Dziś muszę się komuś zwierzyć, bo nie potrafię już sam tego wszystkiego dusić w sobie. Mam dwoje dzieci i każde z nich ma innego ojca. Moja starsza córka, Jagoda, niedawno skończyła szesnaście lat. Jej ojciec, Paweł, regularnie płaci alimenty i utrzymuje z nią kontakt. Chociaż Paweł jest szczęśliwy w nowym związku i ma jeszcze dwoje dzieci, nigdy nie zapomina o naszej córce.
Mój młodszy syn nie miał tyle szczęścia. Dwa lata temu mój drugi żona, Adam, niespodziewanie poważnie zachorował i zmarł w szpitalu zaledwie trzy dni później. Minęło już trochę czasu, ale ciągle nie mogę uwierzyć, że Adama nie ma. Czasem łapię się na tym, że czekam, aż usłyszę klucz w zamku i zobaczę jak wchodzi, z uśmiechem życzy mi miłego dnia… Potem cały dzień płaczę.
W tych najtrudniejszych chwilach najbardziej wspierała mnie matka Adama, pani Lucyna. To również dla niej było strasznie ciężkie, bo on był jej jedynym synem. Trzymała mnie w ryzach, starała się dać mi siłę, a ja odwzajemniałem to, jak umiałem. Byliśmy razem przez ten najgorszy czas dzwoniliśmy do siebie, odwiedzaliśmy się, rozmawialiśmy ciągle o Adamie. Raz nawet zastanawialiśmy się, czy by nie zamieszkać razem, ale Lucyna potem się rozmyśliła. Tak mijał rok za rokiem w sumie siedem lat. Łączyła nas prawdziwa przyjaźń, miałem do niej ogromne zaufanie.
Pamiętam, kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy mieli syna. Lucyna wtedy coś napomknęła o teście na ojcostwo ponoć widziała w telewizji jakiś reportaż, gdzie facet wychowywał nieswoje dziecko przez wiele lat, a potem wyszła prawda na jaw. Od razu uznałem, że to kompletna bzdura i jasno jej to powiedziałem:
Jeśli mężczyzna w ogóle podejrzewa, że to nie jego dziecko, to i tak nie będzie dobrym ojcem, tylko takim niedzielnym.
Lucyna zapewniła, że wierzy, i temat ucichł. Byłem pewien, że kiedy urodzi się syn, Lucyna wróci do tego, może nawet zażąda testu, ale jednak nie powiedziała już o tym ani słowa.
W tym roku, latem, Lucyna bardzo poważnie zachorowała ze zdrowiem posypało jej się wszystko, całe życie musiała przeorganizować. Zdecydowaliśmy, że w tej sytuacji najlepiej będzie, jeśli zamieszka bliżej mnie. Zaczęliśmy z pośrednikiem nieruchomości szukać dla niej mieszkania.
Wtedy nagle Lucyna trafiła do szpitala. Potrzebny był akt zgonu jej męża, żeby załatwić formalności u pośrednika, ale ona nie miała siły się tym zająć, więc sam pojechałem do jej mieszkania. Szukałem dokumentu w starych segregatorach i natrafiłem na coś, czego zupełnie się nie spodziewałem wynik testu na ojcostwo. Okazało się, że gdy mój syn miał dwa miesiące, Lucyna po kryjomu zrobiła badanie i upewniła się, że Adam naprawdę jest ojcem mojego syna.
Poczułem się tak zdradzony, że aż ścięło mnie z nóg. Przez tyle lat wydawało mi się, że mamy szczerą, prawdziwą więź, a okazało się, że Lucyna nigdy mi nie ufała! Nie wytrzymałem pojechałem do szpitala i powiedziałem, że wiem o wszystkim. Przeprosiła, mówiła, że żałuje, że była głupia i niepotrzebnie mi nie ufała. Ale ja do teraz nie mogę dojść do siebie. Mam wrażenie, jakby ktoś wyciągnął spod mnie dywan, na którym przez tyle lat stałem.
Z jednej strony narasta we mnie złość i nie mam już w sobie tej ochoty, by jej pomagać. Ale z drugiej wiem, że Lucyna nie ma bardziej bliskiej osoby na świecie, oprócz mnie i mojej rodziny. Dla mojego syna jest ważne, żeby miał babcię.
Wiem, że będę ją dalej wspierał, ale nie będzie już między nami tego dawnego zaufania i serdeczności. Z tego przykrego doświadczenia zrozumiałem jedno nawet najbliższa relacja potrafi się rozsypać przez brak szczerości. Trzeba mówić wprost i ufać, bo tajemnice zmieniają wszystko.



