Światłana leżała na kanapie, wpatrzona w sufit. Natrętne myśli nie pozwalały jej zasnąć. No bo jak tu spokojnie zasnąć, gdy twoje ukochane dziecko choruje. Po co ja ją w ogóle zapisałam do tego przedszkola? Gdyby została w domu choć dzień czy dwa dłużej, może uniknęłaby tej infekcji…

Leżałam na kanapie, wpatrzona w sufit. Natrętne myśli nie pozwalały mi zasnąć. Jak tu spać, kiedy moje ukochane dziecko choruje Po co ja ją tak prędko zapisałam do przedszkola? Jeszcze dzień, dwa zostałaby w domu może nie złapałaby tego wirusa… Serce ścisnęło się z żalu, aż trudno było oddychać. Wstałam i podeszłam do okna. Za nim rozciągało się szare, ciężkie od chmur niebo nad naszą małą miejscowością pod Poznaniem. Od trzech dni, z krótkimi przerwami, padała typowa jesienna mżawka. Westchnęłam ciężko. W łóżku obok zakręciła się Zuzia, jęknęła przez sen i od razu zaczęła kaszleć. Pospiesznie podbiegłam, dotykając jej gorącego czoła. Nawet bez termometru czułam, że znowu ma wysoką temperaturę. Delikatnie zapaliłam lampkę nocną i sięgnęłam po termometr, wsuwając go Zuzi pod pachę.

Czterdzieści Boże, co robić?

Zuzia otworzyła oczy.

Mamusiu, gorąco mi

Już, już kochanie Wiem, że gorąco

Obudził się Tomek, usiadł obok. Zaczęłam nerwowo szykować kolejną porcję syropu przeciwgorączkowego, ale temperatura ani drgnęła. Nad ranem, przez okno na podwórko wpadło niebieskie światło sygnału karetki pogotowia, która zabrała mnie i Zuzię do szpitala.

Pielęgniarka spojrzała na mnie współczująco, pogładziła po dłoni i błyskawicznie, wprawnym ruchem założyła Zuzi wenflon z kroplówką.

Proszę się nie martwić, zaraz jej pomożemy. Będzie dobrze.

Tylko westchnęłam w odpowiedzi. Wkrótce Zuzia naprawdę poczuła się lepiej. Otworzyła oczy i poprosiła o picie. Odwróciłam się w stronę drugiego łóżka i zobaczyłam, że patrzą na mnie ogromne, niebieskie oczy drobnej, może sześcioletniej dziewczynki. Miała potargane blond włosy, zarzucone na wąskie ramiona, była ubrana w rajstopki z dziurkami na palcach i spraną koszulkę. Zamiast kapci pod łóżkiem stały adidasy w niebieskich foliowych ochraniaczach.

Cześć powiedziała.

Dzień dobry. Przyjechałyście nocą? spytała mnie.

Tak, w nocy odpowiedziałam.

Jak się pani nazywa?

Jestem ciocia Iwona, a to jest Zuzia. A Ty?

A ja mam na imię Dorotka.

Od dawna tu jesteś?

Tak, ale już niedługo mnie wypiszą. W piątek.

To jeszcze trochę. Dzisiaj dopiero poniedziałek.

A mama jest z Tobą? zapytałam.

Nie Moja mama zmarła, gdy byłam mała Tata zaczął pić i też nie żyje Wzięli mnie do domu dziecka

Westchnęła tak poważnie, jakby była bardzo dorosła.

Tam mieszkam… Ale tu jest lepiej. Dobrze karmią, starsi nie dokuczają

Wstała z łóżka, zaczęła zakładać swoje tenisówki.

Zaraz będzie śniadanie. Przynieść pani coś?

Nie trzeba, złotko, dam sobie radę…

Patrzyłam na drobną sylwetkę oddalającą się w stronę jadalni i aż serce mi się ścisnęło z bólu. Druga sąsiadka spojrzała za Dorotką, westchnęła i kiwnąwszy głową wyszeptała: Dobra duszyczka, grzeczna, serdeczna. A życie jej nie oszczędziło

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo zadzwonił mój telefon.

Halo?

Jak się tam trzymacie, córeczko? Jak Zuzia?

Mamo, jesteśmy w szpitalu.

O matko, co się stało?

Nie martw się. Zuzia miała gorączkę, ale już lepiej. Lekarze podejrzewają zapalenie oskrzeli. Teraz śpi.

Mama westchnęła: Biedne moje słoneczko W którym szpitalu jesteście? Przyjadę zaraz. Co przynieść?

Mamo, zapomniałam kapci i Zuzi różowej piżamki, a jeszcze Mamo, tu jest kotka Dorotka z domu dziecka. Przywieziesz szampon, mydło? I masz tam jeszcze jakieś rzeczy po Juli? Ze dwie koszulki, jakiś szlafroczek, legginsy, i najważniejsze kapcie dla dziewczynki na około sześć lat, dobrze?

Pewnie, przyniosę.

Następnego ranka Zuzia już się uśmiechała i bawiła w najlepsze z nową koleżanką. Wyszłam na korytarz, zagadnęłam pielęgniarkę:

Przepraszam, czy do Dorotki ktoś przychodzi?

Nie, my ją tylko odwieziemy do domu dziecka po wypisie.

A kąpać ją można?

Pielęgniarka posmutniała: Można i trzeba, tylko nam czasu zawsze brakuje.

Wieczorem nie poznałam Dorotki była czyściutka, miała na sobie śliczną piżamę i nowe, różowe kapcie z wyszywanymi śmiesznymi pieskami. Całe ubrania, które dostała ode mnie, schowała pod poduszkę, a kapcie wsunęła pod materac.

Dorotka, czemu chowasz rzeczy? zapytałam zdziwiona.

Żeby nikt nie ukradł

Ciężko westchnęłam.

Gdy wyłączyli światło, Dorotka zamknęła oczy i zaczęła marzyć, że idzie szeroką, ukwieconą ulicą, trzymając mnie za rękę, a w drugą rękę łapie ją Zuzia. Marzyła, żeby też mieć mamę i tatę. Żeby ktoś ją głaskał po głowie, całował na dobranoc, kąpał i ubierał w mięciutką piżamkę, by tata podrzucał ją do sufitu, a ona śmiała się do łez. I żeby wszyscy byli szczęśliwi. Chciałaby pomagać: myć naczynia, sprzątać, opiekować się Zuzią, uczyć się czytać i liczyć. Byleby tylko ją pokochano. Byleby miała mamę…

Westchnęła ciężko. W domu dziecka nikt jej nie bił, ale wychowawczyni, pani Halina, często krzyczała. Starsi przezywali ją i zabierali rzeczy oraz jedzenie. Ostatnio, kiedy upuściła talerz z kaszą, zamknęli ją w ciemnej, brudnej komórce. Witek Słowiński syknął złośliwie: No i co? Posiedzisz z myszami Dorotka bardzo się bała, wyobrażała sobie, że zaraz spod ściany wyjdzie wielka mysz i wskoczy na nią. Długo płakała, stojąc tyłem do drzwi, trzęsła się, aż w końcu usiadła na zimnej podłodze. Wtedy się przeziębiła, zaczęła kaszleć i tak trafiła do tego szpitala

Te wspomnienia sprawiły, że jej oczy znów napełniły się łzami, które spłynęły po bladych policzkach… Dziewczynka cicho pociągnęła nosem. I nagle poczuła, że ktoś delikatnie głaszcze ją po głowie. Otworzyła oczy.

Ciociu Iwono

No już, maleńka moja Nie płacz Wszystko będzie dobrze

Przytuliłam ją mocno ze wzruszenia.

Nie płacz, kochanie

Dorotka uspokoiła się, czując jakby tuliła ją prawdziwa mama. Czułam jej drżące ramionka.

Ciociu Iwono

Tak?

Gdybyś Ty mogła być moją mamą

Moje oczy same napłynęły łzami. Decyzja była natychmiastowa. Nie rozumem sercem Musiałam już tylko porozmawiać z rodziną

Mama przyjęła mój pomysł z entuzjazmem. Teściowa też poparła mnie, bo sama dorastała bez rodziców. Ale mąż nie podzielał mojego zapału.

Ty chyba zwariowałaś! Wiesz, że to na całe życie?

Wiem! I wiem też, że jeśli tego nie zrobię, będę miała wyrzuty sumienia do końca życia, rozumiesz?

Odwrócił wzrok.

Chciałbym ją zobaczyć.

Dobrze.

Wieczorem razem wyszliśmy na korytarz. Tomek podniósł Zuzię na ręce, ucałował ją.

Moja radość, jak się stęskniłem…

Potem zwrócił się ku mnie. Nie odrywając wzroku od jego oczu, odezwałam się: No to poznaj, Tomek… To Dorotka.

Dorotka kiwnęła nieśmiało głową, patrząc na niego swoimi wielkimi oczami.

Dzień dobry!

No cześć! Miło Cię poznać.

I ja

Coś ścisnęło Tomka w środku. Spojrzał wzruszony na mnie. Skinął głową

Kilka miesięcy później pod dom dziecka w okolicach Poznania podjechał samochód. Wysiedliśmy razem ja i Tomek. W oknie zebrały się dzieciaki.

Dorotka, Dorotka chodź, Twoi przyjechali!

Rozpromieniona Dorotka wybiegła ku nam.

Cześć, Dorotko! Jesteśmy po Ciebie. Wracamy do domu?

Małe serduszko zabiło jej szybciej, wypełnione szczęściem: Tak, mamusiu!

Rate article
Fajna Tajna
Światłana leżała na kanapie, wpatrzona w sufit. Natrętne myśli nie pozwalały jej zasnąć. No bo jak tu spokojnie zasnąć, gdy twoje ukochane dziecko choruje. Po co ja ją w ogóle zapisałam do tego przedszkola? Gdyby została w domu choć dzień czy dwa dłużej, może uniknęłaby tej infekcji…