Dziś, gdy patrzę wstecz na swoje życie, przychodzi mi na myśl pewna historia…
Miałem cztery żony. Najbardziej kochałem tę czwartą – młodziutką i pieszczotliwą. Zawsze obsypywałem ją najdroższymi sukienkami z Włocławka, biżuterią z bursztynem, dbałem o nią i rozpieszczałem.
Trzecia żona była niezwykłą pięknością. Gdy wyjeżdżałem do Poznania, Krakowa czy nawet za granicę, zawsze zabierałem ją ze sobą, by wszyscy podziwiali jej urodę. Lękałem się jednak, że pewnego dnia odejdzie do innego.
Druga żona była przebiegła i doświadczona w dworskich intrygach. Była moją zaufaną powiernicą – mądrą, cierpliwą i życzliwą. Gdy miałem problemy, zawsze zwracałem się do niej, a ona pomagała mi znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszych sytuacji.
Pierwsza żona była najstarsza i ożeniłem się z nią tylko dlatego, że odziedziczyłem ją po zmarłym bracie. Była niezwykle oddana, dbała o moje majątki i interesy w całej Polsce. Ale nigdy jej nie kochałem. Nawet jej wierność i oddanie nie poruszały mego serca.
Pewnego dnia zachorowałem. Przypomniałem sobie całe swoje życie pełne przepychu i pomyślałem: *Mam cztery żony, ale gdy umrę, zostanę sam.* Zapytałem więc czwartą:
— Kochałem cię najbardziej, dawałem ci wszystko, co najlepsze, chroniłem cię jak skarb. Gdy teraz umieram, czy pójdziesz ze mną do krainy cieni?
— Co ty sobie wyobrażasz?! — odparła i wyszła bez słowa. Jej odpowiedź przeszyła mnie jak nóż.
Zasmucony, zwróciłem się do trzeciej żony:
— Uwielbiałem cię całe życie. Czy teraz pójdziesz za mną w zaświaty?
— Nie! — odrzekła. — Życie jest zbyt piękne! Gdy umrzesz, pewnie wyjdę za mąż, bo po co marnować taką urodę?
Serce zalała gorycz. Wtedy spytałem drugą żonę:
— Zawsze mogłem na ciebie liczyć. Gdy teraz odchodzę, czy pójdziesz ze mną tam, gdzie głosy umarłych szepczą w ciemności?
— Przykro mi, nie pomogę ci tym razem — westchnęła. — Najwięcej, co mogę zrobić, to godnie cię pochować.
Jej słowa uderzyły mnie jak grom. Wtedy usłyszałem cichy głos:
— Ja pójdę z tobą. Dokądkolwiek stąpisz, tam i ja będę.
Obejrzałem w stronę głosu i zobaczyłem moją pierwszą żonę – wynędzniałą, z twarzą pooraną łzami. Powiedziałem wtedy ze wstydem:
— Powinienem był dbać o ciebie, gdy jeszcze miałem czas.
Każdy z nas ma te cztery żony. Czwarta to nasze ciało – choćbyśmy je stroili i pieścili, opuści nas w chwili śmierci. Trzecia to kariera, majątek, stanowisko – po naszej śmierci przejdą w inne ręce. Druga to rodzina i przyjaciele – mogą nas tylko odprowadzić do grobu.
A pierwsza… to nasza dusza. Często ją zaniedbujemy w pogoni za sukcesem. A jednak tylko ona jest gotowa pójść z nami aż do końca. Więc dbajmy o nią, póki jest czas.



