Mamo, co ty nagadałaś mojej żonie? O mało co walizki nie spakowała!
Powiedziałam jej prawdę. No zrozum, ona w ogóle do ciebie nie pasuje! Joasia byłaby dla ciebie o niebo lepsza.
Jaka Joasia?! Co ty znowu wymyśliłaś?
Zawsze uważałam, że mój syn jest wyjątkowy. Był moim pierworodnym, oczkiem w głowie! A kiedy dorósł i ożenił się z tą swoją Małgośką, jakoś nie mogłam się z tym pogodzić. Nie mogłam uwierzyć, że znalazł sobie kogoś, kto mógłby mnie zepchnąć na dalszy plan. Ciężko było oddać najdroższy skarb pod opiekę innej kobiety, ale musiałam się z tym pogodzić chociaż tylko na papierze.
Mój syn to moja cała radość. Oddałabym za niego ostatni placek drożdżowy! Całe życie sama go chowałam, bo mój mąż wiecznie w delegacji, rzadziej w domu niż śnieg w lipcu. Musiałam nauczyć się zmieniać dętkę w rowerze, grać w nogę i układać plastikowych żołnierzyków, byleby tylko być mu i matką, i ojcem w jednym. I wiem, że docenia każdy mój wysiłek. Zrobię dla niego wszystko, by był szczęśliwy i odniósł sukces to w końcu mój najcenniejszy brylant.
A ta jego żona, powiem wprost, nawet w połowie go nie kocha tak jak ja. Nie dba o niego ani na jotę! Przecież ona nawet ziemniaków nie umie ugotować, garnków nie myje, jej swetry leżą wszędzie, a porządek trzyma się od niej z daleka jak bocian zimą od Polski.
Byłam pewna, że bez mojej pomocy ten chłopak zginie w tej dżungli brudu. Więc regularnie, z zegarmistrzowską precyzją, odwiedzałam ich mieszkanie, biorąc torbę pełną brudów (głównie synka), by w domu wszystko pięknie wyprać i wyprasować. Klucz do mieszkania miałam swój, bo syn podarował mi go przed ślubem, żebym czuła się jak u siebie, więc pełniłam rolę domowego krasnala, który nikomu nie przeszkadza.
On pracuje, ona udaje że studiuje, a ja piorę, bo ona, choć trzy lata po ślubie, nadal ma problem ze skarpetkami i prasowaniem spodni.
Pranie zawsze robię w najdelikatniejszym płynie, bo przecież mój syneczek ma alergię nawet na powietrze. A żonka wrzuca wszystko do pralki jak leci, potem rozwiesza gdzie popadnie i jeszcze się dziwi, że wszystko sztywne jak suszone śledzie! Kiedyś nawet sweter, który wydziergałam synkowi na urodziny, wyprała w gorącej wodzie, po czym wywiesiła na klatce schodowej Sweter zamienił się w coś między szalikiem a szopą dla psa. Musiałam spruć i zrobić od nowa. Lepiej zrobić to samemu niż naprawiać po magiku, no proszę
A ona jeszcze ma pretensje, że robię z syna maminsynka. Ludzie! Ja po prostu nie mogę patrzeć jak moje dziecko przychodzi do domu, gotuje, pierze, prasuje, a jego małżonka w tym czasie leży na kanapie i przewraca oczami. Gdybym tego nie robiła, ich mieszkanie prędzej czy później zamieniłoby się w schronisko dla szczurów.
No i raz postanowiłam, że ostatni raz ogarnę mu wszystko i poprzestanę na tym. Mąż miał wyjście do Stefana, a ja od świtu zebrałam wszystko ubrania syna oraz kilka podejrzanych ciuchów jego żony, bo już śmierdziały na odległość. Wyprałam, wygładziłam, upchałam wszystko w gigantycznej torbie i ruszyłam pod czwórkę na szczęście mieszkania mamy w jednym bloku, ale windy tego dnia akurat nie było. Pech jak na złość! Z torbą ciężką jak sumienie polityka, wdrapywałam się schodek po schodku, sapiąc i z łzami w oczach, bo żal mi było mojego chłopaka, a nogi już nie te.
W końcu dotarłam i jak zawsze weszłam po cichu swoim kluczem. Szybko wrzuciłam świeże ciuchy do szafy i już miałam wychodzić, bo pies sąsiadki mógłby mnie jeszcze wsypać swoim szczekaniem. Ale zobaczyłam w przedpokoju obce buty. Hm, pod nieobecność mojej synowej? Pewnie znowu ktoś rozwalił po całym korytarzu, pomyślałam nieufnie.
Idę dalej, a przy wejściu do sypialni leżą spodnie mojego syna. Może sama upuściłam, może nie wyprałam? Chciałam je podnieść i wyprasować Ale nagle z sypialni słyszę jęki. Podniosłam wzrok, a tam mój Michał w łóżku z jakąś brunetką. Zaniemówiłam.
A Michał oczy jak pięć złotych i wrzeszczy:
Mamo! Wychodź stąd! Czy ty kiedyś przestaniesz mnie nachodzić?!
Zamknęłam drzwi i mówię cicho:
Synku, wyjdź, chcę z tobą porozmawiać.
Po chwili przyszedł, w moim szlafroku (prezent ode mnie, oczywiście).
Mamo, co ty tu robisz? Skąd masz klucze?
Przecież sam mi dałeś, synku, żebym mogła czasami was odwiedzić
No ale mamo, wypada zapowiedzieć wizytę!
Przyszłam tylko pranie odnieść, przecież pisałam, że wpadnę.
Myślałem, że jutro przyjdziesz warknął.
Po krótkiej przerwie pytam cicho:
To ta Małgośka tak zmieniła kolor włosów?
Nie, mamo, to nie Małgośka, to inna dziewczyna
No to masz nową? Zdradzasz żonę?
Pewnie mnie teraz potępisz
Synku, decyzja należy do ciebie kocham cię niezależnie od wszystkiego!
Ta Joasia, no lepiej mi z nią, nie ukrywam. Gotuje obiad, sprząta, grzeczna, czuła Ale i tak zostanę z Małgośką to tylko takie drobne szaleństwo.
Rób, jak chcesz, Michałku. Prałam ci ubrania twoim proszkiem, są już w szafie. Już nie będę cię odwiedzać, skoro taka fajna dziewczyna jak Joasia będzie się tobą opiekować. I wyszłam, nie oglądając się za siebie.
Muszę przyznać, że Kamila (bo to jednak ona) zrobiła porządek w kuchni i ugotowała zupę poziom aspiratora podniesiony o 100%! A Michał sam widzi, gdzie porządek a gdzie chaos.
Minął tydzień, jestem spokojna syn nakarmiony, dopieszczony idę do Żabki, a tam Małgośka w najlepsze kupuje jakieś wegańskie cudactwa: awokado, jarmuż, woda kokosowa i chuda kasza istny luksus na diecie.
O proszę, Gosia, co to za zdrowe zakupy?
Dzień dobry, pani Halino. Z Michałem robimy dietę, bo na wakacje na Bali chcemy lecieć. Trzeba dobrze wyglądać na zdjęciach! odpowiada z kwaśną miną.
Na Bali? Chyba osobno, bo Michał już ma nową pannę Joasię.
Co???? Jaką Joasię? Kto pani takich głupot nagadał?! Nawet się nie pokłóciliśmy!
No przecież widziałam, byli razem, kuchnię posprzątała, obiad ugotowała. Znajdziesz lepszego, nie przejmuj się!
Pani chyba całkiem oszalała! Przez panią Michał jest na mnie wściekły, a teraz jeszcze jakieś Joasie mi wymyślają?! Dajcie nam spokój, odetchnąć już z wami nie można! rzuciła koszykiem i wybiegła ze sklepu jak tornado.
No nie wiedziałam, że taka z niej choleryczka, ale jeszcze bardziej zdziwiło mnie, że Michał rzucił Joasię i wrócił do Małgośki.
Niedługo potem dzwoni telefon:
Mamo, co naopowiadałaś Małgośce? Mało się nie wyprowadziła!
Powiedziałam prawdę. Ona do ciebie nie pasuje! Joasia dla ciebie lepsza!
Jaka Joasia? O czym ty bredzisz?!
Myślałam, że wy już po wszystkim i z Joasią jesteś.
Żadnej Joasi nie było! Daj już spokój, zmienimy zamki i nie dzwoń więcej. Zapomnij, że istnieję!
I tak oto zostałam wykluczona z kręgu rodzinnego, z powodu własnej troski i może odrobiny nadopiekuńczości. No cóż, takie rzeczy tylko u matki Polki!



