Syn wystawił wszystko na widok publiczny.
Mamo, widziałaś, co syn o tobie napisał? głos Kasi drżał ze wzburzenia, telefon prawie wypadł jej z dłoni. Nie, nie o mnie, o tobie! O Wojtku! Twoim ukochanym Wojtusiu! Wrzucił to w mediach społecznościowych!
Anna Kowalska powoli opadła na kuchenne krzesło, mocniej przycisnęła słuchawkę do ucha. W brzuchu coś boleśnie się ścisnęło, jak wtedy, gdy lekarze ogłosili diagnozę Andrzejowi. Tylko teraz było jeszcze gorzej.
Co napisał, Kasiu? szepnęła, choć domyślała się, że nic dobrego.
Tam… tam jest cała litania! O tym, jaka jesteś matką! Że całe życie go kontrolowałaś, nie pozwalałaś żyć! Że przez ciebie nie ma życia osobistego! Mamo, nie mogę tego czytać, ręce mi się trzęsą! A te komentarze… Boże, co ludzie piszą!
Anna zamknęła oczy. Kuchnia wokół niej pociemniała, tylko lodówka warczała cicho, jak zawsze wieczorami. Na stole stygła niedojedzona kasza gryczana Wojtek nie przyszedł na kolację, choć specjalnie ugotowała, jak lubi, z kotletami mielonymi.
Mamo, słyszysz mnie? zaniepokoiła się Kasia.
Słyszę, córeczko. A co tam w komentarzach?
Nie chcę powtarzać. Lepiej sama tego nie czytaj, dobrze? Twoje serce… Przyjadę do ciebie, dobrze?
Nie trzeba, Kasiu. Już późno, dzieci trzeba położyć. Ja… ja sobie poradzę.
Odłożyła słuchawkę i długo siedziała nieruchomo. Za oknem zapadały październikowe zmierzchy, na podwórku zapaliły się latarnie. Gdzieś płakało dziecko, zatrzasnęły się drzwi klatki schodowej. Zwykłe dźwięki zwykłego wieczoru, tylko w środku wszystko się przewróciło.
Wojtek wrócił około jedenastej, śmierdział piwem i papierosami. Anna spotkała go w przedpokoju, patrzyła, jak ściąga buty, nie patrząc na nią.
Zjesz kolację? spytała cicho.
Nie chce mi się. Powiesił kurtkę na wieszaku, wciąż unikając jej wzroku.
Wojtku…
Co? odwrócił się gwałtownie, a ona zobaczyła w jego oczach coś obcego. Złość? Wstyd? Tłumaczenie?
Po co to napisałeś?
Syn milczał, przetarł nos. Anna nagle zauważyła, jak postarzał się w ostatnich miesiącach. Wojtek miał już trzydzieści dwa lata, a ona wciąż widziała w nim chłopca, który wracał ze szkoły i opowiadał o bójkach i pałach.
Mamo, nie chciałem cię urazić powiedział w końcu. Po prostu… mam teraz ciężki okres. Z Olą się rozstaliśmy, w pracy problemy. A psycholożka mówi, że muszę przepracować dziecięce traumy.
Traumy? powtórzyła Anna. Jakie traumy, Wojtek? Co ja ci takiego zrobiłam?
Mamo, no przecież wiesz… Zawsze byłaś zbyt… opiekuńcza. Pamiętasz, jak na studiach dzwoniłaś codziennie, pytałaś, czy jadłem, czy ciepło się ubrałem? Jak poznałaś się z moją sąsiadką z akademika i prosiłaś, żeby na mnie uważała?
Anna oparła się o ścianę. Tak, pamiętała tę sąsiadkę, Kamilę. Dobra dziewczyna, z wielodzietnej rodziny. Częstowała ją swoimi wypiekami, prosiła, żeby czasem Wojtka nakarmiła, gdy zapomniał. Co w tym złego?
A pamiętasz ciągnął Wojtek, wchodząc do pokoju jak przyjeżdżałaś co weekend? Przywoziłaś słoiki z zupą, prałaś moje ubrania? Chłopaki się ze mnie śmiali.
Chciałam pomóc szepnęła. Mam tylko ciebie i Kasię. Po tym, jak tata zmarł…
Właśnie o to chodzi! wybuchnął syn. Wylałaś na nas całą swoją niewykorzystaną miłość! A my się dusiliśmy! Kasia wyszła za mąż, wyprowadziła się, a ja…
A ty co? Zabraniałam ci czegoś? Przeszkadzałam się ożenić?
Wojtek usiadł na kanapie, schował twarz w dłoniach.
Mamo, nie rozumiesz. Tak, niczego mi nie zabraniałaś. Ale zawsze byłaś blisko! Zawsze! Moje dziewczyny karmiłaś, otaczałaś opieką, a potem czuły się zbędne. Po co ja im, skoro mam mamę, która wszystko za mnie robi?
Ola też tak myślała?
Ola… westchnął ciężko. Ola powiedziała, że jestem infantylny. Że w wieku trzydziestu dwóch lat mieszkam z mamą jak nastolatek. Że już czas nauczyć się samodzielności.
Anna powoli podeszła do kuchni, włączyła czajnik. Ręce jej drżały, ledwie udało się postawić kubki na stole. Wojtek poszedł za nią, stanął w drzwiach.
Mamo, nie chciałem cię zranić. Słowo. Ale musiałem to wyrzucić z siebie, rozumiesz? A w internecie jakoś łatwiej. Ludzie dzielą się doświadczeniami, doradzają…
I co ci poradzili? spytała, nie odwracając się.
Różnie. Niektórzy mówią, żebym się wyprowadził. Inni, żebym wyznaczał granice. A jeszcze inni piszą, że sami mają podobne problemy.
Anna nalała herbatę, dosypała cukru. Przypomniała sobie, jak dwadzieścia lat temu stała w tej samej kuchni i parzyła herbatę dla Andrzeja, gdy było mu źle po chemii. Jak prosił, żeby nie odchodziła, ściskał jej dłoń i mówił: Aniu, obiecaj, że zatroszczysz się o dzieci. Obiecaj, że ich nie zawiedziesz.
Mamo, co z tobą? zaniepokoił się Wojtek. Płaczesz?
Nie zauważyła nawet, gdy łzy spłynęły po policzkach. Otarła je rękawem szlafroka, odwróciła się do syna.
Wojtku, może masz rację. Może rzeczywiście byłam zbyt… Po prostu bałam się. Po śmierci taty bałam się was stracić. Bałam się, że nie dam rady sama. Że nie zastąpię wam ojca.
Syn się zbliżył, niezgrabnie objął ją za ramiona.
Mamo, dałaś radę. Wyrośliśmy na porządnych ludzi. Ale teraz ja muszę nauczyć się być dorosłym naprawdę.
Więc się wyprowadzisz?
Nie wiem jeszcze. Może. Muszę przemyśleć.
Pili herbatę w milczeniu. Anna patrzyła na syna i próbowała sobie wyobrazić, jak to będzie zostać w mieszkaniu samej. Nie budzić nikogo rano, nie gotować obiadu dla dwojga, nie pytać, o której w



