Ladacznica! Niewdzięczna świnia! wrzeszczała matka na córkę Zofię, ile sił w płucach. Nawet zaokrąglony już brzuch Zofii nie był w stanie ostudzić jej złości. Wręcz przeciwnie jeszcze ją podgrzewał. Wynoś się z domu i nie pokazuj mi się na oczy! Żebyś mi się więcej nie pojawiła!
Matka naprawdę wyrzuciła ją z mieszkania. To już nie był pierwszy raz za różne przewinienia Zofia już wcześniej musiała nocować u koleżanek albo na klatce. Ale za wpadkę dostała wyrok: powrót tylko wtedy, gdy wszystko już będzie po sprawie.
Z zapuchniętymi od łez oczami i małą walizeczką rzeczy Zofia powlokła się do swojego chłopaka zupełnie zdezorientowanego Pawła. Okazało się, że Paweł nawet nie powiedział swoim rodzicom, że Zofia jest z nim w ciąży. Matka Pawła bez ogródek zapytała, czy nie jest za późno zrobić coś z tym. A było już oczywiste, że za późno brzuszek aż wychodził spod kurtki. Zofia była w takim szoku, że gotowa była chwytać się każdej deski ratunku, byle ktoś jej pomógł. Jeszcze miesiąc wcześniej kategorycznie sprzeciwiała się pomysłom własnej mamy, teraz jednak była już tylko strachem i rozpaczą.
Mój syn nie jest gotowy na ojcostwo oświadczyła stanowczo matka Pawła. Paweł jest młody, całe życie mu zmarnujesz. Oczywiście, pomożemy ci, na ile się da, ale na ten moment załatwiłam ci miejsce przez znajomą w ośrodku dla takich jak ty nieszczęsnych, niechcianych ciężarnych.
W ośrodku Zofia dostała własny pokoik. Wreszcie mogła odetchnąć, na chwilę się wyciszyć i porządnie przespać. Nikt jej nie denerwował, miała wsparcie psychologa i przygotowania do porodu. I kiedy wydarzyło się to najważniejsze i złożono jej w ramiona maleńki zawiniątek Zofia najpierw się przeraziła i ogarnęła ją panika. Potem, gdy już trochę otrzeźwiała, zaczęła przyglądać się temu cudowi jej malutkiej córeczce.
Przychodziły święta Bożego Narodzenia, ale zamiast dobrej nowiny Zofia dostała ostrzeżenie: musisz sobie znaleźć nowe schronienie, bo na twoje miejsce już czeka kolejka.
Siedząc w pokoiku z miesięczną Hanią na rękach, Zofia zupełnie nie miała pojęcia, co robić dalej. Gdzie zdobyć pieniądze, do kogo udać się na nocleg? Serca matki Zofii nic nie poruszyło nie chciała nawet spojrzeć na wnuczkę, wymazała je obie ze swojego świata.
Popatrz, Hania, jaki smutny mamy ten wigilijny wieczór powiedziała do córki. A przecież Zofia zawsze uwielbiała Święta. Od dziecka chodziła po kolędzie, znała na pamięć wszystkie pastorałki, i zawsze w tym okresie zbierała niezłą sumkę, bo odwiedzała pół osiedla z dzieciakami pod rękę. Nagle poczuła tęsknotę za tą atmosferą za śpiewaniem kolęd od domu do domu. A czemu nie? pomyślała młoda mama. Hania jest spokojna, owinę ją ciepło, przyczepię do siebie w chuście, pójdziemy sobie pokolędować. A jak ktoś nie otworzy? Trudno, świat się nie kończy.
Nazajutrz po Wigilii Zofia wybrała cichy, domkowy rejon na swoje kolędowanie. Jak się spodziewała, otwierali jej drzwi z oporem większość ludzi tradycyjnie czekała raczej na grupę chłopaków. Ale tam, gdzie udawało się wejść do środka, Zofia śpiewała z taką pasją i szczerością, że gospodarze odwdzięczali się jej szczodrze nie tylko złotówkami, ale też pierniczkami, sernikiem, mandarynkami. Najbardziej jednak wzruszało wszystkich niemowlę u jej boku. Ludzie od razu widzieli, że to nie z wyboru, lecz z przymusu kobieta z dzieckiem chodzi po kolędzie.
Chodzenie od willi do willi nie było najłatwiejsze. Zajrzyjmy jeszcze tam, na pewno mieszka jakiś bogacz, może coś ładnego wpadnie pomyślała Zofia, zerkając do kieszeni przyjemnie pełnej drobnych i banknotów. To dawało już choć minimum spokoju.
Może pokolęduję? zagadnęła, kiedy gospodarz zaprosił ją do środka. Ale późniejsze zachowanie mężczyzny zbiło ją z pantałyku. Kiedy Zofia weszła, spojrzał na nią tak, jakby zobaczył ducha. Przeniósł wzrok na dziecko. Zbladł, zachwiał się i bez słowa opadł na kanapę.
Agnieszka? szepnął.
Proszę? Nie, jestem Zofia Pewnie mnie pan z kimś pomylił.
Zofia Ale ty wyglądasz zupełnie jak moja żona mężczyzna z trudem wydobył z siebie słowa. I dziecko To dziewczynka?
Tak.
I ja miałem córeczkę Ale zginęły w wypadku samochodowym. Kilka dni temu śniło mi się, że wracają do mnie I nagle jesteś tu ty. Czy to naprawdę możliwe?
Ja nie wiem, co powiedzieć
Proszę wejdź, nie krępuj się. Opowiedz mi swoją historię
Na początku Zofia trochę się wystraszyła obcego faceta. Był zbyt przejęty, emocjonalny. Ale i tak nie miała, gdzie się podziać, więc weszła do przestronnego salonu, gdzie mężczyzna mieszkał samotnie. Od razu zauważyła na ścianie fotografię kobiety z dziewczynką żona rzeczywiście była do niej łudząco podobna.
I tak Zofia zaczęła opowiadać swoją historię. Mówiła szczerze, bez zahamowań, wywlekała najdrobniejsze szczegóły. W końcu znalazł się ktoś, komu naprawdę zależało, by jej wysłuchać. Mężczyzna milczał tylko, słuchał uważnie, czasem zerkał na śpiącą słodko Hanię, która przez sen się uśmiechała. Może czuła, że wróciła do domu tego, który wkrótce stanie się dla niej prawdziwie rodzinnym…



