Synowa w szpitalu, a my z mężem padamy z wnukami. Podejrzewam, że nie śpieszyła się bez powodu

Synowa odpoczywa w szpitalu, a my z mężem ledwo zipiemy z wnukami. Mam wrażenie, że specjalnie położyła się wcześniej.

— Syn mówi: „Mamo, no przecież widzisz, jaka sytuacja — tylko ty możesz pomóc!” — opowiada sześćdziesięcioletnia Zofia Nowak z Lublina. — A co mi pozostaje? Pomagam, jak umiem. Tyle że sił już nie mam ani odrobiny…

Dziesięć dni temu jej synowa, Kinga, w dziewiątym miesiącu ciąży, poskarżyła się na gorączkę, katar i ból gardła. Po dwóch dniach straciła smak i węch. Syn Zofii, Krzysztof, całymi dniami pracuje na budowie, więc nie było komu zająć się dziećmi. Kinga, nie zastanawiając się długo, położyła się do szpitala — „na obserwację”. A dwójkę maluchów — czteroletnią i dwuletnią — oddali babci z dziadkiem.

— Rozumiem, niby zdrowie, niby ciąża, 41 tydzień… Ale dlaczego tak długo? Poprzednim razem urodziła w parę godzin, ledwo zdążyli do szpitala. A teraz — leży już drugi tydzień jak w sanatorium. Ogląda serial za serialem, męża zmusiła, żeby przywiózł laptopa, mówi, że czeka na skurcze. A my tu z wnukami już nie wiemy, gdzie przed nimi uciec…

Zofia mówi ze złością. Nie jest osobą kapryśną, ale zmęczenie i poczucie niesprawiedliwości rosną z dnia na dzień. Kinga zawsze wcześniej zostawiała dzieci swojej matce. A teraz nagle babcia od strony ojca to „jedyna nadzieja”.

— Z Witkiem (mężem) nie młodniejemy. Od rana do wieczora w wirze spraw, dzieci nie do opanowania — jedno w pieluchach, drugie ryczy, jeśli łyżka nie ta. Jedzenie — bitwa, mycie — bitwa, usypianie — to już cyrk. Dzieci nie zapomniały o mamie, ciągle pytają, kiedy wróci. A ja sama już nie wiem…

Zofia wspomina, jak ostatnim razem Kinga też położyła się „wcześniej”. Wtedy był jeden maluch, i musieli go natychmiast oddać sąsiadce, zanim babcia dotarła. Półtorej godziny po telefonie Kinga już urodziła. Wszystko błyskawicznie. I znowu — ciąża numer trzy.

— Pół roku temu Krzysiek oznajmił, że będzie jeszcze dziecko. Mówię: co wy, rekord chcecie pobić? A on: „Mamo, nie martw się, wszystko idzie zgodnie z planem”. Oczywiście. Wszystko zgodnie z planem, dopóki jest dobrze. A jak problem — od razu: „Mamo, tylko ty!” No a ja co?.. Odrzucić nie mogę. Ale jest mi ciężko!

Starszy wnuk chodził do przedszkola, ale Kinga zrezygnowała — żeby nie zachorował przed porodem. Zofia nie może wozić go na drugi koniec miasta — zostali w domu. A w domu — harmider i krzyki. Nawet gdy dzieci ucichną, babcia wciąż słyszy ich piski w głowie.

— Młodszy nie umie jeść łyżką, wszędzie kleksy. Starszy marudzi cały dzień, kłócą się, biją. Patrzę na nich i myślę: jak Kinga da radę z trzema? Ja z dwoma ledwo wytrzymuję!

Wieczorem, gdy dziadek wraca z pracy, bierze dzieci na siebie, a Zofia gotuje na jutro. Karmi, myje, pierze, sprząta, i dopiero koło dziewiątej może zadzwonić do syna.

— Pytam: no i co, urodziła? Krzysiek odpowiada: nie, wciąż to samo, czekamy. Zrobili USG, dziewczynka, zdrowa. No i co teraz — będzie leżeć dwa tygodnie?

Zofia nie kryje irytacji. Drażni ją nie ciąża, ale to, jak to wszystko zorganizowano. Jej zdaniem Kinga urządziła sobie wakacje: wyleguje się w szpitalu, pisze na forach, ogląda filmy, a na dom i dzieci — machnęła ręką.

— Mówię synowi: niech się wypisze. Urodzi w domu — wezwiemy karetkę, jak inni robią. Jego znajoma urodziła i następnego dnia była w domu! Koleżanka córki też szybko urodziła. A u nas — całe show!

— A co na to Krzysiek?

— A co on powie? „Mamo, wytrzymaj, już niedługo, nie mogą jej teraz wypisać”. Mówię: niech podpisze rezygnację i wraca do domu! Ale nie — nie słucha. Ja już trzymam się ostatkiem sił…

Kto w tej historii ma rację? Synowa, która postanowiła zadbać o zdrowie i wcześniej się położyła? Czy teściowa, która na łopatkach ciągnie cudze obowiązki?

Trudno powiedzieć. Ale jedno jest pewne — cierpliwość babci się kończy.

Rate article
Fajna Tajna
Synowa w szpitalu, a my z mężem padamy z wnukami. Podejrzewam, że nie śpieszyła się bez powodu