Świetna wiadomość
Kaja pędziła do domu. Miała wspaniałą wiadomość dla męża – nie tylko dobrą, ale wyborną! Trzeba to uczcić. Po drodze wstąpiła do sklepu i kupiła butelkę wina. Przygotuje kolację, napiją się… – marzyła, idąc szybko przez zatłoczone ulice Warszawy.
– Mikołaj, jestem! – krzyknęła, wchodząc do malutkiego mieszkania. Krzyk był niepotrzebny – w tej klitce każdy szmer słychać aż za dobrze, a co dopiero skrzypnięcie drzwi. Ale radość rozpierała Kaję, nie mogła się powstrzymać.
Mikołaj wyszedł jej na spotkanie z wyraźnym ociąganiem.
– Mam taką nowinę! Szybko zrobię kolację, usiądziemy, świętować będziemy. Nawet wino kupiłam. Patrz. – Wyjęła butelkę z torby, nie zauważając napiętego spojrzenia męża. – Odstaw do kuchni, a ja się przebiorę. – Minęła go, podeszła do szafy i zmieniła się za jej drzwiami jak za parawanem. Włożyła krótki szlafrok, który Mikołaj lubił, poprawiła włosy i zamknęła szafę.
Mikołaj siedział przed telewizorem z wyciszonym dźwiękiem, patrząc przez ekran. Kaja podeszła do niego.
– Co się stało? Mamie znowu źle? – spytała ostrożnie.
Mąż milczał. Kaja usiadła obok, położyła dłoń na jego ręce.
– Cokolwiek by nie było, damy radę. Dostałam… – Nie zdążyła dokończyć, Mikołaj odsunął rękę i gwałtownie wstał. – Dobrze, powiesz później. Pójdę przygotować jedzenie.
Smażąc ziemniaki, Kaja męczyła się niewiadomą. Wiedziała, że wypytywanie na nic się nie zda. Radosny nastrój rozwiał się. Z winem to był zły pomysł. Ale skąd mogła wiedzieć?
Z Mikołajem pobrali się półtora roku temu. On już wtedy pracował w dużej firmie budowlanej, a Kaja pisała pracę magisterską. Żyli z jego pensji, więc wynajmowali małe mieszkanie – na razie im wystarczało.
Część zarobków Mikołaj wysyłał matce, która mieszkała w innym mieście i często chorowała, leki pochłaniały mnóstwo pieniędzy. Gdy Kaja zdobyła dyplom i dostała pracę, zaczęli nawet odkładać na własne mieszkanie, choć w tym tempie nie uzbieraliby do końca życia.
Marzyli nocami, że z czasem założą własną firmę. Mikołaj projektowałby domy, a Kaja zajmowałaby się wystrojem wnętrz. Ale najpierw musieli zdobyć doświadczenie. Ludzie nie zwróciliby się do nikomu nieznanej firmy. Potrzebne były rekomendacje. Wtedy kupiliby duże mieszkanie, mieliby dzieci…
Na razie jednak Kaji zlecano tylko drobne, nudne projekty, w których nie mogła pokazać talentu ani inicjatywy. Pracowała z zapałem, choć płacili niewiele. Wierzyła, że w końcu ją zauważą, powierzą poważne zlecenie, w którym się sprawdzi. I wtedy będą mieli wszystko – mieszkanie, które sama urządzi, samochód, meble…
Właśnie dziś szef wezwał ją i oznajmił, że powierza jej ważny projekt: remont i aranżację mieszkania dla syna bogatej klientki na prezent ślubny. Ślub za miesiąc. Kaja zwolniona została z innych zadań, by zdążyć na czas. Za pośpiech – dodatkowa zapłata.
Była pewna, że sobie poradzi. W głowie kotłowały się pomysły – zrobi to tak, jak dla siebie. Już widziała to mieszkanie – przytulne królestwo młodej pary. Od razu pojechała je obejrzeć. Przywitała ją elegancka kobieta, ubrana z wykwintnym smakiem. Czuć było od niej pieniądze. Klientka pokazała lokal, przedstawiła oczekiwania, kazała nie oszczędzać.
Umówiły się, że Kaja przygotuje szkic projektu, propozycje materiałów i stylu, a Izabela – bo tak miała na imię – zatrudni ekipę remontową. Jeśli projekt się spodoba, od razu zaczną prace.
Dlatego Kaja tak się śpieszyła, by podzielić się radością z mężem. Ale wino zostało nietknięte. Schowała je do lodówki. Po cichej kolacji usiadła przy komputerze. Praca szła gładko, aż do chwili, gdy Mikołaj nie przysiadł obok.
– Odłóż to. Muszę ci coś powiedzieć… – zaczął.
– Mów. – Kaja odwróciła się do niego.
– Zwolnili mnie z pracy – wypalił, nie patrząc na żonę.
– Jak? Dlaczego? – wykrztusiła przerażona.
– W firmie był chaos, a tu wpadł nowy, lukratywny projekt. Wszystko na głowę się waliło… Szef mnie ścigał, gonił terminy. W końcu popełniłem błąd w obliczeniach. Zauważyłem go dopiero, gdy budowa ruszyła. Chciałem poprawić, ale mnie wyrzucili.
– Poradzimy sobie. Chciałam ci powiedzieć, że dostałam…
– To nie wszystko – zerwał się z krzesła i zaczął nerwowo chodzić po pokoju jak zraniony niedźwiedź po klatce. – Muszę oddać pieniądze. W umowie jest klauzula…
– Ile? – spytała Kaja przyciszonym głosem.
– Dużo. Tych pieniędzy nie mamy. Ale wezmę kredyt. Tylko matce nie pomogę.
– Jaki kredyt? Przecież będą odsetki! Pożyczymy od znajomych…
– Nie bądź naiwna. Od kogo? Znajomi są, gdy wszystko gra. Chcesz sprawdzić, kto cię lubi, poproś o pieniądze – krzyknął Mikołaj.
– Już prosiłeś? – domyśliła się Kaja. – Ja mam przyjaciółki. Może…
– Proś, spróbuj. A ja, jak się okazało, nie mam przyjaciół. – Wyszedł do kuchni.
Kaja zaczęła się zastanawiać, komu mogłaby zadzwonić. Wzięła telefon i wybrała numer dawnej szkolnej koleżanki, Oli. Ostatnio chwaliła się, że wyszła za mąż za zamożnego biznesmena, mieszkają w willi na Kabatach, kilka razy w roku jeżdżą za granicę.
Ola odebrała niemal od razu.
– To Kaja Kowalska, znaczy, Nowak… – Usłyszała, że Ola ją pamięta i cieszy się z rozmowy. Kaja od razu przeszła do sedna. – Olu, potrzebuję pomocy. Możemy się spotkać?… Nie ma cię w mieście?… To powiem przez telefon. Potrzebuję pilnie pieniędzy… – Zamilkła, sądząc, że połączenie się urwało, bo Ola milczała. Już chciała się rozłączyć, gdy ta odezwała się cicho.
– Wybacz. Nic nie mogę. To mąż ma kasę, nie ja. Daje mi na drobiazgiKiedy po raz ostatni zamknęła drzwi za sobą, poczuła ulgę – teraz dopiero zaczyna się jej prawdziwe życie.



