Sylwia stała przy oknie i patrzyła z góry, jak jej mąż, trzymając za rękę dziewczynkę… ich córkę, odchodził w dal…

Weronika stała przy oknie i patrzyła z góry, jak jej mąż odprowadza za rękę dziewczynkę Ich córkę. Ich byłą córkę Za chwilę zatrzasną się drzwi samochodu, auto ruszy i zabierze ich oboje tam, skąd mąż wróci już sam. Po policzkach Weroniki spływały gorzkie łzy, kapiąc na główkę rocznej córeczki, która niezadowolona marudziła, próbując wyrwać się z matczynych ramion Weronika przycisnęła malutką mocniej do piersi, a jej serce ściskał ból, wstyd i żal
Długo próbowali mieć dziecko, ale nic z tego nie wychodziło, dlatego decyzja o adopcji wydała się im obojgu stosunkowo łatwa. Trudniejsze było jej wykonanie. Weronika pamiętała ich wizytę w domu dziecka nieufne, dorosłe spojrzenia w dziecięcych twarzach, patrzące na nich z nadzieją i obawą.
Ania spodobała się jej od razu, choć mąż marzył o synu. Jasne warkoczyki, ogromne błękitne oczy jedenastoletnia Ania była uderzająco podobna do zmarłej matki Weroniki, i serce kobiety zabiło mocniej. Dziewczynka też od razu się do nich przywiązała, cieszyła się każdą ich wizytą.
Szok przeżyli, gdy dyrektorka domu dziecka powiedziała, że Ania jest uważana za wiecznego wychowanka. Dziewczynkę adoptowano już cztery razy i za każdym razem oddawano z powrotem. Weronika nie zagłębiała się w szczegóły, dlaczego tak się działo. Jej dobre serce po prostu bolało z żalu nad tym nieszczęśliwym dzieckiem, zdradzonym tyle razy przez tych, których już zdążyła nazywać rodzicami.
Czekali na akceptację dokumentów, zabierali Anię coraz częściej do swojego dwupokojowego mieszkania. Dziewczynka miała już tam swój pokój, co bardzo ją cieszyło. Dzieci z domu dziecka tęsknią nie tyle za rzeczami, co za uwagą i miłością, brakuje im też własnej przestrzeni. A teraz Ania miała swój pokój, a miłości i troski od przyszłych rodziców dostawała w nadmiarze
A potem zdarzył się cud Weronika nagle dowiedziała się, że jest w ciąży. Tak często się zdarza, że gdy przyjmuje się sierotę do rodziny, następuje cud i oprócz przybranego pojawia się też własne dziecko. Małżonkowie byli szczęśliwi z powodu rychłego przyjścia malucha, ale nie zamierzali rezygnować z adopcji szczerze przywiązali się do Ani i pokochali ją.
* * *
Mijał czas, opieka społeczna zatwierdziła adopcję i Ania opuściła dom dziecka, jak się wtedy wydawało, na zawsze Jedenastolatek to już świadomy wiek, i psycholog, który pomagał dziecku zaadaptować się w nowej rodzinie, stanowczo zalecił rodzicom, by powiedzieli Ani, że wkrótce będzie miała siostrzyczkę lub braciszka.
Tak też zrobili. Rozmowa jednak bardziej przypominała monolog. Gdy Weronika z mężem na zmianę tłumaczyli Ani sytuację, ta patrzyła na nich szeroko otwartymi, ogromnymi szarymi oczami, przenosząc poważne spojrzenie z jednego na drugiego Oczywiście zapewnili ją, że będą kochać ją tak samo po narodzinach dziecka, że nikt nigdy jej nie zastąpi w ich sercach. Ale gdy musieli wyjaśnić, że teraz Ania będzie musiała dzielić pokój z maluszkiem, gdy ten podrośnie, spojrzenie dziewczynki na moment stało się twarde. Odwróciła się i wyszła w milczeniu, nie wysłuchawszy rodziców do końca.
Od tamtej pory Ania zaczęła zachowywać się bardzo dziwnie gdy tylko dorośli wracali do domu, rzucała się im w ramiona, zaciskając ręce tak mocno, jakby chciała ich przytrzymać na zawsze. Podbiegała z tyłu, obejmowała Weronikę za szyję tak mocno, że bardziej przypominało to próbę uduszenia. Oczy dziewczynki dziwnie szkliły się przy tym, a zęby zaciskały się z wysiłkiem. Kocham cię, mamusiu coraz częściej słyszała Weronika od przybranej córki.
Weronika odpowiadała pieszczotami, całowała ją, ale męża niepokoiło to dziwne zachowanie, choć kochał Anię tak samo jak żona. Psycholog, do którego zwrócili się z ostrożnymi obawami, przeprowadził kilka sesji z dziewczynką i doszedł do wniosku, że dziecko zadziwiająco szybko zaadaptowało się w nowej rodzinie A ta nadmierna czułość? Nic poważnego, dziecko po prostu boi się, że wkrótce uwaga rodziców będzie dzielona z maluszkiem
* * *
Prawdziwe piekło zaczęło się w ich domu po narodzinach małej Zosi. Dziecko urodziło się trochę przed czasem, więc często płakało i wymagało nieustannej uwagi matki. Żeby nie niepokoić Ani, łóżeczko Zosi postawili w sypialni rodziców. Weronika starała się znaleźć czas dla obu córek, ale wieczorami była tak zmęczona, że zapadała w ciężki, przerywany sen. Mąż pomagał, jak mógł odprowadzał Anię do szkoły, czytał jej bajki na dobranoc I na początku nic nie zauważyli A potem
Potem Weronika zaczęła dostrzegać, że gdy tylko zostawiła Zosię sam na sam z Anią, dziecko wpadało w histeryczny płacz. Kobieta biegła wtedy do pokoju, gdzie zastawała Anię troskliwie krzątającą się wokół siostrzyczki i malutką z zaczerwienioną od krzyku buzią. Ale pewnego dnia Weronika zobaczyła coś, co ją przeraziło. Ania zatkała nos Zosi, przytrzymała go przez chwilę, a gdy zauważyła, że Weronika weszła, puściła i dziecko, desperacko łapiąc powietrze, zaczęło rozpaczliwo krzyczeć.
Weronika podbiegła, złapała Zosię na ręce i długo, z trudem zachowując spokój, próbowała wyjaśnić z Anią, co się stało. Ania patrzyła na nią swoimi ogromnymi szarymi oczami i milczała. Milczała też wieczorem, gdy rozmawiał z nią mąż Weroniki. Ale wykazując się dyplomacją, wyciągnął od Ani mało przekonującą wersję że tylko wycierała siostrze nosek.
Rodzice porozmawiali z psychologiem, który też uspokajał ich, przekonując, że dziewczynce brakuje miłości i uwagi. Potem był kolejny alarmujący sygnał Weronika zdążyła złapać Anię przy łóżeczku, zanim dała Zosi butelkę z mieszanką zaparzoną wrzątkiem. Wtedy też Ania obserwowała reakcję rodziców w milczeniu, a Weronika, patrząc w te ogromne, piękne oczy, tak podobne do oczu jej matki, po raz pierwszy pomyślała, że nie widzi w nich ani odrobiny miłości tylko pustkę
* * *
Mijał czas, Zosia rosła, stawała się spokojniejsza, a Ania, jak się wydawało rodzicom, jeśli nawet nie pokochała siostry, to

Rate article
Fajna Tajna
Sylwia stała przy oknie i patrzyła z góry, jak jej mąż, trzymając za rękę dziewczynkę… ich córkę, odchodził w dal…