— Czyś ty oszalał, Dawid?! To mój pokój! — Władzio stał w drzwiach, ściskając klucze w dłoni, a świat wokół zdawał się wirować jak w dziwnym śnie.
— Był twój, wujku — chłopak nawet nie oderwał wzroku od telefonu, wyciągnięty na kanapie. — Teraz mój. Mama tak powiedziała.
— Jaka znowu mama?! — eksplodował Władzio. — Ja ci nie jestem wujkiem! I gdzie moje łóżko? Gdzie moje rzeczy?!
Dawid wzruszył ramionami, wciąż wgapiony w ekran.
— Łóżko wynieśliśmy na balkon, rzeczy spakowane w kartony. Mama mówi, że tam ci wystarczy miejsca.
Władzio poczuł, jak ziemia usuwa mu się spod nóg. Mieszkał w tym mieszkaniu dwadzieścia lat, ten pokój był jego twierdzą, azylem. A teraz jakiś osiemnastoletni zarozumialec urządza się tu jak u siebie.
— Krystyna! — wrzasnął, kierując się w stronę kuchni. — Krystyna, natychmiast tu przyjdź!
Żona wyszła, wycierając ręce w fartuch. Na jej twarzy nie było śladu zakłopotania.
— Co się stało, Władziu? Dlaczego wrzeszczesz?
— Co się stało?! — Władzio nie poznawał własnego głosu. — Twój syn przejął mój pokój! Moje rzeczy na balkon wyniósł! Co to za porządki?!
— Władziu, uspokój się — Krystyna mówiła cicho, ale stanowczo. — Dawid dostał się na studia, potrzebuje miejsca do nauki. A ty możesz spać na balkonie, tam przytulnie, sama to urządziłam.
— Na balkonie?! — Władzio nie wierzył własnym uszom. — Krysiu, ty chyba zwariowałaś? To moje mieszkanie! Ja tu jestem zameldowany, ja tu żyję!
— Nasze mieszkanie — poprawiła żona. — I Dawid też tu teraz mieszka. Na stałe.
Władzio osunął się na krzesło. Dwa lata temu, gdy ożenił się z Krystyną, wspomniała, że ma syna, który mieszka z ojcem. Chłopak przyjeżdżał czasem, zachowywał się cicho, nie sprawiał problemów. Władzio myślał nawet, że może się zaprzyjaźnią.
— Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? — spytał zmęczonym głosem.
— A co tu mówić? — Krystyna usiadła naprzeciw. — Dawid jest dorosły, potrzebuje własnego pokoju. A ty się przystosujesz.
— Przystosuję… — powtórzył Władzio. — Krysiu, pracuję na zmiany, muszę się wysypiać. Na balkonie zimą mróz, latem duszno.
— Nic nie szkodzi, przyzwyczaisz się. Dawidek jest dobrym chłopcem, nie będzie ci przeszkadzał.
Władzio spojrzał na żonę. Dwa lata temu wydawała mu się wybawieniem. Po latach samotności, po rozwodzie z pierwszą żoną, która zabrała córkę do innego miasta, Krystyna była jak oddech świeżego powietrza. Elegancka kobieta po czterdziestce, księgowa, o miłym usposobieniu i talentu do gotowania. Poznali się w parku, gdzie ona karmiła gołębie, a on czytał gazetę na ławce.
— Mam syna — powiedziała wtedy. — Mieszka z ojcem, ale czasem przyjeżdża.
— To nie problem — odparł Władzio. — Lubię dzieci.
I rzeczywiście lubił. Córkę Olę widywał rzadko, była żona nie sprzyjała kontaktom. Dawid na początku wydawał się spokojnym, grzecznym chłopakiem.
— Słuchaj, Krysiu — Władzio próbował mówić spokojniej. — Może jakoś inaczej urządzimy przestrzeń? W salonie rozkładana kanapa dla Dawida, a mój pokój zostanie mój?
— Nie — żona pokręciła głową. — Dawid się uczy, potrzebuje spokoju. A ty tylko telewizor oglądasz.
— Tylko telewizor… — Władzio poczuł, jak coś w nim pęka. — Krysiu, po pracy jestem zmęczony, potrzebuję odpocząć w normalnych warunkach.
— Jesteś egoistą, Władziu. Myślisz tylko o sobie. A ja mam syna, muszę się nim zajmować.
Władzio wstał i wyszedł na balkon. Rzeczywiście stało tam jego łóżko, obok kartony z rzeczami. Balkon był oszklony, ale wilgoć wciskała się wszędzie. Usiadł na krawędzi łóżka i ukrył twarz w dłoniach.
Wieczorem Dawid wyszedł do kuchni na kolację. Władzio siedział przy stole, pił herbatę.
— Słuchaj, Dawid — zaczął pojednawczo. — Pogadajmy po męsku. Może coś wymyślimy?
— A co tu wymyślać? — Dawid otworzył lodówkę, wyjął jogurt. — Ja mam swój pokój, ty swój. Wszystko sprawiedliwie.
— Mój pokój jest na balkonie — zauważył Władzio.
— No i co? Przynajmniej ty i mama macie więcej miejsca.
— Dawid, rozumiem, że studia to ważna sprawa. Ale nie można tak trafić ludzi. Mogliśmy to omówić, znaleźć rozwiązanie.
— Jakie rozwiązanie? — Dawid się uśmiechnął. — Ty mi nie jesteś rodzWładzio spojrzał na zamknięte drzwi dawnego pokoju, westchnął ciężko i wyszedł na klatkę schodową, gdzie cisza wreszcie pozwoliła mu zrozumieć, że czasem lepiej odejść samemu, niż pozwolić, by ktoś inny zdecydował za ciebie.



