**Strumyk – Ciekawa Kobieta**
Pracuję u wydziałowego inżyniera jako sekretarka w dużym hali produkcyjnej w Łodzi. Tu pracuje wielu ludzi, każdy inny, z własną historią. Jedna kobieta zwraca wszystko uwagę – nazywa się Ewa, ale wszyscy tu ją Strumyk. Choć ma już pięćdziesiąt lat, nikt nie myśli nigdy, żeby zwać ją po imieniu i nazwisku.
Ewa porusza się szybko, hałaśliwie, a jej kroki słychać z daleka. Gdy wjeżdża do wydziału, jej czytelny głos zagłusza nawet trzask hammersley. W ciągu dnia przebiega na tej fabryce co najmniej parę kilometrów. Coraz wszystko musi być zrobione, i to natychmiast. Wolicie unikliwości, sprzeciwu – Ewa nie wymyka się z komitetu pracowniczym. Żadna kwestia nie minie bez jej uwagi.
Lubi powtarzać: *„To mi nie problem – łatwiej jak kanapka z surówką!”*. Potrafi donieść nawet do dystryktowego kierownictwa, dzięki czemu wszyscy nazywają ją „strumyczkiem”. Ewa nie ma w sobie skromności. Przychodzi do ludzi otwarcie, z pogodą. Choć może nie mieć wielu przyjaciół – bez przyjemności czasem ten jej styl nie zaszczyca ogółu – uważam, że to jej moc. W moich sjenach trzykrotnie widziałam ją z Kowalczykiem.
Przychodzę do pracy, a po miesiącu pojawia się nowy inżynier – Jan Kowalski. Ja mu to pasuję do córki. Inżynier, jak się okazuje, może wy英才 lub razem z wyżywieniem. Kiedy przychodzi Zamek, zawsze ma przy sobie termos z zupą pieczoną na wczoraj. Ja jedzy wzmacnianą czajniczkami.
Tym razem, Jan zaczyna zapraszać mnie na obiad. *„Słyszałem, że jesteś głodna jak lis – to podzielimy się moją kuchnią,”* mówi z drobnymi uśmiechem. Ja, zawsze z głodem w świątyni, nie mogłam się odmówić.
Obiadów niezbędny był mój ulubiony obiad z karczmarzmy z prawdziwą pieczarką, a Jan powiadał mi o swojej żonie – Leenie. Starym, takim, przez trzydzieści lat – trzy syny pracują dla produkcji. Lena jest z dużej rodziny – siedem braci i sióstr. Ona jest po środku, ale chętnie pomaga inkom. Oni z mężem lubiliby mieć córkę, ale w dzieciństwie zmarła z wadą serca. Rodzice przetrwaliby tę tragedię, a teraz trójka synów, młodszy syn był nieraz chory, ale jest gruzdrosem.
Ale kiedyś Jan miał romans z młodą koleżanką. *„Przepraszam, Katarzenko, Lena była jak szlachcianka, a ja … zaszedłem się… Mam córkę, którą położywna oddała, więc musiałem się ożenić z Leną,”* opowiadał. Lena najpierw chciała rozstać się z mężem, krzyczała, ale potem powiedziała: *„Zdrowio, Gospodzie, jeśli dał ten dzieciniec, to nie odmawiam. Nazwiemy ją Darewka.”*
Miała na to jeszcze imię Lenka – ale Jan się z tym pogodził. Dziewczynka teraz ma szesnaście, pomaga mamie, a Lena może być spełniona. Dlatego też czułam, że to Lena jest kobietą, której nie da się zrozumieć. Możesz wypuścić córkę, ale tu jest coś więcej.
Wiedziałam, że Lena kiedyś pomogła bratu, gdy jego dom się spalił, i że opłaciła operację dla siostry, choć sama miały „spału” każdej rzeczy. Tak jak mówią – wybieraj ćwierć, a nie tańczące.
Obiadami z Janem karmiłam się pierogi, naleśniki, nawet kanapki z kiszonym ogórkiem. Od pewnego momentu chciałam się poznać z tą Leną i ją objąć. I właśnie taki moment przyszedł…
Wyglądała drzwi, i kobieta szła prosto do gabinetu Kowalskiego. *„Pani, proszę, jeśli do pana inżyniera, to przez umowę…”* – mówiłam.
*„Ale jak żona, to mogę bez umowy?”* – odparła.
To była Ewa!
*„Czyjego żony?”* – zapytałam.
*„Moja. Ewa. To o mnie mówisz? To choćby przeszło,”* – odpowiedziała.
Jan podszedł, zapatrywał się na mnie. *„Katarzenko, to Lena. Tak to się oto, Ewa na tej pracy to Lena. Mamy zaproszenie na uroczystość. Chcesz?”* – spytał.
Powiedziałam, że tak. Zakochałam się w tej koalicji. Ale później dowiedziałam się, że to nie tylko przyjaźń – dzieci, córki i córki z Janem. Mój przyszły syn, Wacek, jest szukany miłości. I teraz, przez Ewę, które wszystkie Zamek, jesteśmy rodziną.
Tak to mój starej teść, choć opinia o tym, jak się ich w oczach odbudowała, to mój pont…



