Zofia i Jan byli małżeństwem od dwóch lat. Choć bardzo się kochali, napięcie między nimi często wynikało z relacji Zofii z teściową.
Zofia była uroczą i dobrą osobą, zawsze starającą się przypodobać innym, zwłaszcza swoim nowym krewnym.
Jednak mimo wszystkich starań Zofia czuła chłód i wyobcowanie ze strony Pani Magdaleny.
Teściowa nigdy nie mówiła nic złego prosto w twarz, ale jej spojrzenia, ton i delikatne aluzje sprawiały, że Zofia czuła się jak nieproszony gość.
Za każdym razem, gdy Zofia wracała do domu od Pani Magdaleny, była pełna zmartwień.
– Janie, mam wrażenie, że twoja mama mnie nie lubi – powiedziała z niepokojem do męża.
Na te słowa Jan wzdychał, odkładając książkę, którą czytał, i marudził:
– Zosia, znowu to samo? Mama cię szanuje, po prostu jest z natury powściągliwa. Przecież wiesz, jak ciężko jej było samotnie nas wychowywać po śmierci ojca.
– Rozumiem, że miała ciężki okres, ale dlaczego czuję, że ciągle mnie krytykuje za plecami?
– To tylko twoje wyobrażenia, Zosiu…
– Nie! Wspominałam ci już, jak słyszałam rozmowę Pani Magdaleny z twoją babcią. Mówiła, że jestem niezdarą i jej się nie podobam – przypomniała mężowi Zofia.
– Zosia, ale nie wiesz, o kim dokładnie mówiła. Dla odprężenia, co powiesz na kino jutro? – zmienił temat Jan.
Jednak Zofia nie mogła tak łatwo zignorować swoich wątpliwości. Wiedziała, że teściowa nie lubi jej rodziny, chociaż nigdy tego otwarcie nie wyraziła.
Po kolejnym spotkaniu z rodzicami męża Zofia postanowiła rozwiać swoje wątpliwości.
Następnym razem, gdy odwiedziła teściową, zabrała ze sobą dyktafon.
Niepostrzeżenie wślizgnęła się do kuchni i ukryła mały dyktafon między ścierkami, który kupiła kilka miesięcy temu do nagrywania wykładów na uczelni.
Następnie starała się zachowywać normalnie, pomagając Pani Magdalenie przy kolacji.
Kiedy wróciła do domu, Zofia milcząco położyła się spać, nie mówiąc mężowi o swoim planie.
Następnego dnia pojechała znów do teściowej, niby żeby pomóc w domu, ale naprawdę chciała odzyskać dyktafon.
Zosia znalazła go tam, gdzie go zostawiła. Drżąc z emocji, wróciła do domu.
Wieczorem, gdy Jan wrócił z pracy, Zofia podeszła do niego z tajemniczym wyrazem twarzy:
– Janie, posłuchajmy tego – powiedziała, trzymając dyktafon.
– Co to? – zapytał zdziwiony Jan, zdejmując kurtkę. – Co na nim jest?
– Po prostu posłuchaj, proszę – nalegała Zofia i włączyła nagranie.
Najpierw słychać było zwykłe odgłosy kuchni: szum wody, stukot naczyń, rozmowy o pogodzie.
Potem rozległ się zirytowany głos Pani Magdaleny. Było oczywiste, że z kimś rozmawiała przez telefon.
Jak tylko odpowiedziano, jej głos stał się jeszcze głośniejszy i ostrzejszy.
– Nie mogę się uspokoić. Na co mój syn patrzył, żeniąc się z nią? Ta niezdara kompletnie nie potrafi gotować! – oburzała się. – Z ich rodziny nikt nie umie nawet załatwić prostych spraw! No popatrz na jej matkę, taka sama gospodyni, jak jej córka. Tam wszyscy tacy są…
Później padały jeszcze bardziej przykre uwagi o wyglądzie Zofii, jej manierach i rodzinie.
Potem Pani Magdalena uprzejmie pożegnała rozmówcę i włączyła telewizor.
Na tym Zofia zakończyła odtwarzanie. Spojrzała na Jana z nadzieją i strachem jednocześnie.
– Teraz widzisz, że miałam rację? – zapytała, z trudem powstrzymując łzy.
Jan milczał, opuszczając wzrok. Czuł się zdezorientowany.
Z jednej strony wiedział, że matka rzeczywiście przekroczyła granice, ale z drugiej – było mu ciężko zaakceptować fakt, że Zofia w podstępny sposób podsłuchiwała rozmowy jego matki.
– Mama zawsze była szczera, – powiedział w końcu, patrząc na żonę. – Może to po prostu emocje…
– Emocje?! – wykrzyknęła Zofia, czując się zdradzona. – Emocje takie, że obraża moją rodzinę i mnie?! Niezłe wytłumaczenie jej znalazłeś!
– Może po prostu jest zdenerwowana… Porozmawiajmy z nią spokojnie, wyjaśnijmy…
– Nie, Janie! Nie chcę już znosić tych upokorzeń! Jeśli nie możesz mnie obronić, musimy przemyśleć nasze relacje! – rzuciła Zofia i wybiegła z pokoju, zostawiając męża samego z ciężkimi myślami.
Rozumiał, że sytuacja wymaga natychmiastowego rozwiązania, ale nie wiedział, co zrobić.
Później, gdy emocje opadły, Jan postanowił zadzwonić do matki.
Wytłumaczył jej sytuację i poprosił o przeprosiny dla Zofii za swoją nieprzyjemną wypowiedź.
– Mamo, tak się nie robi… To już przesada…
– Ona mnie podsłuchiwała? Nagrywała mój rozmowy na dyktafon? Kto jej pozwolił?! Kto?! Zgłoszę to na policję i posadzę ją za ingerencję w cudze życie! – wykrzyknęła Pani Magdalena. – A ty jeszcze chcesz, żebym po tym wszystkim ją przeprosiła? To ona powinna mi dewotać i błagać o wybaczenie!
– Mamo, przestań! – przerwał ją Jan. – Słyszysz, co mówisz?!
– Słyszę! Bardzo dobrze cię słyszę! I żeby nogi tej Zosi więcej nie było w moim domu! Słyszysz?! Sprawdzę, czy gdzieś indziej nie zostawiła dyktafonu. We własnym domu nie można już słowa powiedzieć! – rozpaczała Pani Magdalena. – A ty, zamiast bronić matki, stajesz po jej stronie! Jutro idę na uczelnię i zażądają by ją wydalili – oznajmiła.
– Nie waż się tego zrobić! – wrzasnął Jan, zdając sobie sprawę, że matka przesadza.
– Jeszcze cię nie pytałam o zdanie! – śmiała się Pani Magdalena, kończąc rozmowę.
Jan próbował jeszcze kilka razy do niej zadzwonić, ale nie odbierała.
By nikt niczego nie zrobił pochopnie, pojechał do niej, chcąc ją przekonać, by zaniechała działań i nie przynosiła wstyd Zofii.
Jednak Pani Magdalena nawet nie otworzyła Janowi drzwi, wiedząc, o co chodzi.
Kiedy emocje opadły, postanowiła nie robić nic poza nie wprowadzaniem synowej do domu i nakłanianiem Jana przeciw niej.
Jednak Jan szybko zrozumiał jej plan i rzadziej odwiedzał rodziców.



