy dziś rocznicę pierwszego pocałunku. Pojechałam do jego biura, a on leży na podłodze z kartką: Jestem śpiącym królewiczem. Pocałuj! Potem poszliśmy po wino i do kina, jak za czasów studiów.
Chyba się zmówiłyście, naprawdę! Muszę już lecieć!
Dobrze się Igorek zachowywał? zapytała mama w drzwiach.
Źle. Bardzo źle. Mogę go częściej pilnować? Trzeba… wychować.
Szanowna Pani Svetlano, dzień dobry! Przepraszam, że przeszkadzam, jestem Państwa sąsiadką z dołu.



