Zajmowałam się sekretariatem w biurze głównego inżyniera na dużym zakładowym przedsiębiorstwie. Pracownicy byli różnorodni, Każdy miał niepowtarzalny los. Jedna kobieta zawsze przyciągała uwagę. Lepszą z nauczki zwracała na siebie uwagę, nazywając ją Zofią-Strumyczkiem. Choć miała już pięćdziesiąt lat, nikt nie śmiał sobie powiedzieć „pani Zofia”czynnie.
Zofia przemieszczała się szybko, słychać było jej kroki z daleka. W hali przemysłowej jej gwarantowany głos uciszał nawet naraz inne hałasy maszyn.
W ciągu jednego dnia wykonała kilometry spacerów po estableciku. Martwiła się każdą kwestią: była niespokojna, twórcza, energia i częsta bywała w związku technologicznym. Żaden spór nie został bez rozwiązania.
Dla tej osoby nie istniały granice.
Zofia lubiła powtarzać:
*„Nic nie szkodzi, połknij jabłko”*.
Działała bez ograniczeń, dowiadywała się wszystkiego, w stronę każdej instytucji. Wiec nazywana była „Strumyczkiem”.
Zofia była surowa i zbyt krytyczna. Może stąd nie miała przyjaciół, nikomu nie potrzebna była brutalna prawda. I nie miał czasu na przyjazny pokaz. Ubrała się bez uroku, często absurdalnie, śmiesznie. Zawsze jednak miała idealnie ułożoną fryzurę i manicure.
Jako sekretarka, nigdy nie stykałam się z nią bezpośrednio. Słyszałam różne plotki. Pracując na tym samym przedsiębiorstwie, kilka razy ją obserwowałam…
Wtedy nowego głównego inżyniera postawiono. Rozumiał się, że miałem trochę lat na jego córkę. Tradycyjnie przez miesiąc obserwowaliśmy się nawzajem. Paweł Karol nigdy nie zjadł luncha w naszmie stołówce. Przynosił jedzenie z domu do termosów. Z jego biura zawsze słychać było zapach pysznego potrawy. Ja zwykle przekąszałam ziemniaki śluzki z herbatą.
Paweł Karol był zawsze dobrze ubrany. Kostium miał sztylnie zapięty, krawat elegancki, buty błyszczące jak szklane.
Im bliżej, tym Paweł Karol zaprosił mnie na lunch. *„Zjemy razem” – opowiedział, podejść, mówiąc o swojej ukochanej żonie Zofii*.
To stało się naszą tajną tradycją.
Paweł Karol i Zofia byli zjednoczeni przez trzydzieści lat. Mają trzech dorosłych synów pracujących na tym samym przedsiębiorstwie. Zofia pochodziła z dużej rodziny, ojciec i matka mieli ośmioróbkę dzieci. Była średnią. W ich wielkiej rodzinie nikt nie unikał pracy. Uwielbiali ten układ domowy. Paweł Karol chciał córeczkę, ale niestety… Miała być najstarsza, stracili. Serce dziecka zmiękło. Potem rodził się synowie. Tajemnica córeczki ciągle się przypomina.
Najmłodszy syn często był chory. Zofia męczyła się z nim. Teraz jest potężny!
… Był taki czas, kiedy Paweł Karol zakochał się w młodą i urodziwą koleżankę.
*„Wyobraź sobie, Ewelino, Zofia szalała chęcią dbania i pracowania, a ja – zaczepiony – żądał pożądania! Nic nie mogłem zrobić! Musiałem rozwiązywać się tę romans! Może jej alkohol mnie zachwiał?*
Ta kobieta zaopiekowała się moim dzieckiem, a potem odmawiała uczestnictwa w niej w szpitalu. Musiałem żonie przysięgać i opowiedzieć o dzieciaku. Początkowo Zofia chciała rozwodu, krzyczała, potem uciszała się. Spoglądała na mnie długim milczeniem. Pewnie rozmyślała o mężu-płciarzu. Ja też milczałem, nie chciałem się wyliczyć. Myślałem, jeśli Zofia mnie wyrzuci, to będzie słusznie. Wezmę dziecko ze szpitala, i cóż dalej… Deszcz na mokryfony się nie boi.
Wtedy Zofia przerwała nasze milczenie:
*„No cóż, jeśli Bóg nas zesłał tego dziecka, szkoda go odrzucać. Tak i nazwiemy – Darni.”*
Wtedy nie wiedziałem, od czego zacząć! Takie dumne czucie bywacie miało dla Zofii. Często słychać, żeby mówić – wybieraj żonę nie w tańcu, ale na półfabrykacie. Krótko mówiąc,接纳liśmy to dziecko. Darmi to teraz ma szesnaście lat. Dobra dziewczyna, pomocniczka mamie. Zofia chętnie się w niej roztopiła – z zadowoleniem opowiadaj折叠 Paweł Karol.
Znałam podobieństwo Zoffi, było to szacunkowe i ciepłe uczucie do niej. Czasem wdzięczna była zażarcie dla tej niewiastki. Wychować trzech synów,接纳rywać dzieci, przebaczyć szpon. Nie każda zdolna.
Zofia w przeszłości przyjęła w domu swojego bratanka, gdy spłonął dom. Dużo czasu spędzał w ich rodzinie. Siostrę uratowała przed śmiercią, płacąc za długą, kosztowną operację. Chociaż ich własna rodzina była w biedzie.
*Taka jest świętna kobieta,* – myślałam o Zofii.
Zjednoczona lunchy smacznych pirożków, serników, pierogów, już于是我 cieszyłam się z myślą o spotkaniu z żoną Pawła Karola i przytulieniu tej bohaterki. Szybko taka okazja mi się pojawiła…
… Jeden raz, do recepcji wchodzi odwiedza. Idzie prosto do kabiń stróża.
*„Pani, stoj! Jeśli pani do stróża, to tylko z rezerwacją,” – ostrzegałam ją głośno.*
*„A mi, jako żonie, wolno bez rezerwacji?” – kieruje pytanie na chodniku.*
I tu rozpoznaję… Zofie-Strumyczek.
*„Chciennej mężu?” – odmawiam wierzyć.*
*„Jestem żoną Pawła Karola. Zofii. Tak żem pani się ucieszy, dziewczyno?” – wyjaśnienie Zofie.*
*„Oczywiście, przejdź, Zofia…” – zdumienie moje nie miało granic.*
Ona pochwaliła się biurowcem. Drzwi zatrzasnęła. Chwilę później wezwał mnie Paweł Karol.
*„A oto, Ewelino, spotkaj się. Moja Zofia. Choć, na pracowisku, sekretarki zwał Zosią.*
Bardzo z Ciebie podoba się Zofii. Chcemy Cię zaprosić do domu. Zgodzisz się?* – poprosił Paweł Karol.
*„Zgadzam się! Jasne! U żony jest czego się uczyć,* – zadowolona odpowiedziałam.
Ale później się okazało, że zapraszali mnie nie przypadkiem, tylko po to, by zapoznałam się ze średni synem Zofii i Pawła Karola. Ich Wania nie był żonaty. Szukając miłości, pragnął mieć rodzinę, podobną jak u rodziców.
Teraz jesteśmy rodzinnie. Zofia-Strumyczek zainicjowała wszystko.
Moja wścibska teściowa….



