Starsza kobieta zwróciła się do Roberta i wypowiedziała słowa, które przeszyły go dreszczem: „Dziś będzie piękny, słoneczny dzień. Będziemy mieli wystarczająco dużo czasu, żeby coś zrobić”

Dzisiaj wydarzyło się coś niezwykłego. Środa była wyjątkowo spokojna, a ja, jak co roku w tym okresie, ruszyłem pociągiem pod Warszawę na swoją działkę. W wagonie panowała cisza, tylko kilka osób, głównie starszych, z naręczami narzędzi wszyscy zmierzaliśmy zapewne do swoich warzywników.

Obok mnie usiadła starsza kobieta. Miała na sobie lekko znoszony płaszcz i dużą torbę z ręcznie robioną serwetką na wierzchu. Przez chwilę milczeliśmy, zapatrzeni w przesuwające się za oknem pola i lasy. Do głowy zaczęły mi wracać wspomnienia o mojej zmarłej żonie, Grażynie. Te nasze wspólne wyjazdy na działkę, rozmowy między rzędami marchwi… Odkąd odeszła, rzadko miałem odwagę wracać na działkę wszystko tam zbyt mocno kojarzyło mi się z jej nieobecnością.

W pewnym momencie kobieta odwróciła się do mnie i powiedziała coś, co przeszyło mnie na wskroś: Dziś będzie pięknie, słonecznie. Będzie dużo czasu, żeby coś zrobić. Niemal identyczne słowa Grażyna zwykła wypowiadać na początku każdego sezonu działkowego. Zamurowało mnie na chwilę tylko przytaknąłem głową. Zaczęliśmy rozmawiać. Wymieniliśmy się żalami na temat tegorocznych słabych plonów, rozmawialiśmy o ciężkiej zimie i naszych nadziejach na kolejny rok.

Gdy dotarliśmy na przystanek autobusowy, uświadomiłem sobie, że nigdy wcześniej nie widziałem tej kobiety na żadnej z działek. Poszliśmy kawałek razem, potem nasze drogi się rozeszły. Na mojej działce zastałem dzikie chaszcze tak bardzo się rozrosły przez moją długą nieobecność. Jednak rozmowa z tą starszą panią dodała mi dziwnej otuchy. Poczułem, że koniecznie muszę tu zostać choćby na chwilę dłużej niż planowałem.

Zabrałem się więc energicznie do pracy, zaczynając od motyki i grabienia liści. Widok żyznej ziemi, którą kiedyś wspólnie z Grażyną uprawialiśmy, wywołał na mojej twarzy uśmiech. Zdecydowałem, że nie sprzedam działki. Na przerwie usiadłem przy zardzewiałej ławce, zjadłem kanapkę z serem i popiłem kubkiem herbaty z termosu. Obok bujały się moje ulubione astry, a pod nowym jabłonią błyszczały czerwone, dojrzałe owoce. Przywołały ciepłe wspomnienia.

Nastrój mi się poprawił postanowiłem, że będę tu przyjeżdżał częściej. Pamiętam, jak zbierałem w lesie podgrzybki to było jak zrzucenie z serca ogromnego ciężaru. Praca na działce dawała mi poczucie sensu i prawdziwej radości.

W drodze powrotnej znów spotkałem tę samą kobietę, która nazywała się Janina. Podzieliłem się z nią jabłkiem i kilka chwil rozmawialiśmy o naszych ulubionych warzywach i ogrodowych troskach. Janina zapewniła mnie, że życie jeszcze długo może być piękne, a działka to doskonałe miejsce, by cieszyć się każdym dniem i znajdować w pracy spełnienie. Gdy wysiadłem na swojej stacji i spojrzałem, jak słońce znika powoli za horyzontem, poczułem niewysłowioną ulgę. Już nie czułem ciężaru smutku, byłem pogodzony z losem w końcu odnalazłem swój spokój.

Rate article
Fajna Tajna
Starsza kobieta zwróciła się do Roberta i wypowiedziała słowa, które przeszyły go dreszczem: „Dziś będzie piękny, słoneczny dzień. Będziemy mieli wystarczająco dużo czasu, żeby coś zrobić”