Bliźnięta?! wyrwało się Marii Nowakowej.
Starała się jak mogła ukryć swoje niezadowolenie, ale wychodziło jej to kiepsko. Zuzia dobrze wiedziała, że na szczerość ze strony teściowej nie ma co liczyć. Maria nigdy jej nie polubiła. Zawsze uważała, że Zuzia nie pasuje do jej syna, choć bliscy mówili, że to raczej Piotrek jest za prosty dla takiej dziewczyny jak Zuzia.
Zuzia była bardzo sympatyczna i dobrze wykształcona skończyła ekonomię na UJ i pracowała w sieci prywatnych klinik. Pochodziła co prawda z małego miasteczka w Małopolsce, ale jej tata był kierownikiem zakładu, a mama wykładała na lokalnej uczelni. Krótko mówiąc, nie można było mówić, że Zuzia jest z niewychowanej czy słabo wykształconej rodziny. Ale i tak Maria Nowak uważała ją za zwyczajną pannę bez polotu.
No to gratuluję! Ależ szczęście! Podwójne szczęście! mruknęła Maria.
Ale nawet nie myślała, żeby w tym szczęściu uczestniczyć. Ciąża Zuzi była bardzo trudna groziło jej poronienie, potem groźba przedwczesnego porodu. Zuzia ciągle trafiała na oddział i leżała na podtrzymaniu. Piotrek wpadał do niej niemal codziennie, a Maria, choć mieszkała zaledwie dwa przystanki tramwajem dalej, nie odwiedziła jej ani razu.
Na wyjście wnuczek ze szpitala też nie przyszła. Piotrek ją prosił, ale przez pierwsze sześć tygodni nawet się nie pojawiła.
Nie wypada! A jak coś przywlokę? Najpierw muszą się wzmocnić, wtedy babcia ich pozna.
Dziewczynki miały trzy miesiące, gdy Zuzia spotkała Marię przy Biedronce. Teściowa wymusiła uśmiech i przez zęby spytała:
No i jak tam dziewczyny?
Zuzia odpowiedziała radośnie, szczerze:
Spacerujemy! Wózek wielki jak czołg, ale co zrobić dzieci muszą mieć świeże powietrze!
Maria skinęła tylko głową i chciała już iść, gdy nagle zobaczyła znajomą.
Marysiu! Witaj! To są twoje wnuczki?
No tak, Ela… Moje największe skarby! popisała się Maria.
Zuzia kojarzyła Elżbietę Zalewską. Pozdrowiła ją nieśmiało.
Od razu dwie! Zuziu, jak ty dałaś radę?! Taka filigranowa!
Zuzia to bohaterka! przytaknęła Maria.
Młoda mama była w szoku teściowa, która jeszcze przed chwilą chciała uciekać, nagle wcieliła się w rolę czułej babci.
Elżbieta i Maria zagadywały tak dalej Zuzia słyszała tylko urywki, o tym, jakie to szczęście mieć bliźniaczki, że sobie doskonale radzi, ale Maria oczywiście pomaga. Zuzia dowiedziała się o swoim życiu tylu nowości, że aż zaniemówiła. W końcu Elżbieta sobie przypomniała, że miała załatwić coś w banku.
No to uciekam! Trzymajcie się, dziewczyny!
Maria odczekała chwilę, aż koleżanka zniknęła, i momentalnie jej błogi uśmiech zniknął. Szorstko pożegnała się z synową i poszła.
Wieczorem Zuzia opowiedziała Piotrkowi całą sytuację. On tylko wzruszył ramionami.
Zuza, to moja matka Z nami też się nie przejmowała. Za to potem bajki opowiadała Że mi z lekcjami pomagała do nocy, a sama siedziała w serialach i do mojego zeszytu nie zaglądała. Z Leną niby spacerowała trzy godziny, bo zdrowie, a tak naprawdę siedziała przed lustrem i mnie wysyłała z siostrą na dwór Nie przejmuj się! Proszę cię.
Zuzia słyszała to już setki razy, ale ciągle ją zadziwiało, że teraz sama staje się bohaterką takich rodzinnych historii.
***
Minęły lata, ale Maria Nowak nadal ani do wnuczek, ani do syna ani zięciem nie pałała specjalnym ciepłem. Aż pewnego dnia pech. Wysiadła z taksówki, źle stanęła i złamała nogę. Wtedy wpadła na genialny pomysł.
Zamieszkam u was! obwieściła Zuzce i Piotrkowi.
Małżonkowie spojrzeli na siebie wymownie. Wiedzieli, jak to się skończy, ale nie potrafili odmówić.
Zaczęło się piekło. Musieli się wynieść do dziecięcego pokoju, a sypialnię zajęła kontuzjowana Maria. I właściwie stała się ich trzecim dzieckiem trzeba było ją karmić, sprzątać po niej, pomagać się myć i oczywiście biegać do sklepu, gdy czegoś zachciała.
Bliźniaczki miały wtedy dwa i pół roku. Zuzia próbowała wrócić choć na pół etatu, więc dziewczynki poszły do przedszkola. Każdego ranka Piotrek i Zuzia zmagali się z buntowniczymi córkami, które płakały i broniły się rękami i nogami, gdy tylko próbowali je wyciągnąć z ciepłych łóżek.
Pewnego poranka, tuż przed wyjściem, zadzwonił telefon Piotrka:
Mamo? Czemu dzwonisz, przecież jesteś w sąsiednim pokoju!
Bo nie mogę wstać, mam złamaną nogę
Masz kule przecież
Cicho, Piotrek! To, co mam do powiedzenia, mogę powiedzieć z łóżka.
No mamo, słucham, tylko szybko
Nie podoba mi się, że wy tak się tłuczecie o poranku! Nie mogę spać. Biegacie, trzaskacie drzwiami i dziecko na sekundę nie zamyka buzi!
Piotrek aż poczerwieniał ze złości. Otworzył na oścież drzwi sypialni i wykrzyknął:
Chcesz się wyspać? To zostawimy ci tu dzieciaki, co?!
Maria zaniemówiła. I wkrótce się spakowała, nie czekając nawet na zdjęcie gipsu. Piotrek miał to gdzieś, ale Zuzię gryzło poczucie winy. Nie chciała kłótni między mężem a teściową, ale co mogła zrobić?
***
W piątki Zuzia pracowała tylko do południa. Odbierała dziewczynki z przedszkola, kupowały sobie jakieś łakocie i oglądały razem bajkę na projektorze, rozkładając poduszki na podłodze. Tak było i tego dnia. Nagle dzwonek do drzwi.
Otwiera, a tam Maria, trzymając za rączkę chłopczyka.
Pani Mario, coś się stało?
Lena podrzuciła mi Piotrusia do wieczora, ale muszę coś załatwić! Ogarniesz go przez półtorej godziny?
Zuzia była zaskoczona. Piotruś miał pół roku mniej od bliźniaczek i był z tych cichych dzieci, więc Zuzia uklękła do niego, uśmiechnęła się i spytała:
Piotrusiu, zostaniesz ze mną?
Skinął nieśmiało główką, a teściowa już znikała w windzie.
O której cię wypatrywać?
Maksymalnie za dwie godziny!
I nawet nie pożegnała się z synową ani z wnukiem, tylko zniknęła.
***
Piotrek wrócił do domu po siódmej. Widząc siostrzeńca przy stole, zdziwił się:
Cześć, młody! A ty co tu robisz? Gdzie mama?
Chłopiec uśmiechnął się do wujka, a Zuzia ciężko westchnęła. Nie chciała po raz kolejny być początkiem rodzinnych dram, ale nie mogła przemilczeć.
Twoja mamusia go przyprowadziła Na dwie godzinki. A sama wyszła załatwiać sprawy
I od kiedy trwa ta “chwila”?
Prawie pięć godzin
Zuzia spojrzała niepewnie na męża.
Dobra A Lena gdzie?
Przełknęła ślinę
Nie pisałam do niej Nie chciałam Marii wpędzać w kłopoty. Przecież jej dziecko powierzyła…
Piotrek się wściekł.
Zuza, ty jesteś za dobra Ale to już przesada! Mama chociaż powiedziała, gdzie idzie?
Zuzia pokręciła głową. Piotrek od razu zadzwonił do siostry. Lena obiecała, że zaraz przyjedzie.
***
Była prawie wpół do dziewiątej. Dzieci bawiły się w pokoju, a Zuzia, Piotrek i Lena siedzieli w kuchni.
Serio mamy na nią czekać? Dzieci pomału wypadało by położyć spać
Zuza, raz na ruski rok pójdą później. Trzeba pogadać z mamą.
Jak tylko Piotrek to powiedział, rozległ się dzwonek do drzwi. Zuzia poszła otworzyć.
No i super. To ja już zabieram Piotrusia! wparowała Maria.
Zuzia zrobiła duże oczy, a zza jej pleców wyjrzała Lena z Piotrkiem.
Mamo, powiedz mi, masz ty sumienie?
Jak wy się do matki odzywacie?!
Mamo! Bez uników! To ja ci Piotrusia przyprowadziłam TOBIE, nie Zuzi! Co to za zachowanie?
Maria parsknęła śmiechem.
A co to za różnica, Lenka? Ona swoich ma już dwoje radzi sobie doskonale. A ja miałam sprawy.
Piotrek wyszedł do przodu.
Mamo, jakie sprawy? Co to za postawa? Chociaż zapytałaś Zuzię, czy może jej pasuje?
Boże, no o co niby pytać!
Piotrek znowu zapytał:
Gdzie byłaś?
Wtedy Lena zaczęła się nerwowo śmiać.
Najpierw, mam wrażenie, byłaś u fryzjera, bo rano włosy miałaś dłuższe. Potem chyba na paznokciach Rano miałaś czerwony, teraz różowy lakier
Maria straciła rezon i nie wiedziała, co powiedzieć.
Serio nie masz wstydu?! dodał Piotrek.
Teściowa milczała. Patrzyła na swoje dzieci.
Raz na sto lat prosi się ciebie o pomoc, a ty zrzucasz wnuka na moją żonę?! Może ona też by chciała iść na manicure? Do fryzjera?
Maria pąsowieje, nabiera powietrza, zerka z góry i syczy:
Piotr! Jaki fryzjer? Jakie paznokcie? Ona zawsze była taką szarą myszką z Pcimia! I taka już zostanie.
Na sekundę zapadła cisza, potem przerywaną głośnym:
Wypier!
Piotrek chwycił matkę za ramię i jednym gestem wyprowadził za drzwi. Zamknął je i głęboko odetchnął. A kiedy spojrzał na żonę, po jej policzkach leciały łzy. Oboje z Leną zaczęli ją uspokajać.
Zuzia czuła ból i żal. Ale widziała też, że Maria potrafi być dokładnie tak samo okrutna wobec własnych dzieci. To jakoś ją otrzeźwiło nie ona jest tu problemem. Każdy chciałby być dobrym człowiekiem, ale dla kogoś złego i tak nigdy nie będzie się dość dobrym.
Komunikacja z teściową kompletnie się urwała. Piotrek i Lena czasem jeszcze coś dla niej załatwili, ale Maria już w życiu rodziny udziału nie brała. Długo była obrażona na dzieci, ale w końcu chęć bycia widoczną wygrała i jakoś odpuściła. Z wnukami jednak już kontaktu nie nawiązywała.
Tylko raz, przeglądając statusy w komunikatorze, Zuzia zobaczyła zdjęcia trzech wnucząt i podpis: Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci dla nas. Dla tych, którzy wychowali wnuki! Zuzia się gorzko uśmiechnęła, a wieczorem Piotrek i Lena urządzili sobie z tego żarty. Zuzia czuła, że nie powinna się śmiać, ale powstrzymać się nie potrafiła.



